Proszę Państwa, cóż za emocje! (Gigant poleca. Wielki mecz. Egmont)

 Lato! Długo trzeba było na Ciebie czekać, ale usiądź, rozgość się :-). Upał na dworze jest jak emocje polskich kibiców - nie do zniesienia ;-). Czekacie na ostatni mecz Polskiej reprezentacji ? No, miejmy nadzieję, że nie ostatni ;-).

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejny tom Gigant poleca. Tym razem czeka nas jeszcze więcej emocji. Egmont idealnie zgrał najnowszy numer przygód Kaczora Donalda z odbywającymi się właśnie Mistrzostwami Europy


Wszechstronny Kaczor Donald

Tym razem zaczynamy od wielkich emocji. Kaczor Donald jako piłkarz musi nauczyć się współpracować z resztą drużyny. Nie ułatwia tego fakt, że Sknerus McKwacz wciela do drużyny Olafa O'Fensa, najlepszego napastnika na świecie. Czy główny bohater poradzi sobie z własną dumą i zazdrością? Czy jest szansa na grę zespołową? Jaki trening muszą przejść zawodnicy aby się zgrać? Tego wszystkiego możecie się dowiedzieć w komiksie otwierającym najnowszy numer Giganta.



 Po co bohaterowi pelerena?

No właśnie po co? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Jest nieporęczna, niewygodna, raczej nie może służyć jako broń, bardziej jako tarcza, ale to też w wyjątkowych sytuacjach. Kaczor Donald ma dokładnie ten sam problem. Chce być bohaterem tylko zapomniał jak to się robi. Ot, taki szczegół. Na szczęście Diodak pomaga mu odkryć, co powinien robić.


Pokemony dla Myszki Mickey.

Gracie w Pokemony? Ja nie, ale sporo moich znajomych biegało po mieście szukając tych stworów. Kiedy pojawiła się gra, która pozwala łapać Pokemony, nad światem zapanował chaos. Jakiś czas temu słyszałam nawet, że policjanci zatrzymali samochód na autostradzie, ponieważ stwarzał olbrzymie zagrożenie dla innych. Jak się okazało kierowca podczas jazdy, łapał pokemona... Podobne zagrożenie możemy zobaczyć w kolejnym komiksie w najnowszym tomie Gigant Poleca. Tym razem głównymi bohaterami jest Myszka Mickey i Goofy. Ten drugi wpada w pułapkę uzależnienia od gry i wszystko inne przestaje się dla niego liczyć. Na szczęście jego gryzoniowaty przyjaciel w porę uświadamia mu, co robi źle.


To nie wszystko!

Te trzy historie, które Wam zaprezentowałam to oczywiście nie wszystko, co zostało umieszczone w najnowszym tomie Gigant Poleca. Historie są bardzo różnorodne i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.

Zgarnąć z półki?

Oczywiście. Jest to idealna lektura na wakacje. Niby lekka i przyjemna, a ukradkiem przemyca ważne treści. Ja się świetnie bawiłam podczas lektury. Klara i Janek nie wszystko jeszcze rozumieli, ale też chętnie sięgnęli po najnowsze przygody Kaczora Donalda i jego przyjaciół.

Tytuł:              Gigant Poleca. Wielki Mecz

Wydawnictwo:  Egmont

Premiera:         28.05.2021

 

Za możliwość przeżycia kolejnych przygód z tym fantastycznym komiksem, dziękuję Egmontowi.


 

 


 

Znajdź mnie (Rok na Zamku. Nasza Księgarnia)

 Upalny poniedziałek. Każdy ratuje się jak może, ja np. truskawkami ;-). Uwielbiam lato, beztroskę, słońce, wodę, zabawę. Po prostu po tak długim zimnie muszę się przyzwyczaić. Jak wiecie ostatnio do późnego popołudnia ukrywamy się w domu. Nie oznacza to oczywiście, że się nudzimy ;-). Zwłaszcza kiedy Tania Książka ma takie nowości dla dzieci ;-).

Dzisiaj mam dla Was kolejną część serii Rok w.... , która od samego początku cieszy się w naszym domu wielkim zainteresowaniem.


12 miesięcy w roku.

