Mag bitewny (Fabryka Słów)

Przez tę kwarantannę dni zaczynają mi się zlewać i przegapiłam to, że wczoraj była środa. Każdy dzień wygląda podobnie, chociaż staram się to sobie jakoś urozmaicać. Niestety wydaje mi się, że jeszcze posiedzimy trochę w domu. Zwłaszcza, że na pewno sporo osób złamie obecnie obowiązujące przepisy i dopiero punkt krytyczny będzie po świętach. Oznacza to, że (przynajmniej) do końca maja będą same dni świstaka. Oczywiście to moje zdanie. Słyszałam też pogłoski, ze po świętach mają łagodzić kwarantanne, ale nie ma co gdybać. Zobaczymy.
Kwarantanna to dla mnie bardzo specyficzny czas. Dom wygląda jakby mieszkało tu stado nastolatków, którzy nie odnajdują się w poukładanej przestrzeni. Lodówka świeci pustkami, ale codziennie jest to jeść (nie, nie robię codziennie zakupów, tylko biorę rzeczy, które mam w domu i wymyślam ;-)), Poznaję swoje dzieci i widzę jak szybko się zmieniają i rozwijają. Na początku byłam trochę sfrustrowana. Nigdy nie miałam aspiracji zostania nauczycielką (nawet w dzieciństwie wolałam zostać artystką ;-). Cieszę się, że nauczycielki Klary zdają sobie sprawę jak trudno ogarnąć rodzicom, co dziecko powinno się nauczyć i codziennie mamy nowe zadania, nowe wierszyki i nowe eksperymenty, które nie tylko organizują nauczanie domowe na odpowiednim poziomie, ale także dzięki temu mamy ciekawy plan dnia :-). Oprócz tego, że codziennie się uczymy, ćwiczymy, gotujemy, sprzątamy (to w sumie tylko ja robię ;-)), to mam zdecydowanie więcej czasu na czytanie. Oprócz stosiku książek moich dzieci, mam czas też na swoją literaturę. Dlatego dzisiaj mam dla Was książkę, która...


Opis

Nie ma uczucia silniejszego od smoczego smutku. Może tylko smocza wściekłość.
Armia nieumarłych pod wodzą demona zalewa królestwo Furii. Kolejne armie obrońców uginają się przed nieujarzmioną potęgą wroga. Ludzie zamieniają się w Opętanych i ruszają mordować własne rodziny. Świat pogrąża się w mroku, rozpaczy i dzikim przerażeniu.
Jedyną nadzieją na przetrwanie jest walka u boku maga bojowego i jego smoka. Tych jednak jest zbyt mało. Od czasu Wielkiego Opętania tylko nieliczni mają odwagę przywoływać smoki. Niektóre z nich, szalone i nieobliczalne, stanowią śmiertelne zagrożenie dla ludzi. Potrzeba wyjątkowego człowieka, by okiełznać ich moc...
Falko Dante - słabeusz w świecie wojowników, umierający na tajemniczą chorobę syn szaleńca i zdrajcy. Nie tak wyglądają bohaterowie tej wojny. A jednak to na jego barki spadnie ciężar odpowiedzialności i jemu przypadnie do odegrania rola, która zaważy na losach tysięcy ludzi.

