Plunderer (6-8) (Wydawnictwo Waneko)

Ah, jak ja lubię te mangowe czwartki. Zwłaszcza, że przed nami całe wakacje, a ja mam dla Was kilka super propozycji ;-). Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kontynuację Plunderer'a. Dlaczego? Bo to naprawdę wciągająca historia.


Czego się dowiadujemy?

W tych tomach możemy się dowiedzieć jakie wydarzenie wpłynęły na Rihito oraz co tak naprawdę stało się podczas wojny porzuconych. Dodatkowo poznajemy trochę więcej szczegółów dotyczących świata. No i nareszcie dowiadujemy się po co są liczniki!

Nie mogę Wam zdradzić szczegółów. Byłoby to zupełnie bezduszne z mojej strony ;-). Dlatego tylko takie ogólniki. Mogę Wam jednak powiedzieć, że związek przyczynowo-skutkowy dotyczący wojny porzuconych jest naprawdę interesujący. Może nie na głos, może nawet tylko w odmętach podświadomości, ale każdy zadawał sobie kiedyś to pytania. Jakie? Jeśli jesteście naprawdę ciekawi zapraszam do kontaktu. Publicznie nic nie powiem! ;-).



Podoba mi się

W mandze Plunderer główny wątek fabularny jest dobrze przemyślany. Wszystko ma swoje konsekwencje i każdy element układanki jest ważny. Podobają mi się również postacie. Wszystkie są istotne, każdej poświęcony jest jakiś fragment tej historii, ale...

Nie podoba mi się

Długo szukałam odpowiedniego słowa, niestety nic innego nie przychodzi mi do głowy. Niektóre konwersacje są po prostu głupie i zupełnie nie potrzebne. Często w dość niesmaczny sposób (cycki) przerywają fabułę. Okey. Ja rozumiem, że cycki są ważne, ale wolałabym się więcej dowiedzieć o tym, co działo się w głowie Rihito niż czytać (i oglądać) scenki z mocnymi podtekstami seksualnymi. Akceptuję to, że taka byłą koncepcja fabularna Suu Minazuki, ale tak dobra historia obroniła by się bez tego.

Ogólnie

Plunderer to bardzo ciekawa historia. Wielowątkowość, rysy psychologiczne oraz związki przyczynowo-skutkowe, powodują, że ciężko się oderwać. Niestety tak jak wspominałam wyżej, są pewne aspekty, które mnie po prostu drażnią. Jednak finalnie jestem na tak i z niecierpliwością czekam na rozwinięcie tej historii.

Za możliwość odkrycia możliwej odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, dziękuję Wydawnictwu Waneko




Magnesiaki (Alexander)

Lato! odczuwam pełną piersią (a uwierzcie mi, że jest czym ;-)). Tak mało czasu spędzamy w domu, że jest prawie czysto ;-). Dzieciaki nie mają kiedy nabrudzić.. Basen (najlepiej wydane 40 zł w te wakacje) i zjeżdżalnia ustawiona obok to godziny zabawy, zapewniam!
Wiadomo, że bywają dni, kiedy trzeba posiedzieć w domu, ale nie martwię się tym, ponieważ zawsze znajdę coś do zabawy.
Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić Magnesiaki od Alexandra.


Muszę przyznać, że jest to jedno z wydawnictw, które nie przestają mnie zaskakiwać. Nie tylko mają spory zasób gier planszowych, ale cały czas wymyślają coś nowego. Wychodzą na przeciw oczekiwaniom, które jeszcze nawet nie zostały wypowiedziane, a w niektórych przypadkach nawet pomyślane ;-).

No bo powiedzcie sami, czy znacie dziecko, które nie lubi magnesów, bo ja nie ;-). A jeśli magnesy przedstawiają coś, co dziecko naprawdę lubi to ja nie mam pytań. W Aleksandrze pracują po prostu geniusze ;-).



