Sydonia. Słowo się rzekło. Elżbieta Cherezińska. Recenzja.

 Dzień dobry w poniedziałek! W końcu pogoda się unormowała i patrząc za okno nie zaskakuje mnie kolejna śnieżyca lub nie rażą promienie słońca. Czekam już tej wiosny, chyba jak każdy 😉.

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić wyjątkowa książkę, z którą ostatnio przyszło mi się zmierzyć. Dlaczego piszę tak tajemniczo? Ponieważ ta potężna cegła (prawie 600 stron) to kawał historii i to nie byle jakiej.


Sydonia. Słowo się rzekło.

XVI wiek, Pomorze, rody szlacheckie. Kto dobrze orientuje się w historii, wie że w tym okresie sporo się działo, kto tak jak ja ma tylko ogólny zarys wydarzeń z tamtych czasów na pewno jest świadomy tego, że w opowieściach o polskich panach zawsze się coś dzieje 😉.

Sporo słyszałam o Elżbiecie Cherezińskiej, ale jakoś wcześniej nie znalazłam czasu na jej twórczość. Jednak nie żałuję tego, że dopiero teraz spotkałam się z jej książkami. Dlatego? Ponieważ do pewnego rodzaju literatury trzeba być odpowiednio dojrzałym. Autorka zadbała o każdy detal, dlatego szkoda było by tego nie potrafić docenić.

Historia rodu Borków.

Jedna z najstarszych rodzin Pomorza. Kiedyś bardzo wpływowa, teraz zapomniana i zubożała. Tak niestety toczą się koleje losu. Dlatego kiedy Sydonia von Bork zostaje oskarżona o zabicie księcia, sprawy zaczynają mieć totalnie zwariowany obrót. Jak do tego doszło? Kto skorzysta na tym skandalu? Czy Sydonii uda się udowodnić swoją niewinność? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w najnowszej książce Elżbiety Cherezińskiej.

Uwielbiam czytać takie historie. Dopowiadające i porządkujące o postaciach ważnych i często nieznanych. Nie słyszałam wcześniej o Sydonii von Bork. Cieszę się, że mogłam poznać jej historię. To naprawdę wyjątkowa kobieta, a Elżbieta Cherezińska potrafiła pokazać jej niezwykłe losy.

Koronkowa robota.

Długo zastanawiałam się, co sprawia, że tak chętnie zaczytuję się w powieściach historycznych, chociaż nigdy wielką fanką nauki tego przedmiotu w szkole nie byłam. Ale kiedy ktoś potrafi umiejętnie połączyć wydarzenia historyczne z obyczajowością i dawnymi wierzeniami... to wtedy nie można oderwać się od lektury. Taką historię chce się poznawać - żywą, z realnymi postaciami, z prawdziwymi emocjami, a nie suche fakty i połączone z nimi daty. Autorka Sydonii na pewno poświęciła masę czasu na poznanie dokumentacji związanej z Sydonią von Bork. Jednak dzięki temu wysnuła niesamowitą opowieść godną hollywodzkiej ekranizacji.

 Zgarnąć z półki?

Totalnie pochłonęła mnie ta książka. Nie mogłam się od niej oderwać i choć czasami postać Sydonii irytowała mnie swoją postawą to właśnie to sprawiało, że jeszcze bardziej wydawała się prawdziwa. Bardzo polecam Wam lekturę Sydonia. Słowo się rzekło. 


Tytuł:              Sydonia. Słowo się rzekło.

Autor                Elżbieta Cherezińska

Wydawnictwo:  Zysk i S-ka

Premiera:         21.02.2023

Przeszłość Bolesława Chrobrego jeszcze nigdy nie byłą tak epicka! Recenzja powieści Bolko Grzegorza Gajka.

 Sobota. Dzięki sprzyjającej aurze spędziliśmy bardzo aktywny czas. Trudno było moje dzieciaki zagonić do domu, ale kiedy już wróciły to miały siłę jedynie na oglądanie bajek. I ja, jako dobra matka... pozwoliłam im je oglądać pół godziny przed wyznaczonym czasem ;-). A jak Wam minęła sobota? Aktywnie, czy może relaksacyjnie? Koniecznie dajcie znać.