Wrażenia

No fajnie pomyślałam. Jest wszystko, co lubię. Smoki, zakute łby, oj przepraszam, rycerze. Skoro Mag Bitewny to i jakaś bitwa pewnie będzie. Zobaczymy...
Już od pierwszych stron wiedziałam, że ta książka jest jakby dla mnie stworzona. Świat typowo fantastyczny, gdzie magia i mistyka się ze sobą przenikają. Czyli mówiąc potocznie - bajka. Tylko, że ta bajka jest strasznie mroczna. W tej bajce to wilk zabija myśliwego rozcinając mu brzuch. Czujecie o co chodzi? O ile nie mogę powiedzieć, że jest to historia, która wnosi coś nowego do gatunku, tak specyficzny świat, którzy wykreował Peter A. Flannery, po prostu pochłania nas bez reszty. Czytałam i nie mogłam przestać, czekałam aż moje dzieci usnął żeby wrócić do lektury. Kiedy jadły obiad, czytałam. Kiedy bawiły się w pokoju, czytałam. Ci, którzy mają dzieci (reszta się pewnie domyśla), wiedzę jak to jest czytać z dziećmi. Przeczytałam pół linijki "mamooooo!", przeczytałam pół strony "mamooooo!", ale prawda jest taka, że nie mogłam się oderwać. Nawet te parę kolejnych wyrazów, które popychały fabułę na przód były interesujące! 
Kiedy Mag Bitewny skończył mi się w połowie czytania. Usiadłam i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Jak to się skończył, ile trzeba będzie czekać na kolejny tom?! Dlaczego nie zaczną wydawać książek tak jak seriali, od razu cały sezon, nie trzeba by było czekać. Zazwyczaj, nie mam problemu z czekaniem. Zazwyczaj zaczynam czytać jakąś sagę jak już wszystko wydadzą ;-) lub po prostu książka nie interesuje mnie tak bardzo żeby nie móc się doczekać kolejnej części, a z Magiem Bitewnym jest inaczej. Skończyłam go czytać parę dni temu, ale nie mogę przestać o nim myśleć. Nie, nie zakochałam się ;-). Po prostu bardzo spodobał mi się klimat tej książki i z dużą ciekawością czekam na dalsze losy Falka Dantego.

Ocena

Mam specjalne kryterium dla takich książek. Jest nim Objawienie. Chóry anielskie, oślepiające światło, te klimaty. Jeśli miałabym to zobrazować to Mag Bitewny zstąpił by z nieba. Tak to zdecydowanie najwyższa półka jaką można sobie wyobrazić ;-). 

Maks i Emilka. Pies i kupa szczęścia (Wydawnictwo RM)

Witajcie moi drodzy, ale się za Wami stęskniłam ;-). Jak zapewne większość z Was wie, mój komputer padł, totalnie. Nie obyło się bez nowego dysku, ale teraz śmiga jak trzeba, także wracam ze zdwojoną siłą i motywacją. Muszę jednak przyznać, że 1,5 tygodnia bez komputera nie było dla mnie wyzwaniem. Należę do osób, które zawsze znajdą sobie jakieś zajęcie. Jedyne, na co mogłabym narzekać to edukacja domowa na telefonie, ale i z tym daliśmy radę. 
Dlatego dzisiaj chciałabym przedstawić Wam książkę, która została przez nas całkowicie zmaltretowana! Już nawet nie liczę ile razy dziennie czytam tę książkę. Chyba znam ją już na pamięć i chociaż ja już trochę straciłam do niej zapał (ileż można) to moje dzieciaki nadal, ciągle i w kółko chcą słuchać tej historii.



Fabuła


Maks i Emilka to rodzeństwo. Pewnego dnia odwiedza ich ciocia, która prosi o opiekę nad jej psem, podczas jej parodniowej nieobecności. Na początku dzieciaki są zachwycone, jednak szybko okazuje się, że zwierze to nie tylko kompan zabaw, ale też sporo dodatkowych obowiązków. Dzięki opiece nad psem Emilka i Maks zaczynają rozumieć, że posiadanie czworonoga nie może być pochopną i lekkomyślną decyzją.

Bohaterowie

Emilka ma 4 lata i jest bardzo wesołą i kreatywną dziewczynką. Lubi śpiewać i wymyślać rymowanki. Maks jest starszym bratem Emilki. Ma 6 lat i chodzi do zerówki. Jest spokojniejszy niż siostra i bardziej milczący, dzięki temu zawsze jest opanowany i w chwilach kryzysu pociesza siostrę. Jest też oczywiście Serdelek, czyli pies, którym zajmuje się rodzeństwo. Jest to jamnik o pogodnym usposobieniu. Oczywiście są też inne postaci, ale skupmy się na konkretach.