Co może stać się w ciągu 12 miesięcy na zamku. Okazuje się, że Nikola Kucharska ma na to całkiem sporo pomysłów. Może na przykład pojawić się smok, zamek może być oblegany, królowa może wymyślić niesamowity wynalazek, a królewna się zakochać się w żabie. Nie ma tu miejsca na nudę. Jak widzicie to całkiem sporo, a uwierzcie mi, ze to tylko ułamek tego, co tam się dzieje.


 




Znajdź swoją historię.

Wyszukiwanki od Naszej Księgarni to dla mnie majstersztyk! Cudowne ilustracje pełne wyrazistych postaci i wartkiej akcji. Historie, które angażują czytelników. Oraz to, co najważniejsze brak miejsca. Historia sztuki określa to jako horror vacui, czyli strach przed zostawieniem wolnego miejsca. Na początku może się wydawać, że wszystko jest bez ładu i składu. Jednak po chwili okazuje się, że wszystko zostało zaplanowane. Właśnie to sprawia, że seria Rok w... jest taka fenomenalna. 

Przy pierwszym czytaniu, często wraca się do opisu postaci. Jest ich tak dużo, że ciężko od razu zapamiętać wszystkie imiona i cechy. Jednak wystarczy pół roku (w książce oczywiście, nie w czasie rzeczywistym ;-)) i już wszystko zaczyna się układać.

Dobra rada na początek.

Mamy już parę części tej serii za sobą. Dlatego osobom, które chcą zacząć swoją przygodę z Rokiem w... proponuję na początku wybrać sobie jedną, dwie postaci i śledzić ich losy. Kiedy poznamy już wątek fabularny danego bohatera możemy spokojnie rozszerzyć kąt widzenia tej historii.

Dla starszaków.

Jak widzicie lipiec na zamku jest dość ciężki. Gdzieś nawet czytałam artykuł, ze ten miesiąc był najczęściej wybierany do wielkich starć, ale nie wiem ile w tym prawdy. Dlatego nie polecam Roku w Zamku dla najmłodszych. Maluchy za to na pewno będą się dobrze bawić przy Roku w Krainie Czarów, czy Roku w Przedszkolu. Każdy na pewno znajdzie swoją ulubioną część.

Książkowy terror.

Moje dzieci lubią czytać książki. Często same sięgają po tytuły, które je zainteresują i długo je przeglądają. Tak właśnie jest z Rokiem w zamku. Odkąd ta książka pojawiła się w naszym domu, nie ma dnia żeby któreś z moich dzieci po nią nie sięgnęło. Powiedziałabym, że jest nawet jeszcze gorzej, ponieważ ostatnio Janek budzi się przed szóstą rano (nawet w niedzielę!) i przybiega do mnie żeby mu czytać. Na nic moje prośby o dodatkową chwilę snu. Po prostu stworzyłam książkowego potwora ;-).

Zgarnąć z półki? 

Jak najbardziej. Rok w... to seria, którą na pewno warto poznać. Daje dużo radości z odkrywania tajemnic i historii bohaterów. Rok w Zamku to moim zdaniem jedna z lepszych części tej serii. Pewnie jest to spowodowane moim zamiłowaniem do fantastyki i w takim przypadku nie mogę być zbyt obiektywna ;-). Mimo to polecam wszystkim tę książkę i zapraszam do odkrywania, co ciekawego może zdarzyć się w takiej budowli.

Tytuł:              Rok w Zamku
Seria:              Rok w...
Autor:             Nikola Kucharska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Premiera:        05.05.2021
 
Za moc odkryć fantastycznych historii, dziękuję Taniej Książce.
 

 


Jak roztopiony lód. (Moje pierwsze zadania do wyklejania. Harper Kids)

 Po wczorajszych mocniejszych klimatach, dzisiaj mam dla Was coś idealnego na taki ciepły, już prawie letni dzień. Na dworze nie da się wytrzymać. Wiem, bo byliśmy na krótkim spacerze i czułam jakbym się roztapiała. Nie ma się co męczyć. W taką pogodę najlepiej siedzi się w domu :-).


Paddington dobry na niedzielne leniuchowanie.