Wybór Magnesiaków jest duży. Są owoce, zwierzęta, maszyny, zawody. Każdy znajdzie coś dla siebie. Ja jak zobaczyłam, że są maszyny rolnicze wiedziałam, że Janek będzie piszczał z radości.  Mieszkamy na wsi, mamy gospodarstwo i ciągnik, więc zainteresowania mojego syna są do przewidzenia ;-). Co prawda na opakowaniu jest napisane, że najlepiej dla dzieci powyżej 3 roku życia, ale to chyba zależy od tego jak kto chce się bawić ;-).
Dla Klary wybrałam Straż pożarną. Staram się być otwarta na Jej zainteresowania, a że na razie padło na strażaków to bardzo się ucieszyłam, że i o tym pomyśleli ludzie z Alexandra.



Bardzo podoba mi się to, co przedstawiają ilustracje na magnesach. Byłam zaskoczona, że aż tyle jest sytuacji, maszyn, czy czynności, które są związane z rolnictwem i strażą pożarną. 
Jakość też jest bez zarzutów.  Magnesy są twarde i grube. Dobrze przyklejają się zarówno do lodówki jak i do ściany pomalowanej farbą magnetyczną. 

Jeśli chodzi o same zabawy z magnesiakami to tu już jest pełna dowolność. Dla Janka zabawą jest po prostu przyklejanie magnesów, mówienie o tym, co się na nich znajduje, czy po prostu wkładanie do pudełka. Klarze trzeba było jednak wymyślić coś więcej, więc zaproponowałam całej historii z magnesów. Posiłkowałam się trochę maszynami rolniczymi, ale z samej Straży Pożarnej też da się tworzyć fajne historie.







Uwierzcie mi na słowo. To się da połączyć. Wychodzi nawet w miarę logiczna historia. No... prawie ;-).

Jak dla mnie magnesiaki to (kolejny!) strzał w dziesiątkę. Bardzo dobrze oddane są wszelkie szczegóły i dziecko (chociaż ja też dowiedziałam się paru rzeczy, np. jak wygląda kombajn do kukurydzy) może poznać tajniki różnych zawodów (strażak, policjant), miejsc (budowa, zoo, gospodarstwo rolne), czy zwierząt. 
Więc, jeśli macie w domu małego człowieka, który interesuje się otaczającym go światem, to te Magnesiaki są właśnie dla niego ;-).

Za doskonałą alternatywę edukacji domowej, dziękuję Alexandrowi ;-)





Pan Cykada (Wydawnictwo Waneko)

Macierzyństwo dopadło mnie całkowicie. Tylko dzięki pisaniu postów wiem, jaki jest dzień tygodnia. Nawet niedziele nie różnią się znacząco, ponieważ mieszkając na wsi i tak wszystkie (całe dwa) sklepy są otwarte, więc niedziele niehandlowe mnie nie obowiązują ;-). Odpuściłam też wszelkiego rodzaju akcje edukacyjne. Nawet jeśli tego nie czuć to przecież są wakacje! Wydaje mi się, że Klara więcej łapie "w między czasie" niż kiedy ja z nią siadam do czegoś i próbuję tłumaczyć. Zaskakuje mnie swoją wnikliwością, analizą i obserwacją. Jakby tego było mało, Janek też rozwija się błyskawicznie. Wczoraj jedynymi dźwiękami, które wydawał było "mama" (w różnej intonacji ;-)), tak już dzisiaj ma całą gamę różnych dźwięków, ciekawe co będzie jutro ;-). Czasami warto odpuścić żeby zobaczyć, jak niektóre sprawy rozwijają się same.

Jeśli chodzi o postępy intelektualne, sama też u siebie obserwuje rozwinięcie niektórych procesów myślowych :-), dlatego mam dla Was dzisiaj lekturę trudną, bo niejednoznaczną. Wyjątkową, bo jest to poezja. Poezja zapisana w mandze.