Plusy

Bardzo podoba mi się to, że autorka realnie podeszła do tematu. Pies to nie tylko same przyjemne rzeczy, tj. zabawa, czy spacery. Pies to również obowiązek i NIE WOLNO o tym zapominać. Tak jak każda żywa istota, wydala z siebie resztki strawionego jedzenia. Tak jak każda myśląca istota, ma prawo do różnych emocji tj. strach, czy szczęście. W końcu tak jak człowiek, pies również ma swój, indywidualny charakter i dlatego posiadanie psa MUSI być przemyślaną decyzją, a nie chwilową zachcianką.
Podoba mi się również to, że Maks i Emilka od razu muszą wykonywać wszystkie czynności związane z psem, samodzielnie i z pełną konsekwencją. Opiekują się Serdelkiem, więc nie mogą zostawić go na cały dzień samego w domu. Serdelek zrobił kupę? Muszą posprzątać, itd.  
Cała historia jest bardzo fajnie napisana. Dobrze się ją czyta i naprawdę wciąga. Jednak najbardziej podobają mi się konkrety na końcu. Wszystko jest jasno powiedziane i zilustrowane. Dzieci od razu poznają konkretne przywileje i obowiązki dotyczące posiadania psa. Nic nie trzeba tłumaczyć. Wszystko już jest.





Minusy

Minus jest tylko jeden. Nie ma kolejnych części. Uważam, że jeśli się już ukażą, seria zdobędzie dużą popularność.

Dla kogo?

Myślę, że dzieciaki w wieku głównych bohaterów (4 i 6) będą zachwycone. Chociaż Janek (1,5) też był zaciekawiony i słuchał z uwagą. Więc dla przedszkolaków nada się idealnie :-)

Podsumowując

Chociaż moje dzieciaki znają obowiązki jakie ma każdy posiadacz czworonoga (mamy dwa psy i dwa koty), to muszę przyznać, że książka i tak ich zaskoczyła. Klara nie wiedziała, że psy nie mogą chodzić do lodziarni ;-). Dodatkowo historia o  Maksie i Emilce jest napisana z tak dużą dawką humoru, że musiałam czekać aż Klara się wyśmieje, bo nie mogłam dalej czytać. Tak głośno się śmiała.


p.s. Tak, to spalone ciasto. Mogłabym powiedzieć, że wczułam się w mamę Emilki i Maksa, która zawsze przypala ciasto. Mogłabym powiedzieć, że to przez przypadek, że ciasta zawsze wychodzą mi rewelacyjnie, ale... o ile bardzo lubię robić dla moich dzieci wypieki, tak tak samo często wychodzą mi zakalce i murzynki. Ale wiecie co? Dzięki temu wydaje mi się, że dzięki temu są jeszcze lepsze i wcale się tego nie wstydzę ;-)



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu RM



Cartcaptor Sakura (Wydawnictwo Waneko)

Moi drodzy. Chyba wszyscy łączymy się w tym wspólnym (przedłużającym się) siedzeniu w domu. Jeszcze nie brakuje mi pomysłów, aby zająć moje dzieci czymś kreatywnym, ale boję się, że ten dzień w końcu nastąpi i wtedy będzie dzień odpuszczenia. Co w skrócie oznacza: dobra, oglądaj bajki cały dzień, dobra, baw się wodą, rozlej po całym domu, dobra róbcie, co chcecie tylko dajcie mi chwilę spokoju. Nie mogę narzekać. Moje dzieci są... po prostu dziećmi. Są ciekawe, eksperymentują, poznają granice (najczęściej mojej wytrzymałości ;-)), możemy wyjść na podwórko, po prostu absorbują mnie w całości i chciałabym mieć chwilę tylko dla siebie, np. na czytanie książek. Oczywiście, nie oznacza to, że przestałam czytać w ogóle. Po prostu mam na to mniej czasu niż bym chciała ;-). Dlatego dopiero dzisiaj (czwartek), a nie wczoraj, piszę dla Was wpis o pewnej mandze, która... krążyła w okół mnie od bardzo dawna, ale dopiero teraz miałam okazję się z nią zapoznać.