Kiedy dzieciaki czekają aż wyschną wodne czary-mary, trochę się nudzą. Dlatego postanowiłam dać im dzisiaj drugą broń ostateczną - zadania z naklejkami. Nie wiem dlaczego, ale naklejki są jednym z synonimów dzieciństwa. Sama miałam poobklejane meble, drzwi, monitor komputera. Jak powiedział pewien mądry człowiek - tak każde obyczaj, po prostu trzeba było wszystko obkleić ;-). Nie inaczej jest teraz. Kiedy moje dzieciaki dostają nową porcję naklejek, zaraz upiększają nimi swoje otoczenie. Niby nic wielkiego, jednak wolę kiedy robią to w określonych miejscach, tj. książki, czy ćwiczenia. Dlatego bardzo ucieszyłam się, że Harper Kids stworzyli kolejną świetną serię.

Nie do końca po drodze nam z Paddingtonem. Znam, ale nie czytałam ani nie oglądałam jego przygód. Próbowałam zachęcić do niego dzieci, ale bez większych sukcesów. Sytuacja zmieniła się dzisiaj, kiedy zasiedliśmy do zadań do wyklejania. Kiedy minęła już pierwsza fala euforii związana z naklejkami, dzieciaki zaczęły pytać, co do za miś. Skutek jest tego, że na dzisiejszy seans filmowy mamy zaplanowane spotkanie z Paddingtonem. Trochę okrężna droga, ale może przerodzi się w jakieś głębsze uczucie ;-).









 

Nauka przez zabawę.

Nie raz, nie dwa podkreślałam, że dla mnie liczy się nauka przez zabawę. Ślęczenie nad książkami, robienie zadań nigdy nie daje takich efektów, jak kiedy wiedza przychodzi do nas sama. Tak właśnie jest z serią Moje pierwsze zadania do wyklejania. Miś Paddington zabiera nas w podróż po swoim świecie. Raz musimy przykleić balony żeby leciał wyżej, innym razem spakować waliskę lub znaleźć ukryte kanapki. Zadań jest naprawdę sporo i dzięki nim dziecko podczas zabawy ćwiczy koncentrację, proste zadania matematyczne i motorykę małą. 


Sposób na nudę.

Takie książki sprawiają, że nuda przestaje istnieć. Dzieci same chętnie sięgają po takie zadania, bawiąc się przy nich doskonale. Dlatego bardzo polecam tę serię. Jak widać na załączonym obrazku, nie tylko fanom Misia Paddingtona.

Tytuł:              Moje pierwsze zadania do wyklejania

Seria:              Przygody Misia Paddingtona

Autor:             Karolina Marcinkowska

Wydawnictwo:  Harper Kids

Premiera:         16.06.2021

 

Za cudownie chłodną niedzielę, spędzoną w domu, dziękuję Harper Kids.

 

makabra z groteską (Popiół i kurz. Jarosław Grzędowicz. Fabryka Słów)

 Sobota minęła mi jakoś tak bardzo leniwie. Nie zrobiłam nic konkretnego, ale nie mam też wyrzutów sumienia, że cały dzień się leniłam. Tu coś ułożyłam, tam coś zamiotłam, tu przeczytałam prawie 100 stron nowej powieści. Rutyna ;-). Dlatego dzisiaj mam dla Was ksiażkę, która całkowicie odbiega od tego, co uważamy za normalne. Ba! Odbiega nawet od tego co nienormalne. Jest zupełnie inna.


Grzędowicz dobry w krótkich formach.

Jarosław Grzędowicz to jeden z moich ulubionych twórców polskiej fantastyki. Seria Pan Lodowego Ogrodu to dla mnie top 1 od bardzo długiego czasu. Jeśli chodzi o jego twórczość to ciężko mnie zaskoczyć, ponieważ przeczytałam chyba wszystko ;-). Zbiór opowiadań, który chcę Wam dzisiaj zaprezentować to odświeżona wersja antologii z 2006 roku. Muszę przyznać, że Fabryka Słów ostatnio coraz częściej pokazuje swoim wiernym i nowym fanom, że nie stoją w miejscu i ciągle się rozwijają.