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić książkę, która...jest totalnie magiczna, bo kiedy po nią sięgasz, myślisz sobie "jaka cegła", a zaraz potem kończysz ją czytać. Ciekawi? Zapraszam na recenzję Bolko Grzegorza Gajka.


Bolko Grzegorz Gajek.

Prawie 600 stron (598) historii o tym jak Bolesław Chrobry dochodził do władzy. Robi wrażenie, prawda? Miałam spore obawy, co do tej książki, ponieważ było to pierwsze spotkanie z tym autorem. Bałam się, że w takim opasłym tomie znajdzie się więcej patetycznych opisów bitew, czy samego króla, niż fajnej akcji i dobrze wykreowanych bohaterów. Myliłam się...W tak grubej książce o tematyce historycznej da się umieścić fajną fabułę, wyrazistych bohaterów i dobrze opracowane tło historyczne. 

Autor bardzo płynnie przeprowadza nas przez meandry ówczesnego świata. Intrygi polityczne, aranżowane małżeństwa, innowierstwo, czy dorastanie do roli króla. Musze przyznać, że szczerze liczyłam na... nudniejszą historię.

Za każdym mężczyzną sukcesu...

Jeśli chodzi o tytułowego bohatera tu raczej zaskoczenia nie ma. Na początku jest naiwny i nieporadny. Wiadomo, musi taki być i to jest w porządku. Bardziej moją uwagę przykuła żona Bolka -  Hunilda. Postać zdeterminowana i konkretna, a przy tym tragiczna. Niestety, kobiety wtedy nie miały lekko i chociaż (dość często) były inteligentniejsze od mężczyzn, nie miały żadnego pola do manewrów. Hunilda próbowała delikatnie wykorzystywać swoją pozycję, ale finalnie wiadomo, nie wiele mogła zwojować. Mimo wszystko bardzo lubiłam fragmenty,  których występowała ta postać. Miałam wrażenie, że miejscami to ona nakręca tępo tej historii.

Zgarnąć z półki?

Nie jestem wielką fanką powieści historycznych. Lubię sięgnąć od czasu do czasu. Jednak jeśli chodzi o najnowszą powieść Grzegorza Gajka to z całą stanowczością musze stwierdzić, że jest to kawał naprawdę dobrze napisanej historii (nie ważne, czy historycznej, czy nie ;-)). Dlatego polecam sięgnąć po Bolko, a gwarantuje, że gorąca atmosfera tej powieści rozgrzeje Was nie gorzej niż kocyk i gorąca herbata ;-).

Tytuł:               Bolko

Autor:               Grzegorz Gajek

Wydawnictwo:   SQN

Premiera:          10.08.2022





Warchoły, złoczyńcy i pijanice. Jacek Komuda. Fabryka Słów - recenzja.

 Sobota. Jak Wam mija weekend? Bo ja jeszcze nie wstałam od komputera. No dobra, w między czasie zdążyłam zrobić obiad, ale tak naprawdę cały dzień spędziłam przed ekranem. Zachciało mi się... szkolić, ale o tym innym razem ;-). Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić książka, która powinna zająć szczególnie miejsce w sercu każdego Polaka. Ba! Na dobrą sprawę jest nam bliższa niż epopeja narodowa, dlatego każdy powinien po nią sięgnąć! Ciekawi ;-)?


Warchoły, złoczyńcy, pijanice, czyli spis hultajów z czasów Rzeczpospolitej Szlacheckiej.

Bohun, czy Skrzetuski? To pytanie zadaje sobie każdy miłośnik Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Obaj reprezentują sobą bardzo skrajne postawy, a mimo to obaj wzbudzają sympatię. Ja chyba jestem zawieszona gdzieś pomiędzy, chociaż jeśli chodzi o intensywność przeżyć to skłaniam się bliżej Bohuna ;-). A teraz wyobraźcie sobie, że Jacek Komuda, topowy autor powieści osadzonych w okresie XV - XVIII wieku, napisał książkę o awanturnikach tamtych czasów. Nikogo nie oszczędził, zresztą szlachcie nie wypada oszczędzać ;-).

Diabeł Łańcucki, Dydyński, Potocki i inni hultaje.