Zacznijmy od końca

Eksperci w dziedzinie komiksu nagrodzili Pana Cykadę dwukrotnie. Tomik ten docenili ludzie z Big Comic Spiritis Monthly Afternoon.  Nie mówię, że musimy od razu traktować tę antologię jako perfekcyjne dzieło, ale... jeśli ludzie, którzy siedzą w komiksach całe życie, doceniają jakąś pracę, warto się z nią chociaż zapoznać.

o czym jest Pan Cykada?

I tu zaczyna się poezja ;-). W tym tomiku znajduje się 6 opowiadań, które poruszają bardzo egzystencjalne tematy. Piękno i brzydota, śmiertelna fascynacja, czy miłość i śmierć. Muszę szczerze przyznać, że nie mam pojęcia jak Ryuko Iwabuchi zamknęła w czerni i bieli tyle odcieni życia, ale udało jej się to. 

Wrażenia

Czytając Pana Cykadę czułam się dziwnie. Budziły się we mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony umysł domagał się racjonalnego wyjaśnienia, postawienia sprawy konkretnie, z drugiej, kątem oka widziałam to, co mi umyka i daje do myślenia. 
Jestem naprawdę zachwycona i oszołomiona  tą mangą. Podobało mi się to w jaki sposób autorka operuje metaforami oraz to w jaki ścieżkami myślowymi nas prowadzi. Ryuko Iwabuchi zostawia nam tyle otwartych drzwi, że tylko od nas zależy właściwa interpretacja. 

Dla kogo?

Zdecydowanie dla starszych odbiorców, którzy lubią porozmyślać o takich filozoficznych kwestiach.

Ogólnie

Byłam zaskoczona tym, że istnieje coś takiego jak poezja w komiksie. Wydawało mi się, że już bardziej skrócić się tych tekstów (dialogów) nie da ;-). A dostałam coś, co mnie totalnie zaskoczyło i oczarowało. Ciężko przejść obok Pana Cykady obojętnie, ponieważ zostawia po sobie pewien niedosyt. Może to dlatego, że tak na prawdę nie znamy odpowiedzi, a może to dlatego, że chcielibyśmy więcej...

Za te egzystencjalne rozterki na progu wakacji, dziękuję Wydawnictwu Waneko


Legendy Warszawskie (Wydawnictwo RM)

Okazuje się, że jednak alergia mi nie przeszła. Teraz mam po prostu mocniejsze napady. Z wiekiem coraz gorzej  to przechodzę, dlatego zaczynam poważnie zastanawiać się nad odczulaniem, tylko... czy to coś da... Niestety przez to jestem totalnie nie zdolna do niczego. Wyjście na spacer kończy się zalaniem łzami i katarem, a przecież nie da się siedzieć w domu w tak piękną pogodę! Dochodzi jeszcze jeden problem robale. Nie wiem jak u Was, ale u mnie po godzinie 18, czyli mniej więcej kiedy całe podwórko jest już zacienione, trzeba uciekać do domu, bo nie można nawet chwili ustać nie odganiając się od komarów, much, czy jeszcze innych owadów. Masakra! Jadę dzisiaj po jakieś specyfiki, bo dzieciaki są już strasznie pogryzione.
Nic tylko siedzieć w domu i... czytać książki ;-). Pomyślcie o tym. Same korzyści. Siedzisz w domu, nic Cię nie gryzie, jak masz to włączasz sobie wiatraczek albo klimatyzację i czytasz książki. Ja nie widzę minusów takiego rozwiązania. Moje dzieciaki jednak nie akceptują tego genialnego pomysłu spędzania wolnego czasu i większość dnia spędzamy na dworze.