Cardcaptor Sakura

Jak już wspominałam na samym początku. Ta manga chodziła za mną od bardzo dawna. Słyszałam o niej, jak tylko się pojawiła czyli w 2002 roku (w czasopiśmie Mangamix), ale jakoś tak przeszłam obok niej dość obojętnie. Potem ciągle gdzieś mi się pojawiała, ale też przeszła bez echa. Teraz, kiedy zapoznałam się z historią Sakury, żałuję, że jednak nie zainteresowałam się nią dawno temu.
Po pierwsze. To Clamp, a jak już wiecie z moich poprzednich wpisów, bardzo lubię twórczość tych czterech niezwykle utalentowanych kobiet ;-)
Po drugie. Jako, że to Clamp to i historia nie może być banalna. Cardcaptor Sakura opowiada o dziewczynce, chodzącej do podstawówki (o imieniu Sakura ;-)), która pewnego dnia  znajduje książkę pełną magii. Jak to z takimi książkami bywa, ma ona swojego strażnika, ale... 

To jest strażnik pieczęci



Nie trzeba tego specjalnie komentować ;-). Panie z Clampa mają dar do rysowania takich... maskotek. W przypadku Magic knight rayearth była to Mokona, tak teraz mamy Kerusia (o, przepraszam. Kerberosa). Pomimo tego, że jest to postać drugoplanowa, no jak się domyślacie, skradła moje serce. Sposób w jaki się wypowiada, styl życia i po prostu urocza powierzchowność, sprawiły, że już od pierwszego spotkania, stał się moją ulubioną postacią. 
Wracając jednak do fabuły.
Sakura szuka kart Clowa, które uciekły z księgi. Jeśli ich nie złapie, na ziemię spadnie nieszczęście. Nie jest to jednak proste zadanie, ponieważ karty mają swój charakter. Nie które są pomocne i przyjacielskie, inne zaś porywcze i agresywne. Sakura musi zmierzyć się z wieloma przeciwnościami by w końcu poddać się ostatecznej próbie.
Ogólnie, podobała mi się ta historia. Jest w niej dużo magii, przyjaźni, miłości i fantastyki. Jak dla mnie, połączenie idealne ;-). Podoba mi się to, że fabuła w Cardcaptor Sakura nie jest jednoznaczna. Połączenie kultury chińskiej i japońskiej  (tak różnią się między sobą diametralnie)jest dla mnie bardzo fascynujące. Dochodzą jeszcze elementy fantastyczne i współczesne, czyli na prawdę nie można się nudzić. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić to chyba tylko do tej miłości. Jak dla mnie, trochę jej za dużo. 
Zdaje sobie sprawę, że to wszystko jest bardzo ogólnikowe, przez co jeszcze bardziej tajemnicze, ale byłabym POTWOREM, gdybym odebrała Wam przyjemność poznania tej historii ;-)


Kreska

No co tu dużo mówić. Bajkowa. Stroje jakie ubiera Sakura podczas chwytania kart - kosmiczne. Dynamika akcji - obecna. Zresztą, co tu dużo mówić, Panie z Clampa znają się na rzeczy ;-)

Dla kogo?

Jak już wspomniałam, ja poznałam się bliżej z Cardcaptor Sakura trochę za późno. Ogólnie podobała mi się ta historia, ale myślę, że gdybym sięgnęła po nią jak byłam trochę młodsza, podobałaby mi się bardziej. Myślę, że dzieciaki chodzące do podstawówki (tak jak główna bohaterka serii ;-)), doskonale odnajdą się w tym magicznym świecie :-)

Serdecznie dziękuję za możliwość przeczytania tej mangi wydawnictwu Waneko.