Nigdy szczególnie nie przyglądałam się twórczości tego autora. Po prostu widziałam nazwisko i wiedziałam, że muszę przeczytać. Jednak teraz zerknęłam na jego dorobek i okazuje się, że napisał więcej krótkich form. Jego zbiory opowiadań charakteryzują się mrocznym klimatem, pesymizmem i silnymi postaciami. Jeśli miałabym wybrać swoją ulubioną antologię to wydaje mi się, że właśnie Popiół i Kurz byłoby na pierwszym miejscu. Tutaj makabra miesza się z groteską. Wiele osób porównuje opowiadania z tego zbioru do twórczości Hieronima Boscha, ale ja uważam, że to nie wystarczając wymiennik. Dlaczego mamy ograniczać się tylko do malarstwa ;-). Jeśli miałabym coś jeszcze porównać do Popiołu i Kurzu to byłby to na pewno film Constantine z Keanu Reevesm, czy twórczości Kazimierza Przerwy-Tetmajera, który wybitnie potrafił uchwycić marność i groteskę. To jest rozmach proszę Państwa! 

Trochę to chore!

To nie jest grzeczna książka. Tutaj świat realny miesza się ze światem Pomiędzy. Wszelkiego rodzaju stwory, zjawy, potwory, dusze, najczęściej chcą naszej śmierć. Przepraszam, chcą naszej rychłej śmierci. Doprowadzają człowieka do szaleństwa. Nie odczuwają strachu jaki budzą, chcą jedynie zaspokoić swoje żądze. Samo opowiadanie otwierające zbiór - Obol dla Lilith, zapowiada naprawdę silne emocje podczas czytania. Przykładem może być opis morderstwa, gdzie ofiara zostaje zabita i oskalpowana. Nie będę wchodzić w szczegóły żeby nie odbierać Wam dobrej zabawy ;-). Tak wiem, trochę to chore, ale ja właśnie lubię od czasu do czasu sięgnąć po taką makabryczne historię.



Zgarnąć z półki ?

To nie jest książka dla wszystkich. Dlatego mogę ją polecić tylko osobom, które lubią takie klimaty. Dodatkowo Ci, którzy znają poprzednie wydania (były dwa, teraz jest trzecie) też powinni sięgnąć. Ta wersja jest po prostu cudowna. O ile tak można powiedzieć o takiej książce ;-)

Tytuł:               Popiół i Kurz

Autor:               Jarosław Grzędowicz

Wydawnictwo:   Fabryka Słów

Premiera:          04.06.2021

 

Za możliwość odświeżenia sobie tych wszystkich historii, dziękuję Fabryce Słów.


 


czary-mary, nie ma dzieci! (Wodne czary-mary. Harper Kids)

 Piątek. Jak to miło, że dzieciaki zdrowieją i już za dwa dni będą mogły wrócić do przedszkola ;-). A tak serio to nie mogę narzekać. Mam małe dzieci, więc nie ma sensu wymagać od nich statecznego siedzenia. Zresztą teraz kiedy miałam okazję ich poobserwować, zauważyłam ile przejęły moich zachowań. To co mam się na nich złościć, bo są tacy jak ja ;-)

Dzisiaj mam dla Was absolutny hit. Idealnie nada się na wakacje, ponieważ można go zabrać ze sobą wszędzie, a dzieciaki będą miały fajną zabawę w nudne, deszczowe dni urlopu. Wiem co mówię, dzisiaj musiałam moje dzieci prosić żeby wyszły na dwór, tak wciągnęło im malowanie.


Wodne czary-mary

Miałam już styczność z takimi kolorowankami. Wiedziałam, że to będzie hit. Zaskoczenia nie było. Dzieciaki jak tylko się do nich dorwały to przepadły. Mogło się walić i palić, a one tylko na zmianę kolorowały i czekały aż wyschnie żeby znowu kolorować. 

Prosta rzecz, pomalowanie ilustracji wodą żeby pojawił się szczegółowy obrazek. Niby nic, a absorbuje całą uwagę dziecka. Nie miałam wątpliwości jaki będzie podział tych kolorowanek, ale okazało się, że w ferworze pracy twórczej moje dzieci nie widziały problemu żeby się nimi wymieniać i w ten sposób obyło się bez kłótni, cz wyrywania kolorowanek. MAGIA!





Odpowiedni sprzęt

Do każdej kolorowanki dodany jest specjalny pisak, który umożliwia wodne malowanie. Nie można używać do kolorowania zwykłych kredek, czy flamastrów, ponieważ zostawiają trwały ślad na ilustracjach i je niszczą. Pisak łatwo się uzupełnia. Dzieci same radzą sobie z nalewaniem wody.