Jak już wiecie przepadam za mitologią. Nie mogę uznać się za wielką znawczynię, ale lubię. Kopalnia wiedzy o świecie i inspiracji. Jak już Wam wspominałam, interesują mnie różne gałęzie tego gatunku. Nie tylko narodowe, ale i te bardziej lokalne. Zwłaszcza jeśli chodzi o nasze, rodzime mity i legendy, bo to pokazuje jakimi drogami wędrowały te historie i czym inspirowali się ludzie aby wymyślić takie opowieści. Dlatego dzisiaj mam dla Was coś z naszego rodzinnego podwórka ;-)



Te legendy są mniej więcej wszystkim znane. Gdzieś te motywy ciągle pojawiają się w naszej kulturze. Przykładem może być seria Legendy Polskie od Allegro. Jeśli nie mieliście okazji jej poznać to bardzo polecam. Ja jestem jej wielką fanką. 
No, ale jak widać mity i legendy ciągle krążą w okół nas. Ludzie lubią opowiadać historie, dodawać elementy fantastyczne, umiejscawiać je w realnym świecie. Dlatego warto wiedzieć, co już zostało wymyślone ;-)



W tej książce zostały zaprezentowane 4 najpopularniejsze legendy. Znalazło by się jeszcze parę, np. czarna wołga ;-). Nieee no, żarcik. Skupmy się na konkretach. 

Podoba mi się to, jak zostały opisane te legendy. Wiadomo, są one skierowane do dzieci, dlatego nie ma bardzo drastycznych szczegółów, ale warto zauważyć, że mocniejsze momenty występują.
Podoba mi się też to, że nie jest to suchy tekst. Pani Marta Dobrowolska - Kierył zadbała o to żeby to była opowieść. Występują tu nie tylko opisy, ale i dialogi. Dzięki czemu akcja nie jest taka odrealniona.
Podobał mi się również dobór imion. Okey. może nie są jakieś wyszukane, czy starosłowiańskie, ale Miłka? Tak dawno nie słyszałam tego zdrobnienia, że jestem nim całkowicie zauroczona. Takie detale sprawiają, że przyjemniej się czyta takie historie.

Noooo, nie zapomnijmy o ilustracjach wykonanych przez Annę Batte. Dziwne, bo zawsze myślałam, że wolę bardziej komiksowe ilustracje, niż takie graficzne. Okazuje się jednak, że to zależny gdzie ;-). Złota Kaczka w wykonaniu Pani Ani jest po prostu genialna.


Hipnotajzing, czyż nie ;-)? Nic dziwnego, że zdobi ona okładkę Legend Warszawskich



Jeśli mogę być szczera (a z Wami przecież mogę :-)). Miałam mieszane uczucia, co do tej książki. Różnych wydań legend polskich jest u mnie naprawdę sporo. Po co więc kolejna? Okazuje się, że warto poznać różne wersje aby stwierdzić, która z nich jest najlepsza, ale nie najlepsza ogólnie, tylko najlepsza dla Nas. 
Legendy Warszawskie Wydawnictwa RM to jedno z lepszych wydań jakie miałam okazję czytać. Nie polecam ich jednak czytać maluchom. Uważam, że dzieciaki w wieku szkolnym lepiej sobie poradzą z tymi historiami :-).

Za możliwość odkrycia tajemnicy Warszawy ;-) Dziękuję Wydawnictwu RM


Chłopiec bez przeszłości (Wydawnictwo AlterNatywne)

Wakacje, ah, wakacje... sorry, już nie w tym życiu ;-). Ja już się nawakacjowałam, teraz czas na młodszych ;-). Co nie zmienia jednak faktu, że wakacyjny czas to coś, co naprawdę lubię. Wszelkie pyłki (niestety, dla mnie to jednak priorytet normalnego funkcjonowania) przekwitają, pogoda zachęca do wszelakich aktywności na świeżym powietrzu, choćby siedzeniu (bo tu też przecież trzeba napiąć i rozluźnić pośladki ;-)). Dzięki tak korzystnej aurze, czas jakby zwolnił. Okazuje się, że można znaleźć czas (w moim wypadku po prostu więcej czasu) na czytanie. Dlatego dzisiaj chciałabym Wam polecić książkę, która jest idealna na zabranie jej na wakacje :-)



Opis


Rok 2068.

