Plunderer (tom 1-5) (Wydawnictwo Waneko)

Dzień dziecka minął, a więc koniec ten sielanki! Czas wracać do normalności! Taaaaaki żarcik na dobry początek ;-) Bo nie wiem jak u Was, ale u mnie dni wyglądają bardzo podobnie i nie ma różnicy czy jest to dzień dziecka, matki, ojca, czy słońca ;-). Sielanka trwa cały czas, no chyba, że się dzieci obudzą ;-). Nie no, nie mogę narzekać. Wiadomo, że nie zawsze jest łatwo, a słowa jakie cisnął się na usta do przyjemnych nie należą, ale nawet nie spodziewałam się, że będzie lekko, miło i przyjemnie. W końcu wychowanie małego człowieka to cały wachlarz możliwości (dziecka oczywiście), atrakcji (nigdy nie wiesz, co Cię spotka) oraz... uczuć (rodzice dzieci w każdym wieku wiedzą o co chodzi, a Ci którzy dzieci nie mają, na pewno zdają sobie sprawę jakie konsekwencje może wywołać zły kubek do kakao ;-)). Ogólnie, nie narzekam, mogło być gorzej,  mogłam np. nie mieć w ogóle czasu na czytanie, aż strach pomyśleć... na szczęście moje dzieciaki  rozumieją moje zamiłowanie do książek i czasami nawet śpią trochę dłużej żebym mogła poczytać ;-)

Chciałabym Wam przedstawić pewną mangę, do której mam tak mieszane uczucia, że sama nie wiem, czy jestem bardziej za, czy bardziej przeciw.


Plunderer

Na początku główną bohaterką jest Hina, dziewczyna znikąd. Ostatnim życzeniem jej matki przed śmiercią było aby Hina odnalazła czerwonego barona. Więc nie mając innej alternatywy, wyrusza na jego poszukiwania, tylko, że... nic nie wie o świecie, w którym żyje, nie zna panujących tu zasad ani podstawowych kryteriów przetrwania. Kiedy trafia na czerwonego barona, okazuje się, że nie jest on w stanie jej pomóc (na początku ;-)). Tak naprawdę to czerwony baron (Rihito Bach) jest głównym bohaterem tej mangi. Poznajemy jego zagmatwaną historię oraz motywy działania. Ogólnie bardzo fajnie nakreślona fabuła.

Świat (y)?

Tym światem rządzą liczby. Im wyższy wynik na liczniku tym większa władza. Licznik może wskazywać różne rzeczy. Ilość zabitych ludzi, ilość przebytych kilometrów, czy ilość dobrych uczynków, różnie. Fajne. Tylko tę regułę można ominąć. Posiadacze artefaktów (ogólnie są one zabronione, ale wiadomo, niektórzy mogą, a ci co nie mogą i tak korzystają, bo mają) mogą mieć więcej niż jeden licznik. Jednak kiedy licznik dojdzie do zera, wtedy pochłania cię otchłań. Czym jest otchłań? nikt do końca nie wie, jedni mówią, że to nicość, inni, ze to portal do innego świata. Ile jest w tym prawdy i kto ma rację? Trzeba dowiedzieć się samemu ;-)

Bohaterowie

Mamy młodą dziewczyną, która dopiero poznaje otaczający ją świat, tajemniczego czerwonego barona, który skrywa wiele tajemnic, panią sierżant, której głównym celem (licznik) jest niesienie pomocy oraz porucznika, który zawsze kieruje się swoimi wartościami, tj. łapanie złoczyńców. Mieszanka dość ciekawa, no i wybuchowa ;-) 

Zarzuty

Na pewno zżera Was ciekawość dlaczego mam tak mieszane uczucia ;-). Pierwszym zarzutem jest aspekt pornograficzny (hentai), rozumiem, że jest to (w większości wypadków) wątek humorystyczny, ale fabuła jest tak ciekawie zbudowana, że jest to zbędne. 
Plunderer ma w sobie też to, co zarzucają wszyscy przeciwnicy mangi. Kobiece proporcje nie są zachowane. Oznacza to drobne ciała z olbrzymimi piersiami. Jak dla mnie ok. Jestem przyzwyczajona do takiej estetyki, dlatego nie robi to na mnie wrażenia, ale wiem, że jest to jeden z podstawowych zarzutów wobec mang.