O naszej szlachcie można książki pisać, a w zasadzie można ciągle pisać książki. Inspiracji i gotowych historii jest mnóstwo. Jacek Komuda postanowił napisać krótkie kompendium na temat niegodziwców Rzeczpospolitej Szlacheckiej bez zbędnego patosu, czy dramatyzmu. Autor przedstawia szlachtę w pełnej krasie. Pełną wad i gorącej krwi, taką która pierwsza wyciąga szablę, ale nie zawsze wygrywa... Taką jaką lubimy najbardziej ;-).






Złe kobiety w polskiej szlachcie.

Taaaak. Szlachta to nie tylko mężczyźni, trafiały się też charakterne kobiety. Nawet całkiem sporo. W Warchołach, złoczyńcach i pijanicach pojawia się blisko 90 nazwisk (dokładnie 88), z czego 14 to kobiety. Kto by się spodziewał ;-).


Zgarnąć z półki?

Dla mnie lektura Warchoły, złoczyńcy i pijanice była niezwykle przyjemna. Świetnie bawiłam się poznając nie tylko kolejne fragmenty naszej barwnej historii, ale i postaci z krwi i kości. Najnowsza książka Jacka Komudy to kompendium rzetelnej wiedzy podanej w klarownej formie. Myślę, że każdy znalazł by tu postać, która by go zaciekawiła. Nie można odmówić polskiej szlachcie, ułańskiej fantazji ;-). A ten konkretny autor, idealnie potrafi to wszystko opisać.

Tytuł:               Warchoły, złoczyńcy i pijanice, czyli spis hultajów z czasów Rzeczpospolitej                                     Szlacheckiej

Autor:               Jacek Komuda

Wydawnictwo:   Fabryka Słów

Premiera:          29.10.2021



 


Ułańska fantazja i hollywoodzki rozmach. (Pzredpremierowo. Zawisza. Czarne Krzyże. Fabryka Słów)

 Stanowczo stwierdzam, że po świętach trzeba odpocząć. Całe te przygotowania, sprzątanie, gotowanie, jedzenie, spanie, gadanie. Przecież można się wykończyć ;-). Dzisiaj pierwszy normalny dzień, a ja jestem jakaś zagubiona. Trochę sprzątam, coś tam jeszcze dojadam (żeby się nie zmarnowało ;-)) i tak mija cały dzień. Mam nadzieję, że jutro już bardziej będę się odnajdywać w rzeczywistości.

Dzisiaj mam dla Was historię, które pobudzi krążenie krwi i wyobraźnię. Historię o najsławniejszym rycerzu Rzeczpospolitej, która... mogła wydarzyć się naprawdę.


Jacek Komuda jest znanym i cenionym autorem powieści historycznych.  Dbałość o detale, wierne odwzorowanie postaci historycznych i obyczajów sprawia, że sięgając po jego książki po prostu przenosimy się do czasów, w których rycerze, pojedynki, szlachta, wielka wiara i spektakularne bitwy były na porządku dziennym.

Tym razem autor zabiera nas do roku 1408, kiedy eskalacja konfliktu z zakonem krzyżackim jest już bardzo wysoka i tylko drobne linki racjonalnego myślenia, trzymają tę lawinę w ryzach. Jednak, jak to zwykle bywa...ktoś sprawia, że ten tabun w końcu rusza.

Streszczenie tej opowieści byłoby policzkiem w twarz wszystkich czytelników. NIE GODZI SIĘ! To jak Jacek Komuda prowadzi tę historię można określić tylko jednym słowem - mistrzostwo. Akcja toczy się naprawdę szybko. Nie ma czasu na zbędne rozmyślenia, trzeba działać od razu, albo...

Zanim zacznie się czytać tę książkę należy zadać sobie pytanie. Jak wyobrażasz sobie Zawiszę Czarnego? Czy jest to bohater narodowy, który swoją siłą, męstwem i honorem pretendował do miana herosa? Czy może jest to człowiek, który poświęcił wszystko dla ojczyzny? 

Tak wiem, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ale... książka Jacka Komudy pozwala wyklarować sobie jakiś obraz Zawiszy Czarnego. Oczywiście chociaż autor pisze tak, jakby uczestniczył w tych wydarzeniach, należy pamiętać, że część fabuły to tylko fikcja literacka, która po prostu pasowała do historii i raczej nie należy posługiwać się faktami z książki jako argumentami w merytorycznej dyskusji na temat wydarzeń historycznych ;-).

