Pomysł na super zabawę, wystarczy parę kawałków drewna! Recenzja gry Drewniana Wieża od MultiGra.

 Środa. Powiem Wam szczerze, że wczorajszy dzień uciekł mi nie wiadomo kiedy i zanim się zorientowałam była już 23. Niby do końca roku jeszcze daleko, ale w mojej pracy grudzień jest bardzo gorącym miesiącem. Dlatego przez najbliższe dni będzie mnie tu trochę mniej. Nie przejmujcie się jednak, posty będą się pojawiać, ale nie codziennie.

Jako, że mamy środek tygodnia, mam dla Was dzisiaj propozycję na fajne, rodzinne i niezwykle ekscytujące, spędzanie czasu. Zapraszam do recenzji gry Drewniana Wieża.


Drewniana Wieża.

Co lubią robić dzieci? Układać wierze z klocków. Ile ja się ich naukładałam, chciałam żeby była jak najwyższa, tymczasem moje kochane dzieci czekały na odpowiedni moment żeby ją rozwalić. I tak w kółko. A co gdyby wprowadzić trochę zasad do tego chaosu? Gra Drewniana Wieża to ciekawa alternatywa dla zwykłego układania klocków.

 Zasady gry w Drewnianą Wieże.

Banalne! Układamy wierzę (składa się ona z 8 drewnianych okręgów i 42 klocków, w 6 różnych kolorach). Kiedy jest już ułożona, rozgrywkę rozpoczyna najwyższy z graczy. Zasady są proste. Kto zburzy wieżę, przegrywa, aleee... w tej grze liczy się nie tylko zręczność i refleks, ale również szczęście, ponieważ ważne jest to, co wypadnie na kostkach.

Przykład:

Załóżmy, że zaczynamy grę. Wieża jest cała i nienaruszona. Na kostce wypada nam kolor różowy i dwa oczka, oznacza to że musimy wyciągnąć dwa różowe klocki. Następnemu graczowi wypadło jedno oczko i kolor czarny, więc wyciąga jeden czarny klocek. Ilość rund jest zależna od ilości graczy i wynosi ilość graczy minut jeden. Czyli w przypadku 3 graczy gramy 2 tury, w przypadku 5 graczy, 4 tury. I tak dalej.



Zgarnąć z półki?

Zdecydowanie! Moje dzieciaki jak tylko zobaczyły opakowanie, stwierdziły że to będzie fajna gra i rzeczywiście, bawiliśmy się wyśmienicie. Gra jest przeznaczona dla dzieci od szóstego roku życia, dlatego Janek trochę się denerwował, że mu nie wychodzi, ale samo układanie wierzy sprawiało mu wiele radości, więc finalnie i dla Niego wyszło na plus ;-).
 



 



Nowoczesne Urban fantasy to takie, które dzieje się w... BookTour z Tajne przez Magiczne Kasi Wierzbickiej

 Poniedziałek. Dzieci wesoło poszły do przedszkola. To znaczy, ja ich zaprowadziłam bardzo wesoło, Oni poszli z mniejszym entuzjazmem. A jeśli już o przedszkolu mówimy... mam nadzieję, że Klara z Jankiem nie chodzą do takiego, które opisała w swojej książce Kasia Wierzbicka, bo...


Tajne przez magiczne Kasia Wierzbicka.

Fantasy lubię bardzo. Dobrze to wiecie. Lubię kiedy jest krwawo, trudno i epicko. Dlaczego więc sięgnęłam po książkę, której akcja dzieje się w przedszkolu... no cóż, byłam ciekawa co tam straszy ;-).

Agata Filipiak postanawia zacząć nowe życie. Po nieudanym romansie i kolejnym załamaniu nerwowym, rzuca pracę w wydawnictwie i zatrudnia się jako pomoc w przedszkolu. Co może być trudnego w sprzątaniu po dzieciach? Niby nic, chyba że mają magiczne moce, którymi mogą przywoływać demony...

Urban fantasy.