Jaś budzi się w zrujnowanym mieście. Nie pamięta, skąd pochodzi ani kim jest. Nie wie nawet,ile ma lat. Jedyne, co ma, to zdjęcie przedstawiające najprawdopodobniej jego rodzinę. Zaczyna więc budować swoje życie na nowo.

Niestety nie wszyscy, których spotyka na swojej drodze, mają dobre zamiary. Wykorzystywany przez opiekuna, poniżany w szkole, musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Kiedy wszystko wali mu się na głowę, poznaje Miyamoto Musashi, mistrza sztuk walki, który bierze go pod swoją opiekę i oferuje nowe życie.

Tymczasem Ziemia staje w obliczu zagrożenia z kosmosu...

Wrażenia

No dobra, przyznaję, że nie jest to optymistyczna lektura, ale... fabuła jest intensywna, że na pewno nie można się z nią nudzić.
Na początku czułam się mocno zdezorientowana. No bo jak to, mały chłopiec, który nic nie pamięta, nie wie, gdzie jest jego rodzina, ani totalnie nic o otaczającym świecie? Żeby chociaż jakiś ślad, znak, gdzie szukać? Dlaczego ciągle trafia na złych ludzi, którzy chcą go tylko wykorzystać? Mało Go nieszczęść spotkało w życiu? Chyba, że...


Plusy

Podoba mi się to jak została zbudowana fabuła. Umiejscowienie akcji w zniszczonej Warszawie, która nie tylko przypomina o swojej dawnej przeszłości, ale ludziom nie zależy na tym, aby cokolwiek z tym zrobić.
Podoba mi się również ten ogólny pesymizm. Każdy dba tylko o siebie i chociaż obraz rzeczywistości jaki się przez to przedstawia jest drastyczny, to jednak ani trochę nie jest przesadzony. 

Minusy

Za dużo! W pewnym momencie jest tyle wątków, że trochę sobie nawzajem przeszkadzają. Okey, dzięki akcja toczy się naprawdę szybko, ale kiedy dochodzi do punktu kulminacyjnego, pojawia się chaos.

Ocena

Chłopiec bez przeszłości bardzo mnie wciągnął. Podobał mi się obraz przyszłości wykreowany przez Karola Lipińskiego. Jest w tym trochę ułańskiej fantazji i popularnych motywów, ale dzięki temu wiemy, że możemy się spodziewać dużej dawki akcji :-). 
Dlatego bardzo Wam polecam tę książkę, zwłaszcza, na ten wakacyjny, leniwy czas :-)

Za tą pesymistyczną wizję Naszej przyszłości ;-) dziękuję Wydawnictwu AlterNatywnemu


Ta historia, nie umie się znudzić ;-) (Haru Stories)

Oglądając memy o tym, że 2020 to nowy 2012, śmiałam się, śmiałam się w głos. To było takie zabawne... było, bo teraz już się nie śmieję. Apokalipsa to może za duże słowo, ale na pewno coś się zaczęło. Klęska za klęską. Co chwilę coś nowego. A przypominam, że mamy dopiero czerwiec, przed nami druga połowa roku! Mogłabym napisać, że męczy mnie już to wszystko, ale tu przecież nie chodzi o mnie, świat stanął na głowie i chyba mu tak wygodnie, bo przynajmniej ludzie mu tak nie dokuczają...nagle zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, że to, co robimy ma wpływ na to jak żyjemy. Nagle okazuje się, że nie my tu dyktujemy warunki. 
Nie staram się panikować, ani popadać w paranoję. Po prostu jestem świadoma tego, że na naszych oczach zachodzą wielkie zmiany i jestem ciekawa, co z tego wyniknie...

Fatalistycznie się zrobiło... czas zmienić temat na bardziej przyjemny. 