Chciałabym, naprawdę bym chciała żeby jakiś hollywodzki reżyser zauważył twórczość jednego z najlepszych polskich twórców powieści historycznych. Na pewno stworzyliby wtedy kawał dobrego kina z wybuchami, pościgami, bohaterami, a wszystko przesiąknięte ułańską fantazją. Wyobrażacie to sobie? Chociaż film Aleksandra Forda z 1960 roku ma swój urok to zupełnie bym się nie pogniewała gdyby ktoś zainspirował się Komudą a nie Sienkiewiczem ;-).

Tytuł:               Zawisza. Czarne Krzyże

Autor:               Jacek Komuda

Wydawnictwo:   Fabryka Słów

Premiera:           14.04.2021

 

Za możliwość zmiany tekturowych zrobi na prawdziwe żelazo i krew, dziękuję Fabryce Słów.


 

 

 


My mother told me someday I would by... (Australijskie piekło. Radosław Lewandowski)

 Chyba wszyscy wiedzą jaki dziś mamy dzień. A jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości, to chodzi mi konkretnie o premierę najnowszej książki Radosława Lewandowskiego pt. Australijskie piekło. Jak dla mnie data została dobrana bardzo trafnie. Walentynki, miłość, serduszka... wiemy, o co chodzi, znamy te klimaty, ale jest też druga strona medalu. Jak serce to wnętrzności, jak wnętrzności to krew, jak krew to śmierć... zbyt drastycznie? To co powiedziecie na to, co spotkało bohaterów Australijskiego piekła? Oni na pewno nie myśleli o wydrapywaniu love na deskach galery ;-).


O twórczości Radosława Lewandowskiego pisałam >TUTAJ<. Nie ukrywam, że bardzo bardzo lubię jego książki i zawsze chętnie zasiadam do kolejnej przygody z tym autorem. Musze przyznać, że zanim zaczęłam czytać Australijskie piekło miałam trochę mieszane uczucia. Sama historia mogłaby być ciekawa, ale przeszkadzał mi... brak wikingów ;-). Jednak znając talent i kunszt Radosława Lewandowskiego, nie wiem jak miałby sobie poradzić z połączeniem wyprawy, która miała miejsce w XVII wieku i wikingów. Oczywiście, dało radę by to zrobić, ale wtedy powieść straciłaby na autentyczności ;-). Dlatego przebolałam brak wojów z północy i zabrałam się do lektury.

Najbardziej lubię w takich historiach to, że los (czyt. autor) nie oszczędza bohaterów już od pierwszej strony, a przy tym nie mamy uczucia przesytu wszechogarniającym fatalizmem. XVII wiek nikogo nie oszczędzał. Wojna trzydziestoletnia, inkwizycja, bieda i nierówność społeczna. Jak z tym walczyć? Jak się temu poddać z honorem? A może uciec od tego na drugi koniec świata?

Jak już Wam wspomniałam, obawiałam się braku wikingów, ci wojowie mają w sobie coś, co zawsze mnie przyciąga. Ta duma, męstwo, odwaga, Ragnar... no ale nie tym miało być ;-). Bardzo szybko okazało się, że moje obawy były zupełnie nie uzasadnione i dzielnych i nieustraszonych bohaterów można znaleźć w zupełnie różnych czasach. Jest to książka, którą otwiera się na pierwszej stronie i nagle spostrzegasz, że przegapiłaś zrobić obiad i czas rozmrozić pierogi ;-).

Co tak bardzo przyciąga do tej historii, że tracisz poczucie czasu i kontakt z rzeczywistością? Bardzo trudno wymienić tylko jeden czynnik takiego stanu rzeczy. Na pewno samo przygotowanie autora do napisania tej książki jest godne pochwały. Już od pierwszych stron mamy wrażenie, że Radosław Lewandowski NIE OPISUJE wydarzeń historycznych, On po prostu był na miejscu, a teraz postanowił spisać swoje wrażenia. Naprawdę miejscami miałam wrażenie, że po prostu autor tworząc bohaterów korzystał z własnych doświadczeń życiowych, tj. pływanie na galerze, czy udział w jakiejś wielkiej bitwie ;-).