To podgatunek fantasy, którego akcja rozkrywa się w miastach, a jego bohaterami są wszelkie demony, diabły, wampiry, krasnoludy, elfy, orki itd. Ostatnio stał się bardzo popularny. W tym stylu pisze Aneta Jadowska (seria o Dorze Wilki, szamanie Witkacym, czy moje ulubione Koźlaczki), Jakub Ćwiek (Grimm City), no i teraz Kasia Wierzbicka. Miałam przyjemność poznać jej twórczość w Królewiczu, który się odważył i Educzytajkach, ale to przecież książki dla dzieci. Jak poradziła sobie z historią dla dojrzałych odbiorców? Odpowiedź brzmi: rewelacyjnie!

To co się dzieje w przedszkolu, zostaje w przedszkolu.

Najlepsze książki to takie, w których autor czerpie pomysły na fabułę z własnych doświadczeń życiowych, ponieważ je po prostu dobrze zna. Myślę, że Kasia jako nauczycielka przedszkolna musiała dużo przeżyć, dużo...traumatycznych wspomnień ;-). A tak serio to podoba mi się to, jak oddała codzienną rutynę tej placówki. Nie raz i nie dwa zastanawiałam się jak Panie - Ciocie wytrzymują dzień w dzień z brygadą rozwrzeszczanych, rozemocjonowanych, całkowicie różnych i oczywiście uroczych i najmądrzejszych dzieci. Tu musiała kryć się jakaś magia ;-).

Wampiry, krasnoludy, bogowie i demony.

Noo fajnie to sobie Kasia wymyśliła. Są tu wszyscy, śmietanka i to z całego świata. Podoba mi się koncepcja, ze zwykli ludzie nie widzą ile fantastycznych rzeczy dzieje się dookoła, a jak już widzą to nie wierzą ;-).

Zgarnąć z półki?

Powiem Wam, że ciężko nie zacząć się rozpływać nad tą książką. Kasia dobrze to wszystko przemyślała. Dzięki czemu fabuła jest spójna i dynamiczna a bohaterowie niezwykle wyraźni (chociaż przecież magiczni i niewidzialni!). No i te zwroty akcji...

Czy polecam? BARDZO. Ja nie mogłam się oderwać!

Za możliwość wzięcia udziału w BookTourze, dziękuje autorce Tajne przez magiczne - Kasi Wierzbickiej.

Trudne tematy poruszane w komiksach. Recenzja komiksu Emilka Sza. Jak wiele to nic? Wydawnictwo Egmont.

 Niedziela. Czas na odpoczynek? Nic z tych rzeczy, dzisiaj dzieciaki idą na zakupy, same! Tak wiem, że jest niedziela, ale sklepy na wsi działają przez cały tydzień, a że mamy zaprzyjaźnioną właścicielkę sklepu... także po południu zawożę dzieci do sklepu i czekam w samochodzie na efekty ich zakupów. Sama jestem ciekawa jak to wyjdzie :-).

Dzisiaj mam dla Was wyjątkowy komiks. Wyjątkowy dlatego, ponieważ mówi o sprawach ważnych i trudnych, tj. akceptacja, niepełnosprawności i komunikacja niewerbalna. To ostatnie jest bardzo ważne, ponieważ Emilka Sza, główna bohaterka tego komiksu jest mimem!


Emilka Sza. Jak wiele to nic?

Byłam bardzo ciekawa tego komiksu. Maciej Kur jest mi dobrze znany, m. in. ze scenariuszy do Kajko i Kokosza, czy serii Lil i Put. Natomiast  twórczość Magdaleny Kani, która jest odpowiedzialna za rysunki była  mi wcześniej zupełnie obca, ale już po okładce zapowiadało się obiecująco. 

Emilka Sza jest mimem, takim prawdziwym! Nawet śmiech potrafi pokazać! Natomiast jej przyjaciółka Natalia jest totalnym lekkoduchem, a dodatkowo jest też niewidoma. Od razu rodzi się pytanie, jak te dwie się dogadują, skoro jedna nie mówi, druga nie widzi. Okazuje się, że jeśli ktoś chce to znajdzie sposób na komunikację.