Rada

Polecam przygotować też papierowe ręczniki, czy chusteczki. Dzieciaki podczas kolorowania potrafią zamoczyć całą stronę wodą. Wystarczy wytrzeć nadmiar wody z karki i cieszyć się szybszą możliwością kolorowania. Jeśli zostawimy to po prostu do wyschnięcia, trzeba będzie długo czekać i nici z zabawy.


Tytuł:              Wodne czary-mary

Autor:             Marta Stochmiałek

Ilustracje:         Peyo

Wydawnictwo:  Harper Kids

Premiera:         16.06.2021

 

Za dzień z książką (bo dzieci były zajęte malowaniem ;-)), dziękuję Harper Kids.


 



Never ending story. (Bakuman. 11-15. Waneko)

 Czwartek, ale przez to, że dzieciaki są w domu (alergio-przeziębienie) dni zlewają mi się w jedno. Cieszę się, że prowadzę bloga, dzięki niemu mam punkty kontrolne, które pokazują mi, który jest dzień tygodnia. Tak jak dzisiaj. Mangowy czwartek.

Dzisiaj mam dla Was kontynuację historii o tworzeniu mangi. O poprzednich tomach pisałam tu: Bakuman 1-5 i Bakuman 6-10. Ci, którzy śledzą mnie na bieżąco, wiedzą że byłam pozytywnie zaskoczona tą serią. Niestety dzisiaj będę narzekać.


Nic się nie zmienia.

Krótko przypomnę, co działo się wcześniej. Mamy dwóch chłopaków - Akito Tagakiego i Moritakiego Mashiro, którzy postanowili wspólnie tworzyć mangi. Trafili do redakcji Jumpa i tam próbują swoich sił. Idzie im to różnie, ale główni bohaterowie nie poddają się i ciągle starają się rozwijać. Tyle wystarczy wiedzieć z poprzednich tomów. Oczywiście nie jest to tak prosta historia, ale po szczegóły zapraszam do poprzednich wpisów ;-).

W kolejnych częściach mangi praktycznie nic się nie zmienia. Dalej próbują, dalej nie osiągają zamierzonych celów, dalej ktoś jest od nich lepszy. Okey, pojawiają się nowi bohaterowie, ale nie ma to wpływu na główny wątek historii. Ciągle jest ktoś, kto ich wyprzedza, czy to w pisaniu scenariusza, czy ilustracjach. Muszę przyznać, ze po prostu w pewnym momencie to stało się trochę nudne.

Dodatkowo w poprzednich tomach zachwycałam się analitycznym myśleniem bohaterów. To jak rozkładali na czynniki pierwsze przyczyny swojej porażki lub sposoby rozwoju. Niestety w częściach 11-15 trochę tego zabrakło. Nie mówię, że od razu stali się przez to mniej inteligentni, ale... Przykładem może być kłótnia między głównymi bohaterami. Nawet nie wiadomo, czy jest to do końca kłótnia, ponieważ ma być to motywacja do tworzenia jeszcze lepszych mang. Tylko, że konsekwencją tego jest działanie sobie na złość, unikanie siebie nawzajem oraz wyprowadzka Akito z domu. Sytuacja jest na tyle dziwna, że nawet końcowe tłumaczenie wypada przy tym po prostu słabo i mało logicznie.

Zgarnąć z półki?

Tak. To nie jest tak, że w tych tomach nic się nie dzieje, ale jak dla mnie można by było uściślić fabułę. Kiedy sięgnęłam po 16 część Bakumana, odkryłam, ze po prostu mogłam ominąć tomy 11-15 i przejść do zbliżającego się finału (tomów jest 20) bez straty na najważniejszych wątkach. Wygląda to tak jakby Tsugumi Oba i Takeshi Obata przeciągali tę historię inspirując się motywami z własnej mangi.  Nie jest to zły pomysł, ale... wolałabym trochę więcej konkretów.

Tytuł:              Bakuman
Autor:             Tsugumi Oba i Takeshi Obata
Wydawnictwo: Waneko
Tłumaczenie:   Aleksandra Kulińska
Tom:                11-15
 
Za możliwość przekonania się, że warto szlifować swój unikatowy styl, dziękuję Waneko.
 