Atuty

Fabuła! Jeśli miałabym porównać Plunderer do czegoś innego to takie połaczenie Rurouni Kenshin z Full Metal Alchemist i tak troszeczkę The Slayers. Dobrze się to czyta, historia rozwija się na tylu płaszczyznach, że ciężko się nie wciągnąć. 

Kreska! Pomijając wyskakujące piersi ;-). Mi się podoba. Każda postać ma w sobie coś charakterystycznego, co dobrze pasuje do jej charakteru i łatwo ją dzięki temu odróżnić od innych. A to wbrew pozorom bardzo ważne, ponieważ przy takiej fabule postacie mogą zlewać się w jedno.

Humor!  Znowu pomijając cycki ;-). Okazuje się (eureka!), że nie tylko na nagości można zbudować fajne, humorystyczne sceny. Może nie śmiałam się w głos, ale heheszki były zacne ;-)


Podsumowanie

Jeśli przyzwyczaisz się do humoru często nawiązującego do podtekstów erotycznych oraz postaci z nieproporcjonalnie dużymi piersiami (jakby to powiedział mój mąż, do czego tu się przyzwyczajać ;-)), to czeka Cię niesamowita historia. Pełna walki, zrywów akcji i nietuzinkowych bohaterów. Tak jak to w dobrej mandze być powinno ;-)

Za odkrycie kolejnej (!) niesamowitej mangi dziękuję Wydawnictwu Waneko



A jakby ktoś był bardziej zainteresowany tematyką mangi i anime to zapraszam na Grupę ;-)

Kolorowa Edukacja (Wydawnictwo RM)

Nadszedł dzień, na który wszyscy czekali ;-) Nooo... może prawie wszyscy. Dzień Dziecka. Kupiłam drobne upominki, ale tylko dlatego, że dałam się skusić promocją w sklepie ;-). Jeśli jesteście ciekawi, co takiego, zapraszam na Facebooka. Jednak nie jest to punkt kulminacyjny w świętowaniu tego wyjątkowego dnia :-). Zaplanowałam.... a jakże naukę przez zabawę ;-). Dlatego dzisiaj chcę Wam przedstawić coś, co sprawi, ze żaden temat nie będzie trudny, czy nudny.

Kolorowa Edukacja



Mój blog powstał po co, aby dzielić się z Wami wartościowymi rzeczami. W skrócie - skarbami. Nie jest to łatwe, ponieważ jest tego naprawdę dużo. Jednak tym razem mi się udało. Mam!. Kolejny skarbKolorowa Edukacja to kolekcja, która zawiera  w sobie wszystko to, co powinna mieć ciekawa literatura dla dzieci. 

Interesujące treści

Ja na początek postawiłam na patriotyczną tematykę aby przybliżyć Klarze trochę temat, ale w kolekcji można znaleźć również dinozaury, pojazdy czy zwierzęta świata. Dodatkowo tekst jest krótki i zrozumiały. Parę zdań o każdym zagadnieniu aby nie pogubić się za bardzo.












Grafika

Jak widać powyżej  wszystko jest czytelne. Charakterystyczne elementy, np. określonych gatunków ptaków, są zachowane dzięki temu łatwo je rozróżnić i zapamiętać. Dodatkowo można je jeszcze pokolorować, to już całkiem pomaga utrwaleniu w pamięci :-).

Naklejki

Wiadomo, naklejki są najważniejsze, bez nic nic nie ma sensu ani prawa bytu. Otóż moi Drodzy, Wydawnictwo RM naprawdę się postarało. Naklejki są niesamowite. Wybrali piękne zdjęcia. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że takie grafiki nadawałyby się również na fototapetę ;-)




Jak Wam się podoba ta kolekcja? Bo mi bardzo. Przyznam szczerze, że przyroda, środowisko, biologia, czy geografia nigdy nie były moimi ulubionymi przedmiotami. Nie przyglądałam się za bardzo otaczającemu mnie światu. Aż pojawiły się dzieci. Dzieci, które są ciekawe i zadają pytania. Dlatego bardzo cieszę się, że trafiłam na tę kolekcję. 
Dzięki niej nie odpowiadam na każde pytanie "nie wiem" tylko "chodź, sprawdzimy" :-).