Warto też zwrócić uwagę na brutalność. Jako kobieta, żona, matka, człowiek w miarę stateczny i ułożony, lubię czytać o wypływających wnętrznościach ;-). Wiadomo, nie samymi trupami człowiek żyje, barbarzyństwo ma różne odcienie i wymiary. W Australijksim piekle mamy nie tylko mężczyzn, którzy muszą zmagać się z przeciwnościami losu, ale również najgorszym z możliwych zagrożeń, innymi ludźmi. Żeby było jeszcze mniej kolorowo, tylko krwiście, okrutnie i niesprawiedliwie, w tej historii występują również kobiety, które... tutaj żaden opis się nie nadaje, ponieważ nie odda prawdziwej grozy ich sytuacji i na pewno nie nadaje się do publikacji. Możecie sobie wyobrazić w jakim położeniu były kobiety w XVII, kiedy niezwykle popularne były procesy czarownic oraz... całkowita dominacja mężczyzn.



Jestem totalnie zaskoczona tą książką. Wciągnęłyśmy się wzajemnie. Ona mnie dogłębnie, a ja ją strasznie szybko, czego trochę żałuję, bo pożeglowałabym jeszcze trochę z bezpiecznej odległości ;-).

Za możliwość odbycia tej niesamowitej przygody, dziękuję autorowi Radosławowi Lewandowskiemu.

Jak wiecie, na moim fanpage ogłosiłam konkurs, w którym do wygrania była książka lub audiobook Australijskie piekło. Zdecydowałam, że wygrywają:

Grzegorz Sękala

Magdalena Filip

kto pierwszy się do mnie zgłosi wybiera nagrodę, druga osoba wyboru już mieć nie będzie ;-). Na wiadomość od zwycięzców czekam 7 dni.










Wikings what is your profession?! (Wikingowie. Radosław Lewandowski)

 Niedziela. Wszyscy jeszcze śpią, a ja z kubkiem mleka z kawą zasiadam do pisania tego wpisu. Czasami zdarza mi się przeglądać moje stare wpisy. Czasami mnie bawią, czasami zaskakują, ale bardzo często żałuję... żałuję że w danym czasie nie opisałam jeszcze jakiejś książki, jeszcze jakiejś gry, żałuję po prostu, że pisałam za mało. Teraz staram się to trochę nadrobić, ale wiadomo jak to jest. Doba ma tylko 24 godziny, w których trzeba zmieścić naprawdę wiele czynności i chociaż bardzo bym chciała, czasami po prostu nie daję rady działać zgodnie z wcześniej ustalonym (własnym) planem.

Jak już wiecie, nie mam konkretnych planów noworocznych. Chcę po prostu realizować to, co już wcześniej zaczęłam lub małymi kroczkami dochodzić do tego, co sobie zamierzyłam. Easy. Dlatego dzisiaj mam dla Was Sagę o Wikingach, która powinna doczekać się swojej recenzji o wiele wcześniej, ale jak już Wam wspominałam na samym początku, wcześniej się nie dało ;-).

Wikingów znają wszyscy. Każdy kojarzy tych dzikich wojowników z północy. Dlatego nie dziwi, że historie z nimi związane są wciąż popularne i lubiane. Na pewno dużą przychylność i jeszcze większy rozgłos zyskał dla nich serial, który powstał dla kanału History. Szczerze? Ciężko jest pobić historię Ragnara i jego potomków. Dlaczego? Ponieważ duża część fabuły była inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. 

Sporo w swoim życiu przeczytałam książek z Wikingami w tle. Kiedy lubi się fantastykę, nie da się pominąć tego elementu. Są oni ważnym motywem kulturowo-literackim. Doszłam nawet do takiego momentu, że omijałam takie powieści szerokim łukiem, bo ile razy można czytać to samo. Na prawdę, w wielu sagach o Wikingach zmieniają się tylko imiona bohaterów, reszta jest tak podobna, że wydaje się, że już się to czytało. 

Bardzo sceptycznie podchodziłam do Wikingów Radosława Lewandowskiego. Okładki takie o, pasujące do tematyki, ale nie wyróżniające się. Początek historii też taki o, podobny do innych, wiadomo od czegoś trzeba zacząć. Jednak... w tym wypadku autor popisał się rozmachem.