 

 

Śmiech to zdrowie (Nie śmiej się! Junior. Alexander)

 Dzisiaj przychodzę do Was późnym wieczorem, ale jak nie wykorzystać takiej pogody?! Sama już nie mogę się doczekać jak rozłożymy basen i  będzie można się w nim pluskać godzinami. Wakacje tuż, tuż. Szkoda tylko, że forma się nie zrobiła ;-).

W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam zaprezentować grę inną niż wszystkie, ponieważ jej celem jest jak najpóźniejsze dotarcie do mety. Aby zostać zwycięzcą wystarczy tylko... wszystkich rozśmieszyć. Interesująca taktyka, prawda ;-)?


Śmiech to zdrowie

Dzieci bawią bardzo proste rzeczy. Upadanie czegoś na podłogę, balon, bieganie, pierdzenie. Nawet kiedy odkrywają abstrakcję, nie trzeba dużo aby ich rozbawić. Klara jest właśnie na tym zaawansowanym etapie. Wszelkiego rodzaju: mamo, zobacz mewa! (jak siedzimy w domu), mamo, zaraz Cię prukniu, prukniu, mamo, masz fioletowe włosy! Wszystko to bawi ją tak bardzo, że tarza się po podłodze. Nie wnikam w to, staram się śmiać tak głośno jak ona. To, ze tego nie rozumiem... no cóż wielu żartów też na początku nie mogłam załapać ;-).

Śmiech sprawia, ze nasz mózg się dotlenia i lepiej pracuje. Rozwijanie pojęcia abstrakcji poprzez humor również jest bardzo ważne. A co może być lepszego w tym aspekcie od gry, która ma nas rozbawić? Ciężko to pobić.

Nie śmiej się!

To gra banalna w swojej prostocie i niesamowicie kreatywna. Jej celem jest NIE DOTARCIE DO METY. Zadanie niby proste, przecież wystarczy się nie ruszać, aleeee żeby się nie ruszać trzeba wszystkich rozbawić. A to już takie proste nie jest. Wybieramy jedno z haseł znajdujących się na karcie i zaczynamy. Wszyscy gracze wiedzą co wybraliśmy, ponieważ w Nie śmiej się! nie chodzi o odgadnięcie treści wylosowanej karty, tylko o rozśmieszenie wszystkich zawodników. A więc podczas swojej tury musimy wymyślić najzabawniejszy sposób pokazania hasła. 

Przykładowo niemowlaka można pokazać udając płacz, ssąc kciuka, czy mówiąc gu-gu, ga-ga, ale zdecydowanie zabawniej będzie kiedy położymy się na podłodze i zaczniemy płakać w wniebogłosy. To od nas zależny jakiej techniki użyjemy i co konkretnie przedstawimy. Najważniejsze jest to aby wszystkich rozbawić. 

Poważna rzecz - nos klauna

Lubię kiedy w grach pojawiają się ciekawe dodatki. Może to być imbryczek odmierzający czas, duża kostka do gry, czy nos klauna. Ten ostatni jest na wyposażeniu gry Nie śmiej się! Jednak możemy go użyć tylko w przypadku, kiedy na kostce wypadnie nos. W innym wypadku nic się nie dzieje (chyba, że gramy w bardziej zaawansowaną wersję, wtedy kolor na kostce odpowiada hasłu, które mamy pokazać). Powiem Wam, że taki nos, zrobiony z kolorowej gąbki, dodaje animuszu. Jak ma się nos klauna to człowiek od razu jakoś kreatywniej podchodzi do tematu. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale jedno jest pewne. Ten nos to hit!



 

Zagrać?

Oczywiście! Jest to bardzo fajna gra, w którą uwielbiają grać dzieci (sprawdziłam). Śmiech gwarantowany, a dzięki temu, że nikomu nie śpieszy się do mety jest naprawdę sympatycznie ;-).


Za totalną abstrakcję i przyjemnie spędzony czas, dziękuję Alexandrowi.



Follow by Email

Moje zdjęcie
Skarby na półkach
Kobieta, Żona, Matka. Piszę o tym co myślę, i robię. Najczęściej czytam książki i staram się aby moje dzieci wiedziały, ze są ciekawsze rzeczy niż siedzenie przed ekranem. Kontakt: skarbynapolkach@gmail.com kontakt@skarbynapolkach.pl