Co robić w wakacje? (Gry do plecaka. Egmont)

Czy wiecie, że wiosna dopiero się rozkręca, a my mamy już drugą połowę maja ? Jak nie to nie ma za co, też byłam zdziwiona ;-). Dzięki temu, że wracamy do normalności można nawet zacząć planować jakieś wakacje. Ja nie mam jeszcze konkretnych planów, ale... już wiem co ze sobą wezmę ;-).

Co się zmieści do plecaka?

Wiele rzeczy! Ale najlepiej wybierać jak najmniejsze żeby zmieściło się jak najwięcej ;-), np. takie gry do plecaka. Zajmują mało miejsca, a dostarczają masę rozrywki. A jest już aż tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie.


 

Planszówka, czy karcianka?

Moim zdaniem nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Obydwa typy gier niosą ze sobą dobrą zabawę. Wydaje mi się, że planszówki są nieco bardziej poukładane (wszystko dzieje się na planszy), ale te naprawdę fajne, zajmują sporo miejsca i trudno je wszędzie ze sobą zabrać. A karcianki, chociaż panuje w nich delikatny bałagan (granie na plażowym kocu nie należy do najbardziej stabilnych miejsc). Dlatego gry do plecaka od Egmontu to idealne rozwiązanie tej drażliwej kwestii. Zmieszczą się dosłownie wszędzie!

Nurkowanie z kaczkami?

Kaczki. Plaża w kartach to bardzo przyjemna, szybka gra karciana. Naszym zadaniem jest zdobycie jak największej ilości punktów i pozbycie się kart z ręki. Zasady są trochę zbliżone do makao, możemy odrzucić tylko karty z tym samym symbolem lub w tym samym kolorze, ale można też zaryzykować i zanurkować. Jest trochę główkowania z tym elementem hazardowym, ale czasami naprawdę się to opłaca. 






 

Kółko, krzyżyk i gra w statki?

Tak, można to wszystko połączyć! Criss Cross to gra, łączy w sobie najważniejsze elementy tych kultowych zabaw. Po pierwsze jest prosta. Potrzebujemy tylko: dwóch kostek k6, karki i ołówka. Tadam! Przepis na fajną grę. Zasady również są banalne. W 12 rundach musimy zdobyć jak najwięcej punktów, a jest to możliwe dzięki odpowiedniemu układowi wylosowanych (na kostkach) symboli. To naprawdę nic trudnego, ale... trzeba przy tym trochę pogłówkować.

Taki plan awaryjny zawsze się przyda, zwłaszcza że zmieści się do każdego plecaka, torebki, czy torby. A gry do plecaka są zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż ciągłe i bezustanne gapienie się w ekran i patrzenie jak inni wstawiają zdjęcia z wakacji ;-)

Tytuł:              Kaczki/Criss Cross

Seria:              Gry do plecaka

Autor:             Johannes Krenner/Reiner Knizia

Wydawnictwo:  Egmont

Premiera:         31.03.2021

 

Za zapychanie moich wakacyjnych bagaży grami zamiast ubraniami, dziękuję Egmontowi.


 

 

Majstersztyk! (Sługa krwi. Materia Secunda. Tom 1. Fabryka Słów)

 Dzisiaj przychodzę do Was z przedpremierowym, bardzo smakowitym kąskiem. Na wstępie muszę przyznać, że na początku nie byłam jakoś specjalnie podekscytowana, ale z każdą przeczytaną stroną, okazywało się, że trafiłam na arcydzieło literatury fantasy!


 

Materia secunda, a gdzie prima?

Fani twórczości Adama Przechrzty znają odpowiedź na to pytanie, po prostu była wcześniej ;-). Sługa Krwi to kontynuacja sagi o Olafie Rudnickiem, którym trafia... zacznijmy od początku.

Kreacja świata

Świat powoli wchodzi na normalne tory. Normalne, czyli bez ciągłego zagrożenia ze strony Przeklętych. Większość ludzi zapomniała już o wojnie i bagatelizuje  jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Niestety w Enklawach (tj. miejscach, w których Przeklęci mogą dostać się do naszego świata) zaczyna się coś dziać. Dochodzi do bardzo krwawych walk. Olaf Rudnicki chcąc chronić swoją rodzinę, zgadza się propozycję tajemniczego Ling Weia i w zamian za pomoc, zostaje Sługą Krwi pana Nin. Po walce budzi się w nieznanym miejscu przypominającym Wschodnie Cesarstwa tj. Chiny, czy Japonia. Skąd wie, że to nie jego świat? Ponieważ oprócz ludzi zamieszkują je również demony i inne dziwne stworzenia. 