O puzzlach Haru Stories już Wam kiedyś pisałam. Dokładnie O TU. Pamiętacie mój zachwyt nimi ;-)? Bo ja pamiętam doskonale. Przepiękne grafiki, które całkowicie wpasowują się moją estetykę. Jakość wykonania, która pozwala, na pierwszy rzut oka stwierdzić, że mamy do czynienia z produktem wysokiej klasy. No i czas jaki się spędza, układając te puzzle należy zaliczyć do przyjemności i relaksu (jakby ktoś nie wiedział po co się układa puzzle ;-)). To tak oczywiście w skrócie. Bo wychwalać mogłabym cały dzień.



Kiedy dowiedziałam się, że pracują nad nowym projektem, tym razem skierowany do dzieci, aż skakałam z radości, bo oznacza to, że moje dzieciaki już nie długo też będą mogły zakochać się w tych puzzlowych historiach. Oczywiście jest to zupełnie nowy pomysł z zupełnie nowymi grafikami. Ja nie mogę się doczekać! Jest tylko jedno małe ale... 
Haru Stories potrzebują naszej pomocy!
Niestety pieniądze nie rosną na drzewie, a konta bankowe nie wypełniają się same (magicznymi liczbami). Dlatego twórcy tych przepięknych puzzli utworzyli zbiórkę na jednym z portali crowdfundingowym. Tam opisują wszystko. Od tego jak zaczynali, co stworzyli i do czego dążą, aż po konkrety, czyli tzn. "how much milion dolars" ;-). Szczegóły poniżej.



Aż serce ściska, że takie fajne inicjatywy muszą szukać wsparcia. Nie powinny szukać, powinny je mieć. Tak od razu i na starcie! Jednak osoby odpowiedzialne za stworzenie Haru Stories się nie poddają, działają, myślę, że nawet nie siedzą (bo nie mają czasu!) ;-). Dlatego z tak wielką determinacją staram się prezentować ich puzzle i bardzo kibicuję temu projektowi. Gdybyście byli zainteresowani tym, co jeszcze ciekawego tworzą zapraszam Was na Haru Stories, gdzie można kupić puzzle z kolekcji Festival.




Od mojego pierwszego spotkania z Haru Stories moje uczucie do ich puzzli się nie zmieniło. Uwielbiam przyglądać się tym grafikom i odkrywać nowe szczegóły. Chociaż udało mi się (co nie jest wcale takie łatwe i oczywiste ;-)) ułożyć parę razy Festival to mam w planach kolejne układania :-). Teraz przede mną Łódź Podwodna, a może (mam nadzieję!), że wkrótce całkowicie nowa seria, która już z samej wstępnej koncepcji już do mnie przemawia!

Wspierajmy, pomagajmy, ulepszajmy <3



Mity Greckie. Bogowie i Herosi (Wydawnictwo RM)

Powoli zaczynam dochodzić do siebie, chyba to, na co jestem uczulona (w skrócie jestem uczulona na życie na wsi;-)) już nie pyli. Zdarzają mi się jeszcze "ataki", ale najgorsze minęło. Wracam do żywych! Nadszedł też czas żeby zacząć traktować pandemię wakacyjnie. Wiadomo, wszystko się zmieniło. Musimy uważać, zachowywać odległości, przestrzegać zasad higieny! Ale Polacy powoli ruszają na wakacje. Mnie też trochę nosi. Z chęcią bym się gdzieś wybrała, ale wolę jeszcze trochę poczekać. I tak moim zdaniem na zakończenie pandemii będziemy musieli jeszcze długo poczekać. Na szczęście mogę sobie pozwolić na przydomowy basen. Jest woda, zabawa i blisko do domu. Kiedyś miałam nadzieję, że jak dzieciaki będą już na tyle duże żeby się sobą zająć, ja będę mogła usiąść i po prostu poczytać...ale nagle okazało się, ze im dzieci starsze tym więcej pomysłów mają i moje marzenia legły w gruzach. Dlatego staram się połączyć przyjemne z pożytecznym i czytam książki dla dzieci, w razie czego mogę przeczytać na głos i wszyscy zadowoleni. Dlatego dzisiaj mam dla Was klasykę. Mogę nawet stwierdzić, że jest to klasyka gatunku! Ciekawi ;-)?