Byłam zaskoczona podczas lektury. Dawno nie spotkałam się z taką fabułą. Zazwyczaj jeśli mamy opowieści o przyjaźni to są to komedie sytuacyjne oparte na różnicach charakterów głównych bohaterów, ale w sytuacji kiedy werbalna komunikacja jest bardzo utrudniona, wtedy historia schodzi na zupełnie inne tory. Dowcipy sytuacyjne? Oczywiście, ale w zupełnie innym stylu, np. zniszczenie niewidzialnej kolekcji popiersi filozofów.





Ulubienica dzieci.

Zaczęło się! Różnica pokoleniowa widoczna jak na dłoni. Podoba mi się Emilka Sza, ale uważam, że czasami w komiksie są użyte nieodpowiednie słowa, np. zaraz mnie szlag trafi. Niby nic wielkiego, ale jak to wytłumaczyć dzieciom? Natomiast Klara z Jankiem są zachwyceni Emilką i sięgają po nią regularnie. A jak jeszcze w bonusach pojawił się Scooby -Do to już całkiem.



Zgarnąć z półki?

Tak. Jest to bardzo oryginalny komiks, przy którym dzieci będą się świetnie bawić. Zresztą ja też się świetnie bawiłam. Maciej Kur i Magdalena Kania stworzyli bardzo fajną historię i mam nadzieję, że mają w planach kontynuację, bo szkoda by było zakończyć przygody Emilki Sza na jednym tomie.

Tytuł:              Jak wiele to nic?

Seria:              Emilka Sza

Scenariusz:     Maciej Kur

Ilustracje:        Magdalena Kania

Wydawnictwo:  Egmont

Premiera:         13.10.2021



Fantastyka, która się nie nudzi. Głodna Puszcza Marcin Mortka.

 Sobota. Jednak przesiedziana w domu. Pogoda za oknem jakaś nie pewna, a że dzieciaki są po chorobie... wolałam nie kusić losu. Może jutro będzie lepiej? Oby!

Dziś mam dla Was kontynuację serii, o której mogliście już przeczytać na moim blogu. Po dobrze zapowiadającym się początku jakim było Nie ma tego złego, czas na Głodną Puszczę.


Głodna Puszcza Marcin Mortka.

Kociołek powraca! Chociaż tak w sumie to posiedział by w domu, z żoną, dziećmi, nawet teściową! A tu trzeba łazić po lasach, pilnować niedojdów i jeszcze nie dać się zabić. Na co mu to przyszło na stare lata. Dobrze, że chociaż trafiła się prosta misja...

Kawał dobrego fantasy.

Tak samo jak w poprzednim tomie, tak i w Głodnej Puszczy dużo się dzieje. Marcin Mortka nie oszczędza bohaterów. Akcja goni przygodę. Nawet zjeść w spokoju nie można! W najnowszym tomie serii Drużyna do zadań specjalnych jest wszystko, czego potrzeba do dobrego fantasy. Oprócz tego, że podczas lektury nie można usiedzieć w miejscu od nadmiaru wrażeń i emocji, dochodzą jeszcze nie mniej fantastycznie postaci. Ekipę Kociołka zdążyliśmy już poznać - elf, rycerz SOL, krasnolud, goblina i guślarza. A co powiecie, kiedy pojawią się jeszcze wampiry, trolle i inne humanoidalne stwory?  Powiem Wam, będzie się działo :-).

Ale...

Jest epicko. Żywo, wciągająco, przyjemnie, ale... jak dla mnie nadal za grzecznie. Krwi mi brakuje, mięsa, napięcia i takiej zwykłej... zawiści? Jest dobrze, dostajemy fajną fantastyczną bajkę dla dorosłych. Tylko tyle i aż tyle.

Dodatkowo czepię się też humoru. W pierwszym tomie bawiłam się dobrze. Rozbawiały mnie żarty i zaskakujące porównania. Tymczasem w Głodnej Puszczy zaczęło mnie to trochę irytować. Jest to spowodowane klimatem drugiej części. Więcej szczegółów dotyczących głównych bohaterów.  Zwłaszcza aspekt rozumienia wiary przez Urgo dodaje do tej historii cięższego, poważniejszego klimatu, do którego zupełnie nie pasują niewyszukane żarty. 