Przegląd pracy z Edipresse Kids (III)

Moi Drodzy. Przed nami ciężki czas. Kwarantanna się przedłuża. Dzieciaki siedzą w domach, pozbawione nie tylko towarzystwa rówieśników, ale i ruchu. Obserwuje to co się dzieje. Na początku myślałam, że w ciągu tych dwóch tygodni wszystko się wyjaśni. Byłam przygotowana na te przymusowe ferie, ale teraz? Cieszy mnie to, że Polacy zostają w domach. Jednak nie wszyscy. Sama miałam ostatnio sytuację, kiedy po upomnieniu starszego mężczyzny żeby zachował środki ostrożności (zdezynfekował ręce) usłyszałam: "nie będziesz mi gówniaro mówić, co mam robić". No cóż. Mogłabym się oczywiście kłócić dalej, ale nie widziałam sensu... Nie jest dobrze. Wszyscy mówią, ze nie osiągnęliśmy jeszcze punktu krytycznego. Mam tylko nadzieję, że ten punkt nie będzie zbyt wysoko... Siedzimy w domu. Niektórzy narzekają, inni szukają zajęcia. Mi się nie nudzi ;-). Wiadomo, ze bywają gorsze dni, zwłaszcza kiedy jedno z moich dzieci postanawia śpiewać (w zasadzie do wykrzykiwać piosenki), a drugie (zdezorientowane) płacze. No miód. Po kilka razy dziennie, ale wiecie co? Nie narzekam. Ja MOGĘ siedzieć w domu i czuję się bezpiecznie, a wszyscy Ci, którzy nie tylko muszą normalnie pracować (np. kurierzy), ale też mieć stały kontakt z osobami zarażonymi (lekarze i pielęgniarki). Takiego komfortu nie mają. Wyobraźnie sobie, że po całym dniu pracy nie możecie przytulić własnego dziecka, w obawie o jego zdrowie i życie. Dorosły zrozumie, a dziecko?
Nie chcę już rozwijać tego tematu. Pomimo, że staram się być pesymistką ;-) patrzę na to wszystko realnie. Zagrożenie trzeba zmniejszać. Stosować się do zaleceń i siedzieć w domu! Na szczęście jest co robić, zwłaszcza jak ma się zapas gazetek od Edipresse Kids.


Nerf

Zacznę od totalnego zaskoczenia. Znam bronie Nerfa. Każdy chłopak ( i niektóre dziewczyny ;-)) o nich marzą. Nie wiedziałam, że jest również czasopismo. Otworzyłam bez większego przekonania. Klara średnio się zainteresowała (była zajęta Krainą Lodu ;-)). Ale Janek... oczy mu się zaświeciły i musiałam jak najszybciej otworzyć pistolet (który jest prezentem do gazety). A jak go "naładowałam" i wystrzelił? Pełnia szczęścia. Spokojnie, pistolet był pod moim nadzorem (jakoś jeszcze nie do końca ufam w zdolności przyczynowo skutkowe mojego syna), ale wystarczy dać Jankowi odbezpieczony pistolet bez naboi i radość jest ta sama ;-). 





National Geographic Kids

Tutaj zaskoczenia nie ma ;-). Wspaniałe zdjęcia i jeszcze bardziej interesujące ciekawostki. Tu nie jest tak, że każdy znajdzie COŚ dla siebie, bo magazyn jest tak ułożony, że wszystko jest ciekawe i nic się nie omija ;-). Ja przynajmniej zawsze czytam od deski do deski ;-)





TVP ABC

Jest to jeden z magazynów, który lubię za jego różnorodność. Zawsze znajdzie się tam jedna z ulubionych postaci Klary, ale to nie musi być zawsze ta sama ;-). W skrócie. Raz jest Peppa, innym razem kucyki, to znowu ktoś inny. Nie można się nudzić :-) Dodatkowo zadania, które mamy do wykonania są bardzo różne i z różnym poziomem trudności, dzięki temu każde dziecko znajdzie coś dla siebie. No i są prezenty... te cieszą się największą popularnością ;-)





Kraina Lodu

No cóż mogę powiedzieć, każdy kto śledzi mnie na Instagramie, wie w czym ostatnio biega moja córka. Dla tych, którzy przegapili, podpowiadam. Baaaardzo jest to związane z Krainą Lodu. Nic więc dziwnego, że kiedy pojawiają się kolejne tomy serii, Klara szaleje. Wszystko przestaje się liczyć. Jedzenie, picie, nawet słodycze. Całą jej uwagę absorbuje Kraina Lodu.







Zakład, że tego nie wiesz? Dlaczego nie można żyć bez kupy?