Równocześnie akcja toczy się również w Carskiej Rosji, gdzie Samarin (przyjaciel Olafa Rudnickiego) mierzy się z obroną rodziny Mikołaja II oraz walkami w Enklawie.

Dlaczego "Sługa Krwi" jest taki dobry?

Niestety nie miałam okazji poznać Materii primy (za co bardzo przepraszam Adama Przechrztę i Fabrykę Słów, obiecuję poprawę). Migała mi na paru portalach, ale z przyczyn nieznanych i (teraz) zupełnie niezrozumiałych, nie sięgnęłam. Dlatego mogę wypowiedzieć się tylko o pierwszym tomie Materia Secunda "Sługa Krwi".

Sama kreacja świata jest fenomenalna. Walka z Przeklętymi, krwawa, bezwzględna i trudna do przewidzenia, uwarunkowania historyczne (początek XX wieku) - duże zmiany społeczno-gospodarcze, początki wielkich rewolucji, m. in. w Rosji, równoległy świat, który przypomina starożytne Chiny, w którym honor i oddanie miesza się z dworskimi intrygami i magią.

Dodatkowo, a może i przede wszystkim - postacie! Np. Olaf Rudnicki. Idealny typ głównego bohatera (przynajmniej w tym cyklu). Zagubiony, w zupełnie nie znanym świecie, próbuje się dostosować do panujących reguł. Jednak jego niedoświadczenie i brak obycia sprawia, że każdy traktuje go lekceważąco. Do czasu aż...

Zgarnąć z półki?

Też pytanie! Koniecznie! Ja jestem tak totalnie zachwycona Sługą Krwi, że czekam na kuriera z paczką Materii Primy. Wydaje mi się, że to odpowiedni komentarz do tego, jak fantastycznie został napisany pierwszy tom cyklu Materia Secunda!

Tytuł:               Sługa Krwi

Seria:               Materia Secunda

Autor:               Adam Przechrzta

Wydawnictwo:   Fabryka Słów

Premiera:          19.05.2021

 


 

 


 

Prawdziwy bohater tylko czasami nosi maskę. (Dogman. Jaguar)

 Ostatnio ciągle piszę o tym jaka jestem szczęśliwa. To denerwujące, wiem o tym ;-). Dlatego dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami tą pozytywną energią przedstawiając komiks, który na pewno wywoła chociaż lekki uśmiech na twarzy, a może i coś więcej, mnie rozbawił prawie do łez.


Co nowego u Dogmana?

Pamiętacie jak pisałam o Psie Policjancie? Jak nie to odsyłam do poprzedniego wpisu >>TUTAJ<<. Może nie byłam zachwycona, ale nie mogę też powiedzieć, że lektura poprzednich tomów Dogmana nie sprawiła mi przyjemności. Nie mówiąc o Klarze i Janku, którzy turlali się ze śmiechu. Bardzo się ucieszyłam, że mogę kontynuować tę przygodę czytelniczą, dlatego dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejne losy tego hm... bohatera ;-).

Dogman to komiks, w którym nie można być niczego pewnym. Dopiero co główny bohater był uwielbiany i doceniany przez wszystkich a za chwilę ląduje w więzieniu (Psim Kiciu, nie mylić z Kocim Kiciem!). Tak to możliwe, a na dodatek wszystko wskazuje na to, że Dogman dopuścił się straszliwych zbrodni! Na szczęście jego przyjaciele nie dają wiary oczywistym dowodom i za wszelką cenę chcą uniewinnić psa policjanta.

Jednak i ratunek nie może być zbyt prosty, przecież na Dogmana czyha wielu złoczyńców, nawet takich malutkich...


Skąd ta dawka humoru?

Z absurdu oczywiście! Przy poprzednich tomach czasami się uśmiechnęłam, czasami nawet pomyślałam, że mogłabym wykorzystać jakiś żart, ale nie było to jakieś specjalne, raczej takie od tak. Na szczęście wszystko rozkręca się w kolejnych tomach. Tym razem to już nie były delikatne uśmiechy, tylko szczery, głośny śmiech. Taki, którego nie chce się powstrzymywać, chociaż w podświadomości czai się myśl, że to nie powinno być śmieszne. Przynajmniej nie dla osoby dorosłej i dojrzałej emocjonalnie ;-).




Dużo wymiotów.