Zgarnąć z półki?

Tak. To dobre fantasy, przy którym można się odprężyć i dobrze bawić. Sympatia jaką wzbudzają bohaterowie oraz przygody w jakich uczestniczą, sprawia że nie można się oderwać od Głodnej Puszczy, a że jest parę rzeczy, których się można czepić... cóż zawsze się coś znajdzie ;-). Mimo wszystko polecam tę serię, ja już zacieram ręce na 3 tom, który pojawi się w przyszłym roku.

Tytuł:              Głodna Puszcza

Seria:              Drużyna do zadań specjalnych

Autor:             Marcin Mortka

Ilustracje:       Piotr Sokołowski

Wydawnictwo: SQN

Premiera:        29.09.2021


A jeśli szukacie więcej fantastycznych książek, sprawdźcie, jakie nowości przygotowała dla Was Tania Książka



Kiedy dziecko szuka przyjaciela. Czy będziesz moim przyjacielem? Sam McBratney

 Piątek. Uffff. Dzieciaki już praktycznie zdrowe, więc jeśli pogoda pozwoli, wyjdziemy z domu, na długo, tak chociaż na pół godziny ;-). Nawet nie sprawdzam prognoz pogody, karmiąc się nadzieję, że będzie okazja na jakiś spacer.

Dzisiaj mam dla Was kontynuację wspaniałej serii, która musiała odczekać swoje na półce żeby w końcu spodobać się moim dzieciom, ale warto było czekać :-).


Czy będziesz moim przyjacielem?

Mały Brązowy Zajączek i Duży Brązowy Zając powracają. Tym razem ten pierwszy rusza w poszukiwaniu przygody, ponieważ jego opiekun zajęty jest różnymi sprawami i nie może się z nim bawić. Zajączek wędrując zauważa swoje odbicie w kałuży i cień na ziemi. Wie jednak, ze nie dotrzymają mu towarzystwa w zabawie. Wtedy spotyka Mgiełke, swoją nową przyjaciółkę.





Poszukiwanie przyjaciela.

Klara jest akurat na etapie szukania przyjaciela. Bardzo jej zależy na bliskich relacjach z rówieśnikami i dlatego, wszelkie książki i bajki na ten temat są bardzo pożądane. Czy będziesz moim przyjacielem? to idealna pozycja dla nas. Sam McBratney pięknie i prosto opisuje ten ważny aspekt. Dlatego tak chętnie po niego sięgamy.

Spokojna seria.

Jak już Wam wcześniej wspominałam, seria o Dużym Brązowym Zającu i Małym Brązowym Zajączku musiała swoje odczekać na naszej półce. Bardzo żałowałam, że moje dzieciaki nie chcą po nią sięgać. Cudowne ilustracje stworzone przez Anitę Jeram i urocza, pełna ciepła fabuła napisana przez Sama McBratneya sprawiała, że sama miałam ochotę czytać te książki. No, ale doczekałam się i teraz nawet nie odkładam tej książki na półkę... niech leży pod ręką :-).

Zgarnąć z półki?

Tak, ale... miejcie na uwadze to, że  nie wszystkim dzieciom przypadnie do gustu. Moje na początku odrzuciły tę serię, ponieważ była zbyt spokojna. Nie ma tu nagłych zwrotów akcji, czy niespodziewanych magicznych artefaktów. Jest tu dużo ciepła, uczuć i emocji. Dlatego nie wszystkim może się (od razu) spodobać.

Tytuł:              Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham

Autor:             Sam McBratney

Ilustracje:         Anita Jeram

Tłumaczenie:    Jarosław Mikołajewski

Wydawnictwo:  HarperKids Polska 

Premiera:         10.11.2021



nowy, piękny Gatsby?