Ci, którzy czytali poprzedni przegląd wiedzą, że bardzo czekaliśmy na  ten tom. Ostatnio kupa bardzo ciekawi Klarę, dlatego bardzo cieszyłam się, że będę miała pomoc naukową ;-). Może nie jest to przyjemny temat, ale wychodzę z założenia, że z dziećmi trzeba rozmawiać o wszystkim żeby potem nie bały się pytać i odkrywać. 
A więc kupy. Seria Zakład, że tego nie wiesz? To kompendium wiedzy. Jest chronologia, ciekawostki, ważne postacie, przełomowe odkrycia, czy po prostu zastosowanie. Z tego magazynu można czerpać wiedzę wiadrami! Myślę, że chociaż już jest u nas bardzo poczytna, tak na pewno jeszcze do niej wrócimy :-)





A tu moi pomocnicy. 




Jakby ktoś się dopatrzył to od razu odpowiadam. Tak, Janek jest cały w kremie. Nie, nie dało się tego zmyć (sudocrem). Tak, postawiłam go wysoko żeby dzieci nie dosięgły. Tak, dosięgły...

Kuro (wydawnictwo Waneko)

Jak Wam, moi drodzy mija kwarantanna, bo u mnie to istny rollercoaster. Raz jest fajnie, bawimy się, śmiejemy, wygłupiamy, za chwilę wysłałabym moje dzieci w kosmos albo lepiej siebie i usłyszała... ciszę. Czas kwarantanny to również czas przemyśleń i obserwacji. Nie będę tu poruszać tematów politycznych, bo po prostu mi się nie chce, ale chciałabym poruszyć sprawę, która ostatnio bardzo mnie ciekawi. 
Siedzimy w domu (w większości), spędzamy czas ze swoją rodziną. Często jesteśmy zawaleni obowiązkami domowymi, bo w końcu jest na nie czas. Nie mówię tu o sprzątaniu, czy gotowaniu, ale zauważyłam, że sporo osób wykorzystuje ten czas na jakieś super porządki, czy nawet remont. Okey. Każdy wykorzystuje ten czas jak chce, ale czy nie warto zrobić czegoś tylko dla siebie? Obowiązki nie uciekną, a dokładanie sobie kolejnych rzeczy do zrobienia jest tylko bardziej stresujące. Usiądźmy, odpocznijmy, znajdźmy czas tylko dla siebie. Tak wiem, że przy małych dzieciach (zwierzętach, mężach, żonach ;-)) trudno o chwilę spokoju (chyba, że śpią). Mi się udaje wygospodarować ok. 40 minut na moje... przyjemności. Nie mówię tu oczywiście o czytaniu, bo to przywilej i obowiązek ;-), ale o... ćwiczeniach. Siedzimy w domu, nie ruszamy się. Przez 2 tygodnie raczej nie spasiemy się nie wiadomo ile, ale na pewno rozleniwimy, dlatego zachęcam do aktywności z youtubem ;-). Przyznam szczerze, że dzięki temu, że czekam na tą chwilę relaksu, czas mija mi jakby szybciej. Jakby ktoś bym zainteresowany mogę wysłać parę linków ;-).
Wracając jednak do książek. Dzisiaj mam dla Was historię, która na pewno warta jest uwagi, ale...