Nie wiem skąd to zamiłowanie do wszelkiego rodzaju płynów, gazów i innych rzeczy wydobywających się z ciała, ale dzieciaki lubią wymioty i bąki. Bawią je jak najprzedniejszy dowcip i kiedy tylko pojawi się coś z wyżej wymienionych, od razu pojawia się nić sympatii między dzieckiem a daną historią. Jak dla mnie to niewiarygodne, ponieważ stworzenie absurdalnej historii pełnej wymiotów i bąków to  stuprocentowy przepis na sukces. Uwierzcie mi na słowo. Wszystkie dzieci kochają takie historie!

Zgarnąć z półki?

Oczywiście! Nie widzę innej możliwości. Dogman to właśnie ten typ historii, który sprawi, że Wasze dzieci zakochają się w komiksach!

Tytuł:              Superkot/Mały Kieł

Seria:              Dogman

Autor:             Dav Pilkey

Tłumaczenie:   Stanisław Kroszczyński

Wydawnictwo: Jaguar

 

Za rozruszanie mojego skostniałego humoru, dziękuję Wydawnictwu Jaguar.


 

 


Czy patyczki mogą służyć do zabawy? (Pudełko pełne zabawy. Harper Kids)

 Kolejny piękny dzień, czuję, że sama zaczynam kwitnąć ;-). Ostatnio mało czasu spędzamy w domu. Jednak na rozrywkę intelektualną zawsze znajdujemy czas. Dlatego mam dla Was kolejny bestseller od Akademii Mądrego Dziecka. Tym razem w wersji patyczkowej.

Puzzle inne niż zwykle.

Moje dzieciaki bardzo lubią układanki. Mamy ich tyle, że musiałam zrobić dla nich specjalne miejsce. Klara w większości układa już sama. Jankowi, wiadomo, trzeba trochę pomagać. Jednak dzięki Akademii Mądrego Dziecka moje zaangażowanie w układanie jest minimalne. Nie chodzi mi o to, że nie chcę brać w tym udziału, tylko pozwalam moim dzieciom na samodzielność ;-).

Pudełko pełne zabawy. Pojazdy to pomysł na świetnie spędzony czas. Sama koncepcja jest banalnie prosta. W zestawie znajdują się patyczki (takie, jakimi lekarze sprawdzają nam gardło), na których znajdują się dwustronne ilustracje. Mamy też odpowiednią podstawkę, dzięki której elementy nie rozsuwają się podczas układania. Tyle potrzeba do szczęścia.




 
W pudełku znajduje się również książeczka z zagadkami i zadaniami, która pozwala utrwalić zdobytą wiedzę i nowe umiejętności. 




Kto by się spodziewał, że patyczki do układania mogą okazać się taką fantastyczną zabawą? Ja się spodziewałam, dlatego wiedziałam, że Pudełko pełne zabawy będzie hitem w naszym domu. Zamówiłam je z myślą o Janku. Wydawało mi się, że dla Klary będą zbyt proste, ale okazało się, że nie. Oboje byli pochłonięci zabawą. Dlatego z czystym sumieniem polecam wszystkim, bez wyjątku (ja też układałam i świetnie się bawiłam) taką niekonwencjonalną formę puzzli.


Tytuł:              Pudełko pełne zabawy. Pojazdy

Seria:              Akademia Mądrego Dziecka. Pudełko pełne zabawy

Autor:             Zbigniew Dmitroca

Ilustracje:         Marzenna Dobrowolska

Wydawnictwo:  Egmont

Premiera:         14.04.2021

 

Za niekończącą się zabawę i rozwój, dziękuję Harper Kids.


 


 

Muminków nigdy dość! (Muminek i... Harper Kids)

 Pogoda nastraja mnie tak pozytywnie, że mam ochotę robić milion rzeczy na raz. Na wszystko patrzę z jakimś nieznanym dotąd optymizmem. Nie narzekam. Działam póki mi się chce ;-)

Dzisiaj mam dla Was nieśmiertelną sagę o fińskich trolach. Tak, tak, dobrze zgadujecie. Będzie oczywiście o Muminkach.


Muminki to seria, którą nikomu przedstawiać nie trzeba. Wszyscy znają bohaterów bajki Tove Jansson. Dlatego nie dziwi fakt, że pomimo upływu lat (pierwsza książka została wydana w 1945 roku), Muminki cieszą się niesłabnącą popularnością. 

Harper Kids stworzył zupełnie nową serię na podstawie opowiadań Tove Jansson. Nie wiem, czy mieliście przyjemność oglądać pierwsze wydania Muminków. Ja miałam i muszę przyznać, ze mają klimat, przyjemnie się je czyta, ale jeśli chodzi o ilustracje jest ich bardzo niewiele. Dlatego cieszy mnie, że Harper Kids pozwolili sobie na odświeżenie tej serii. Nowe wydanie kusi kolorami (nie mówiąc oczywiście o samych przygodach Muminków).