 Czwartek. Dzisiaj nie będzie mangowo, ale pozostaniemy w klimacie historii ilustrowanych. Mam dla Was powieść Wielki Gatsby. Historia ta została pierwszy raz opublikowana w 1925 roku i od tamtego czasu cieszy się niesłabnącą popularnością. Doczekała się paru reedycji książkowych, czterech filmów i powieści graficznej. I właśnie o tej ostatniej chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć.


Wielki Gatsby powieść graficzna.

Sporo słyszałam o tej historii, ale do tej pory nie udało mi się sięgnąć po książkę. Za to adaptacje filmowe znam chyba na pamięć. Tak, wiem że często ekranizacja nie oddaje klimatu książki i najlepiej by było w końcu znaleźć czas na przeczytanie, ale póki co mogę cieszyć się przyjemnością z lektury powieści graficznej.

Nick Carraway przyjeżdża do Nowego Jorku z nadzieją na rozwój kariery bukmacherskiej. Wielkie Jabłko kusi obietnicą spełnienia amerykańskiego snu o sławie i bogactwie. Jednak od czegoś trzeba zacząć. Nick wynajmuje skromną chatkę w West Egg. Szybko okazuje się, że okolica nie jest tak spokojna jak mu się wydawała. Jego sąsiad, tajemniczy Gatsby co noc organizuje huczne imprezy, na których zjawia się śmietanka towarzyska miasta. Co stanie się kiedy Nick pozna Gatsbyego? Czy to odmieni jego życie? Kim jest tajemniczy Gatsby i czego oczekuje od głównego bohatera? Na wszystkie te pytania znajdziecie odpowiedź w Wielkim Gatsbym.

Nowy Gatsby?

Często jest tak, że nowe wydania dobrze znanych książek wnoszą coś nowego do historii. Czasami jest to inny przekład, innym razem są to właśnie ilustracje. Wstęp do Wielki Gatsby. Powieść graficzna napisała wnuczka autora - Blake Hazard. Byłam bardzo ciekawa, czy długoletnie poszukiwania odpowiedniej osoby do stworzenia powieści graficznej się powiodły i... powiem Wam szczerze, że moim zdaniem tak.

Podoba mi się lekkość i zwiewność z jaką Aya Morton prezentuje klimat Gatsbyego. Lata dwudzieste XX  wieku w Ameryce nie były łatwe. Koniec wojny, prohibicja i stracone marzenia. To wszystko dałą początek dążeniom do wielkości. Miało  sprawić, że USA będą największym mocarstwem świata, ale jak wiadomo początki zawsze są trudne. I tu pojawia się Gatsby. Człowiek znikąd z wielką willą i niewyobrażalną ilością pieniędzy. Każdy chce poznać jego tajemnicę. Każdy ma nadzieję być taki jak on. Ale... czy Gatsby to taki ideał?





Podoba mi się też oszczędność adaptacji tekstu Freda Fordhama, który pracował również przy powieści graficznej Zabić Drozda Harpera Lee. Widać, że wie na co zwrócić szczególną uwagę i jak zaplanować poszczególne wydarzenia. Przy takiej konstrukcji tekstu, płynnie przechodzi się przez tę historię. Nawet się nie spostrzegłam kiedy dotarłam do końca (chociaż przecież doskonale znałam tę historię i wiedziałam, co po sobie następuje)

Piękny Gatsby?

Oj tak. Myślę, że Francis Scott Fitzgerald byłby dumny z takiej adaptacji. A czytelnicy, którzy dopiero sięgają po tę historię będą nią oczarowani. Całość sprawia wrażenie reliktu z przeszłości. Myślenie tak odmienne od naszego, pragnienia, które dzisiaj można spełnić podczas jednych zakupów, uczucia których nie da się opisać w jednym zdaniu... Coś pięknego!

Zgarnąć z półki?