Kuro

Zobaczyłam okładkę, pomyślałam, są potwory, to coś dla mnie. Po przeczytaniu pierwszego tomu stwierdziłam, no okey, ale o czym to właściwie będzie? Kuro to historia o dziewczynce o imieniu Koko, która mieszka w wielkiej posiadłości wraz ze swoim kotem Kuro. Nie jest to jednak ani zwykła dziewczynka, ani zwykły kot. Świat, w którym żyje Koko roi się od potworów. Wystarczy zboczyć z wyznaczonej ścieżki, a na pewno zabije nas jakiś stwór. Historia jest trochę mroczna i smutna, ale sama koncepcja jest interesująca. 
Naprawdę podoba mi się tytułowy Kuro. Kot demon, połączenie idealne, któremu zawsze towarzyszy ciekawa historia. Koty to indywidualiści, raczej samotnicy, a demony, wiadomo, są złe i mroczne, chyba że... Kuro jest inny. Jest przyjacielem i strażnikiem Koko. Dziewczynka żyje w nieświadomości, ponieważ najzwyczajniej nie widzi tych wszystkich demonów, które ją otaczają i  przed którymi broni ją jej kot.
Coś tu jednak nie pasuje... O ile sama historia jest ciekawa, chociaż ma bardzo dziwny klimat. O ile pomysł na świat jest bardzo interesujący i gdyby tylko dobrze go przemyśleć byłaby to świetna historia. Tak uważam, że Kuro jest po prostu niedopracowany. Za dużo dziwnych wątków, które nie prowadzą donikąd. Za dużo niejasności i fabularnych niedociągnięć. Kuro czyta się dobrze, ale bez szału.



Kreska

Tutaj przyczepić się nie mogę. Podoba mi się. Postacie są ładne, potwory są straszne. Wszystko na swoim miejscu. Głowna bohaterka odznacza się na tle innych, dzięki czemu jest jeszcze bardziej wyjątkowa. 
Podoba mi się również to, ze w większości Kuro zostało wydane w kolorze, co spotyka się dość rzadko. Jednak sprawiło to, że bardzo przyjemnie czytało się tę historię.



Dla kogo?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Historia jest dość mroczna i posiada elementy horroru. Jednak główna bohaterka przedstawia sobą bardzo dziecinne cechy, przez co bardzo kontrastuje z całością. Dlatego uważam, że Kuro będzie odpowiednie dla osób trochę starszych niż młodzież. Powiedzmy takie 20 + ;-)




Autor:                Somato
Tłumaczenie:    Karolina Balcer
Wydawnictwo: Waneko

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Waneko





Gram z Alexandrem (III)

Witajcie, moi drodzy w tym trudnym dla Nas wszystkich czasie. Koronaferie, czy jak kto woli kwarantanna to naprawdę poważna sprawa, ale... nie można popadać w skrajności i panikować. Posiedźmy w domu, odpocznijmy, poczekajmy. Patrząc na to, co dzieje się w naszym kraju, pomijając politykę i brak towarów na sklepowych półkach. Muszę przyznać, że jestem oczarowana i zaskoczona. Ależ my się potrafimy się mobilizować, a co za tym idzie, pomagać. Jest mnóstwo świetnych akcji, które warto reklamować, m. in. #zostańwdomu,  #wzywamyposiłki, #czytajksiążki, #grajwplanszowki czy #widzialnareka. Tych akcji można mnożyć w nieskończoność. Polacy się zmobilizowali, pomagają sobie. Szok, przecież jesteśmy takimi niewdzięcznikami i ponurakami. Wiecie jednak, co zaskakuje mnie najbardziej? Dzięki temu, że wielu z Nas zostało w domu, mamy nie tylko czas dla swojej rodziny, czy pasji, ale i kreatywność. Jak widzę ile moich znajomych (w większości są to kobiety) organizuje czas swoim dzieciom, co fajnego mogą robić dzieciaki w domu to jestem w siódmym niebie.. Okazuje się, że większość ma pomysł na siedzenie w domu i nie jest to oglądanie seriali. Szczerze? Korzystam z tych wszystkich inspiracji i chętnie się nimi dzielę. Może to nie jest taka pomoc jak zrobienie komuś zakupów, ale uważam, że też jest potrzebna. Dlatego dzisiaj mam dla Was kolejne hity od Alexandra ;-)





Puzzle. Wzory Kolory.

Zacznijmy od gry, która spędza mi sen z powiek. Dosłownie. Odkąd ta gra pojawiła się w naszym domu, Janek budzi mnie o 6 rano żeby grać. Nie oszczędza mnie nawet w niedzielę! Gramy codziennie i to często po parę godzin. W grze chodzi o to żeby dopasować kolor, lub fakturę do odpowiedniego obrazka. Bardzo podoba mi się to, że dziecko nie tylko szuka odpowiedniej barwy, ale i szczegółów. Janek jest zachwycony, ale Klara też bardzo chętnie układa. Nie wiem o co chodzi z tymi tabliczkami i puzzlami, ale moje dzieciaki je uwielbiają. Tak jak przy poprzednim wpisie prezentowałam Wam tabliczki do nauki pisania cyfr TUTAJ, które nadal są często przez nas używane, tak jak doszły teraz te puzzle to znowu jest szał :-). 