Co nowego w Muminkach?

Jak już wspominałam, najważniejsze są barwy. Są tak intensywne i różnorodne, że bardzo przyjemnie ogląda się wszystkie ilustracje.

Dodatkowo ilość tekstu. W wydaniach książkowych ilość znaków na stronę była bardzo dużo. O ile starszym takie coś zupełnie nie przeszkadza, tak młodsi mogą się znudzić już w połowie strony. Nowe wydanie zostało stworzone z myślą o najmłodszych. ilość tekstu jest nie duża, a sama historia delikatnie uproszczona. Na potwierdzenie moich słów powiem, że Klara i Janek, kiedy zobaczyli nowe Muminki od razu zabrali się do lektury :-).










Zgarnąć z półki?

Oczywista, oczywistość! Muminków nigdy dość!

 

Tytuł:              Muminek i...

Seria:              Opowiadania z Doliny Muminków

Autor:             Richard Dungworth/ Tove Jansson

Ilustracje:        Tove Jansson

Wydawnictwo: HarperKids Polska

Premiera:         14.04.2021


Za odświeżenie i dodanie kolorów tej niezwykle barwnej opowieści, dziękuję Harper Kids.



Pucio rośnie razem z nami (Pucio w mieście. Nasza Księgarnia)

 Zaczyna się kolejny dobrze zapowiadający się tydzień. Dlaczego dobrze? U mnie każdy się tak zaczyna, grunt to podchodzić do życia z lekką dozą optymizmu i przymrużeniem oka. Wtedy jest po prostu łatwiej. Dlatego dzisiaj mam dla Was książkę, którą mogłabym polecić bez czytania jej (chociaż nie da się jej nie przeczytać ;-)). Wszystko za sprawą moich dzieci, które są wielkimi fanami Pucia.


 Kto jest fanem Pucia?

Chyba wszyscy. Ja czytam go z pamięci. Dzieciaki sięgają po niego tak często, że wszystkie książki są w stanie widocznego zużycia. Nawet mój mąż ma swoją ulubioną część. Zaczęło się niewinnie. Kupiłam pierwszy tom na próbę. Zaraz potem, wszystkie (wtedy dostępne). 

Nie jesteśmy jednak wymiernym wskaźnikiem fenomenu Pucia, lubimy dużo książek i jeszcze więcej nas zachwyca. Dlatego aby pokazać rzeczywistą popularność tej serii muszę opowiedzieć Wam o rodzicach, którym poleciłam ten zestaw książek. Nienawidzą mnie za to! Oni (a jest to kilka rodzin) również czytają Pucia z pamięci. Także kiedy dowiedziałam się, że będzie kontynuacja, wiedziałam, że kolejna cześć również znajdzie się na naszej półce.

Pucio jest już dorosły?

Niekoniecznie. Co prawda cała seria dzieli się na różne etapy, w pierwszej uczymy się mówić razem z Puciem, potem mówimy pierwsze słowa, ćwiczymy mówienie, zaczynamy opowiadać a na końcu tworzymy dość skomplikowane historie. Dorastamy razem z Puciem, ale równocześnie nie staje się on nastolatkiem, czy dorosłym, po prostu z każdą kolejną częścią poszerzamy zakres słownictwa i obserwacje otaczającego świata.

Co nowego w "Pucio w mieście"?

W końcu bliżej poznajemy całą rodzinę Pucia. Wiemy, czym zajmuje się jego tata, ciocia Iga, gdzie mieszkają jego dziadkowie. Dowiadujemy się nawet jakie potrawy lubi główny bohater i jego starsza siostra. Także dzieje się.





Podoba mi się to, że każda kolejna cześć przygód Pucia jest bardziej zaawansowana. Stopniowe dodawanie szczegółów sprawia, że dzieci nie gubią się w tej historii, a odkrywanie nowych aspektów z życia głównego bohatera jest niesamowicie wciągające i wesołe.

Zgarnąć z półki?

Oczywiście, że tak ! Już nawet nie mówię o fanach Pucia, bo dla nich to pozycja obowiązkowa. Po prostu uważam, że zaczęcie przygody od tej części serii również będzie bardzo obiecujące.

Tytuł:              Pucio w mieście

Autor:             Marta Galewska-Kustra

Ilustracje:       Joanna Kłos

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Premiera:        24.02.2021

 Za chwilę oddechu i nowość do zapamiętania, dziękuję Taniej Książce.