Tak. Jest to wspaniale zaadaptowana powieść, przy której na pewno nie traci się czasu. Ja bawiłam się wybornie i Wam też polecam tę rozrywkę, drodzy przyjaciele :-)

Tytuł:                    Wielki Gatsby

Seria:                    powieść graficzna 

Ilustracje:             Aya Morton

Adaptacja tekstu:  Fred Fordham

Autor:                    Francis Scott Fitzgerald

Wydawnictwo:        Jaguar

Premiera:               13.10.2021


A jeśli chcecie więcej wspaniałych i porywających powieści(tych graficznych też), szukajcie wśród nowości Taniej Książki.



Jak rozbudzić dziecięcą kreatywność dzięki kształtom geometrycznym. Recenzja gry Pablito od Ping Frog.

 Środa. Chociaż energia jeszcze do Nas nie powróciła, mam dla Was tak fantastyczną grę, że aż nie mogę się doczekać kiedy ją poznacie. Zatem, bez zbędnego przedłużania, zapraszam Was na recenzję gry Pablito od Ping Frog.


Pablito Ping Frog.

Samo opakowanie sprawia, że chce się zajrzeć do środka. Oczywiste nawiązania do sztuki obiecują coś bardzo twórczego i niesamowicie kreatywnego. I wiecie co? Tak też właśnie jest!

Sekret tkwi w prostocie.

Jak rozbudzić dziecięcą (ale i dojrzałą) kreatywność. To bardzo proste, wystarczy spróbować coś stworzyć ;-). No dobra, może temat jest trochę bardziej skomplikowany, ale ogólny zamysł jest właśnie taki. Tworzenie, budowanie, projektowanie, wszystko oparte jest na kreowaniu czegoś. Tą samą zasadą kierowali się twórcy gry Pablito

Zasady.

Ma być kreatywnie, ale jakieś zasady muszą być, chociaż powiem Wam szczerze, że i bez żadnej instrukcji ta gra też jest świetna. Jednak  aby wygrać trzeba zdobyć punkty w jakiś logiczny i sensowny sposób..

Naszym zadaniem jest ułożenie (na czas) tego, co widzimy na obrazku tak aby inni mogli próbować to odgadnąć. Do dyspozycji mamy rożne figury geometryczne, drewniane patyczki, drewniane kostki i sznurek. Oczywiście można użyć wszystkiego na raz, ale... wtedy nie zdobędziemy punktów. 





Przykład

Wylosowałam muchę. Na karcie, w prawym górnym rogu jest liczba (7), która pokazuje mi ile punktów zdobędzie gracz, który odgadnie, co przedstawia mój obraz. Ale... to też informacja dla mnie, ponieważ od tej liczby odejmuje się punkty za figury używane do stworzenia obrazu.

Figury geometryczne 3
klocki 2
sznurek 1

Więc jeśli użyłabym 3 figur geometrycznych (po 3 punkty każda), musiałabym odjąć od głównej sumy 9. W przypadku, cyfr mniejszych niż 9 oznacza to brak punktów za ułożenie rysunku.

Oczywiście wybrany przedmiot można przedstawiać na wiele sposobów, nie ma jednej, poprawnej odpowiedzi. Liczy się tylko to aby zmieścić się w czasie i odpowiednio porachować punkty.




Gra opiera się na kreatywności i abstrakcyjnym myśleniu, dlatego jest skierowana dla osób powyżej 8 roku życia. Chociaż powiem Wam szczerze, że moje dzieciaki bardzo zaangażowały się w układanie różnych figur i rzeczy. Możliwości są naprawdę nieograniczone i można spędzić przy tej grze długie godziny.



 
Nie graliśmy na czas, na razie próbowaliśmy poznać możliwości tej gry i powiem Wam, było super!

Zgarnąć z półki?

Jak to było? Nie pytajcie, co Pablito może zrobić dla Was, pytanie jest takie, co Wy możecie zrobić dla Pablito. Nie pytajcie, zagrajcie, cieszcie się rozgrywką!



Moje zdjęcie
Skarby na półkach
Kobieta, Żona, Matka. Piszę o tym co myślę, i robię. Najczęściej czytam książki i staram się aby moje dzieci wiedziały, ze są ciekawsze rzeczy niż siedzenie przed ekranem. Kontakt: skarbynapolkach@gmail.com kontakt@skarbynapolkach.pl