O wyprawach Wikingów wiadomo już sporo. Sporo to nie znaczy, ze wszystko. O ile nie zdziwi nikogo to, że Wojownicy Północy podróżowali po całej Europie, tak to, co opisał Radosław Lewandowski na pewno zaskoczy, ponieważ okazuje się, że Wikingowie podróżowali po całym ówcześnie znanym świecie! Kolumb na pewno uczył się od nich podróżowania ;-).

Możecie zarzucić, że to, co stworzył Lewandowski to tylko fikcja literacka, ale okazuje się, że nie! Autor bardzo skrupulatnie zebrał materiały do swojej Sagi o Wikingach i wszystkie wyprawy, które odbyli jego bohaterowie mają odniesienie do faktów historycznych. 

Można też czepić się tego, że tak naprawdę autor nie stworzył nic nowego, tylko wymyślił historię, do tego, co znalazł. To oczywiście też prawda, ale... czy to oznacza, że niczego nie stworzył? Owszem, skorzystał z informacji, które zgromadził, przygotowując się do pisania książki, ale umiejętne poprowadzenie fabuły powieści historycznej jest moim zdaniem bardzo cennym darem. Wyobraźcie sobie książkę od historii. Nuda, nuda suche fakty, a teraz wyobraźcie sobie, że tę samą książkę pisze pasjonat. Czujecie różnicę ;-)?

O samej Sadze mogłabym się rozpisywać bardzo długo. Radosław Lewandowski przedstawił nie tylko kawał historii, ale też kawał świata. Na pewno widzieliście te wszystkie slogany przygotuj się na podróż czy ta podróż zaczyna się od pierwszego kroku. W przypadku Sagi o Wikingach na prawdę wyruszamy w podróż. Z jednej strony każda przeczytana strona przybliża nas do celu, z drugiej z każdą przeczytaną stroną oddalamy się od zamierzonego końca.  Zbyt tajemniczo ;-)? Jeśli chcecie wiedzieć, o co mi chodzi koniecznie musicie przeczytać tę historię!

Jeśli miałabym oceniać, który z czterech tomów Wikingów podobał mi się najbardziej to wybrałaby Najeźdźców z Północy, ponieważ jak dla mnie była w nim najlepsza fabuła i akcja. Byłam zaskoczona, czytając tę część (co jak wiecie, nie zdarza mi się dość często jeśli chodzi o Wikingów ;-)). Najmniej podobała mi się ostatnia część - Kraina Proroka. Ja wiem, że to ostatni tom i autor musiał zakończyć wiele wątków i historię jakoś sensownie, ale... po takich przygodach, które zaserwował nam w poprzednich segmentach, liczyłam na większe pierd*lniecie.



Rzecz, do której muszę się przyczepić i niestety byłam bardzo negatywnie zaskoczona to to, że wielkość tomów nie jest sobie równa. Nie wiem, czy ja przez przypadek zamówiłam dwie równe edycje, czy po prostu tak to zostało wymyślone, ale dwa pierwsze tomy są znacznie mniejsze od trzeciego i czwartego. To trochę drażni moje poczucie estetyki, dlatego oficjalnie się skarżę ;-).



Naprawdę ciężko jest sensownie i zwięźle opisać to, co dzieje się w Wikingach Radosława Lewandowskiego. Nie podejrzewałam ich o taki rozmach w podróżowaniu. Podoba mi się to, że autor bardzo ciekawie dobrał też postacie do tej historii, bo mamy tu nie tylko doświadczonych wojów, ale i młokosów, buntowników, no i kobiety, które w niczym nie ustępowały mężczyznom. 

Nie mogłam się oderwać od tej historii. Siadłam, zwiedziłam cały świat i dopiero skończyłam. I Was też zapraszam na taką podróż :-).

Tytuł:               Wikingowie
Autor:              Radosław Lewandowski
Wydawnictwo:  Akurat
Tomy:               4

psssst! ;-) Ptaszki ćwierkają, że nie długo Radosław Lewandowski zabierze nas na podbój Australii ;-)


Moje zdjęcie
Skarby na półkach
Kobieta, Żona, Matka. Piszę o tym co myślę, i robię. Najczęściej czytam książki i staram się aby moje dzieci wiedziały, ze są ciekawsze rzeczy niż siedzenie przed ekranem. Kontakt: skarbynapolkach@gmail.com kontakt@skarbynapolkach.pl