Nie będę streszczać ani spoilerować, bo większość zna, a Ci, którzy nie znają na pewno czują w tym temacie wielką pustkę i raz dwa nadrobią zaległości ;-). Ja mitologię (nie tylko Grecką) przerabiałam nieskończoną ilość razy. pokochałam te historie,jak tylko pierwszy raz o nich usłyszałam (chyba w okolicach podstawówki), potem już poszło z górki. Mity są bardzo ważnym elementem kultury, więc siłą rzeczy na studiach też nie dały mi o sobie zapomnieć ;-). Mój egzemplarz mitologii (Parandowskiego) jest w opłakanym stanie, ale jeszcze na pewno mi posłuży. Mam nadzieję, że moje dzieci wypiły z mlekiem matki zamiłowanie do mitów. Jednak wolałam się zabezpieczyć i chcę zacząć je zapoznawać z tymi historiami już teraz (będziemy je katować tyle razy, aż polubią ;-)). Dlatego moją uwagę zwróciło wydanie napisane przez Joannę Zarębę, zilustrowane przez Grzegorza SobczakaWydawnictwa RM

Ilustracje

Zacznijmy od końca, bo jak wiadomo, na początku był Chaos ;-). W ilustracjach zastosowano tylko 3 kolory, co sprawia, że wszystko jest czytelne i dynamiczne. Kreska jest prosta i konkretna, dzięki czemu grafiki są klarowne. O ile znam naprawdę dużo opracowań tych mitów, tak z ręką na sercu mogę powiedzieć, że ilustracje w tym wydaniu należą do jednych z lepszych jakie widziałam. 




Bardzo podoba mi się ten kontrast, to chyba właśnie on przyciągnął mnie do tej książki ;-)

Treść

Jak już wspominałam, nie będę pisać o czym są te mity. Wolę skupić się na tym jak zostały podane. Tekst ma formę trochę opowieści, trochę rozmowy. Autorka zadbała o to, aby tekst był przystępny dla dzieci. Tłumaczy wszystko, dzięki czemu nawet najmniejszy element historii jest zrozumiały. Związki przyczynowo-skutkowe są opisane bardzo konkretnie. Ubolewam trochę na tym, że pani Joanna nie wdała się w szczegóły, ale zdaje sobie również sprawę, że zbyt dużo wątków mogłoby zdezorientować młodego odbiorcę. Dlatego, nie czepiam się... szczegółów ;-). Podoba mi się również to, jak autorka wciąga czytelnika w dialog. Zadaje pytania, na które sami mamy odpowiedzieć, ale nie bójcie się, swoje opowiadanie kieruje w taki sposób, że odpowiedzi nadchodzą same.


Wrażenia

Dla mnie lektura mitów to zawsze przyjemność. Tym bardziej było mi miło przypomnieć sobie niektóre historie. No i te niesamowite ilustracje <3. Jak dla mnie totalny niezbędnik. Myślę, że ten egzemplarz będzie nam długo służył, zwłaszcza jako pomoc naukowa, ponieważ jest bardzo dobrze opracowany. 

Myślę, że moje dzieci będą zachwycone tym, że będą MUSIAŁY ;-) polubić mity. Dziękuję Wydawnictwu RM za to świetne wydanie <3


Follow by Email

Moje zdjęcie
Skarby na półkach
Kobieta, Żona, Matka. Piszę o tym co myślę, i robię. Najczęściej czytam książki i staram się aby moje dzieci wiedziały, ze są ciekawsze rzeczy niż siedzenie przed ekranem. Kontakt: skarbynapolkach@gmail.com kontakt@skarbynapolkach.pl