 

 

Kończę z tym, powiedział bohater zaczynając epicką przygodę. (Nie ma tego złego. Marcin Mortka. SQN)

Niedziela. Dzień odpoczynku i relaksu. Dzieciaki oglądają bajki, a ja mogę zagłębić się w lekturze. Nic mi więcej do szczęścia nie trzeba. Dzisiaj mam dla Was książkę, z którą bardzo przyjemnie spędziłam czas. Jest to ten rodzaj literatury fantasy, który cenie sobie za dostarczenie porządnej dawki przygody i niezobowiązującej historii. Zapraszam.


 

Nie ma tego złego to typowa historia fantasy. Mamy drużynę indywidualistów, którzy połączyli swoje siły aby realizować zadania. Niby nic nadzwyczajnego, ale to właśnie takie utarte schematy sprawdzają się najlepiej.

Kociołek jest obiecującym kucharzem. No... może nie tylko, ponieważ mieczem też potrafi machać, ale gotowanie to jego główna profesja. Razem z żoną prowadzi karczmę, którą odziedziczył po ojcu. Jednak chęć przygody (i zarobku) jest silniejsza. Pewnego dnia wyrusza szukać przygód. Po drodze tworzy drużynę, która dzięki szerokiemu zakresowi umiejętności, podejmie się każdego zadania.  Nawet walki ze Złem!

 

Gdzie ci herosi?

Historie o niezniszczalnych i nieśmiertelnych bohaterach nie biorą się znikąd. Trzeba sobie na to miano zasłużyć. Czasami to prawdziwe wydarzenia, jeszcze częściej koloryzowane ;-).

Tak właśnie jest z Kociołkiem i jego drużyną. Człowiek, goblin, krasnolud, rycerz, druid i elf. Nie powiem żeby to było coś nowego i odkrywczego w świecie fantasy, ale właśnie takie połączenia sprawdzają się najlepiej. Jest zabawnie, pomysłowo i ciekawie. Wszystko dlatego, że każdy członek drużyny ma zupełnie inny pomysł na wykonanie zadania, zgodny z własnym charakterem i postrzeganiem świata, np. elf Eliah jest jak kot, chodzi własnymi drogami, nie lubi kontaktu z ludźmi, ale mimo to pomaga drużynie jak umie, np. zabawiając porwaną królową i tak właśnie rodzi się legenda drużyny Kociołka. Mimo chodem.

Nie ma tego złego?

Podoba mi się ta gra słów. Marcin Mortka nie kombinował z nadaniem złu bardziej mrocznego imienia, czy nazwy. Zło to zło, nie ważne pod jaką postacią. Dodatkowo drugi człon tego przysłowia idealnie sprawdza się w tej historii. Na dobre im to wyszło, ale wcale łatwo nie było.

Epicka przygoda?

Nie do końca. Owszem drużyna walczy ze Złem, czasami musi wydostać się z nie lada opresji, rozwiązać zagadkę zaginionej karawany, czy odkryć dworską intrygę, ale... nie jest to spektakularne raczej użyłabym stwierdzenia naturalna kolej rzeczy.

Nie miałam do tej pory okazji poznać twórczości Marcina Mortki. Jest to moje pierwsze spotkanie z nim. Przejrzałam książki, które stworzył i przetłumaczył i jest w nich bardzo dużo literatury dziecięcej. Myślę, że może być to jedyny zarzut do Nie ma tego złego. Patrząc przez pryzmat jego twórczości. Jego najnowsza książka fantasy jest zbyt łagodna, a postacie nie mają takich problemów, jakie powinny mieć, czyli większych, dużych, przeje... bardzo trudnych ;-). 

Zagarnąć z półki?

Oczywiście! To naprawdę kawał dobrego fantasy, przy którym każdy będzie się dobrze bawił. Chociaż historia mnie nie zaskoczyła, czytałam ją z wielką przyjemnością. Wszystko przez...

"...cycki - powiedział bard z pewnym żalem i pyknął z fajki. - Cycki, Kociołek, tyle spraw załatwiają, że głowa mała."

Tytuł:              Nie ma tego złego

Autor:             Marcin Mortka

Ilustracje:       Piotr Sokołowski

Wydawnictwo: SQN

Premiera:        24.02.2021

 

Za fantastyczną przygodę z Kociołkiem i jego drużyną, dziękuję Taniej Książce.


 

 

 

Follow by Email

Moje zdjęcie
Skarby na półkach
Kobieta, Żona, Matka. Piszę o tym co myślę, i robię. Najczęściej czytam książki i staram się aby moje dzieci wiedziały, ze są ciekawsze rzeczy niż siedzenie przed ekranem. Kontakt: skarbynapolkach@gmail.com kontakt@skarbynapolkach.pl