Kropka w kropkę

Gra na spostrzegawczość, ale nie taką zwykłą ;-). Rozgrywka polega na odnalezieniu jak największej ilość takich samych piktogramów. Jednak kombinacji jest bardzo dużo, a odnalezienie wszystkich nie jest takie łatwe. Można się oczy wypatrzeć ;-). Klara jest zdecydowanie lepsza ode mnie w tę grę. Szybciej znajduje odpowiednie ilustracje. Wygrywałam dopóki tłumaczyłam zasady, potem zaczęłam przegrywać. Nie jest to gra do końca łatwa. Na pewno wymaga skupienia, ale jest bardzo emocjonująca (czas) i bardzo dynamiczna. Mi w pewnym momencie (chciałam wygrać, wiadomo ;-)), wszystko się pomieszało i zamiast przyśpieszyć, musiałam się dwa razy zastanawiać. Jednak jako gra rodzinna, powiedzmy w porze poobiedniej, sprawdzi się idealnie :-)




Bursztynowa Komnata

Przygodówka! I to jaka! Bardzo dużo znaczenie ma tu czynnik losowy. Dzięki temu każda rozgrywka może wyglądać inaczej. To od nas zależy jak będzie wyglądała droga do Bursztynowej Komnaty oraz jak długa ona będzie. Wiadomo, jak to w przygodówkach nie może być tak łatwo. Czasami musimy się cofnąć lub zatrzymać. Innym razem trafi się jakaś przeszkoda. Jak dla mnie? SUPER! Uwielbiam takie gry i to jeszcze z taką tematyką w tle. No bo nie oszukujmy się, kto nie chciałby odnaleźć Bursztynowej Komnaty ;-)





Język ciała

No i jak zawsze, najlepsze na końcu. Uwielbiam gry, które poruszają nie tylko szare komórki, ale i ciało. Takie, w których trzeba się ruszyć, ale i sprawdzić, czy aby na pewno o to chodzi. Dokładnie taka jest Język ciała. Gra polega na tym aby szybko zauważyć, czy mamy taki sam rysunek jak nasz przeciwnik oraz na wydaniu dźwięku z karty obok. Brzmi trochę skomplikowanie, ja wiem, ale kiedy rozkłada się karty wszystko się wyjaśnia. Jak dla mnie MEGA! Jeśli Janek budził mnie żeby grać w Puzzle. Tak Klara wstawała razem z bratem żeby grać w Język ciała. Możliwości ułożenia kart jest naprawdę dużo i za każdym razem wychodzi inaczej. Dlatego nie można się nudzić przy Język ciała. Ja już nawet nie odkładam tej gry na półkę. Ona po prostu leży ciągle na stole i w każdej wolnej chwili, gramy. Czy może być lepsza rekomendacja dla gry ? AAAA! Faktycznie. Jest ;-). Ta gra (oraz Ucieczka z Lochu (tutaj), Zgrana Para, Mini Maxi, Cztery do wygranej (tutaj)) zostały 

nagrodzone przez Komitet Ochrony Praw dziecka w konkursie Świat przyjazny Dziecku. (szczegóły tutaj)




Ostatnie zdjęcie zostało wykonane o godzinie 6.57 w niedzielę!

Za możliwość poznania tych fantastycznych gier dziękuję firmie Alexander








Follow by Email

Moje zdjęcie
Skarby na półkach
Kobieta, Żona, Matka. Piszę o tym co myślę, i robię. Najczęściej czytam książki i staram się aby moje dzieci wiedziały, ze są ciekawsze rzeczy niż siedzenie przed ekranem. Kontakt: skarbynapolkach@gmail.com kontakt@skarbynapolkach.pl