Za możliwość odkrycia piękna Naszej Polski, dziękuję Wydawnictwu RM.










MAGI: the labyrinth of magic (tom 1-5) (Wydawnictwo Waneko)

Czy wiecie, że...zbliża się dzień dziecka? Nie będę ukrywać, ze ja dowiedziałam się dopiero dzisiaj. Czasami naprawdę nie wiem w jakim ja świecie żyję. Żyję sobie w moim maluteńkim świecie, w którym dzień mija za dniem, najczęściej świeci słońce i wszyscy są szczęśliwi. I nagle jeb. Brutalne zderzenie z rzeczywistością. Przykładem może być właśnie dzień dziecka. Nie, nie chodzi mi o to, że MUSZĘ kupić dzieciakom prezenty, obejdą się. Myślę, że są na tyle małe, że nawet nie zorientują się, że taki dzień jest, trwa, czy minął. Ale fajnie by było jakoś po świętować. No nie wiem wycieczką? Jak dla mnie plusem takich wyjątkowych dni jest to, ze motywują do działania. Siedzimy (bo musimy i chcemy ;-)) cały czas w domu. To może z okazji dnia dziecka warto ruszyć tyłek. Okazało się, że w okolicy, w której mieszkam znajdują się bardzo urokliwe miejsca, więc... spakuję dzieciaki w samochód (niestety wycieczki rowerowe jeszcze nie wchodzą w grę) i pojedziemy zwiedzać okolicę :-). Wam też proponuję żeby wymyślić coś mniej materialnego, bo i pieniędzy nie trzeba wydawać i zdrowszym się będzie ;-).
Jeśli chodzi zaś o dziecięcy zachwyt... mam dla Was wyjątkową mangę.


Fabuła

Na wozie Alibaby pojawia się Alladyn. Resztę już znacie ;-). A tak serio to Alladyn jest chłopcem, pojawił się znikąd. Nikt (nawet on) nie wie kim jest, skąd pochodzi i jak się tu znalazł. Niby zwykły chłopiec, ale ma pewien magiczny artefakt, flet, z którego wychodzi dżin. Noooo... prawie wychodzi ;-).Cała fabuła osadzona jest na klimacie bliskiego wschodu. Można zauważyć tu inspiracje baśniami 1001 nocy. Więc na prawdę sporo się tam dzieje ;-).

Świat

Chociaż świat jest bardzo mocno związany z fabułą to uważam, że warto go wyróżnić. Oprócz klimatu bliskiego wschodu mamy tu do czynienia z wszechobecną magią. Na ziemi pojawiły się tajemnicze labirynty, które kuszą bogactwem i magicznymi artefaktami. Niestety tak samo jak kuszą, tak samo okazują się śmiertelne, dlatego zdobywcy labiryntów to prawdziwie gwiazdy.  Dodatkowo świat w Magi jest bardzo brutalny. Niewolnictwo, bieda, poniżanie są na porządku dziennym. Myślę, że to jeden z fenomenów tej mangi. Im bardziej niesprawiedliwe traktowani są ludzie tym bardziej główni bohaterowie chcą to zmienić i im pomóc, a my dzielni czytelnicy chcemy zobaczyć to jak zmieniają świat na lepsze.

Bohaterowie

Pierwszy wiadomo jest Alladyn, który jak się okazuje jest Magim czyli istotą o ponadprzeciętnych zdolnościach magicznych. Tylko, ze... on jeszcze nie wie  jak z tego korzystać i ogólnie jak poruszać się po tym świecie. Alibaba. Handlarz. Ale coś za bardzo wykształcony i charyzmatyczny jak na zwykłego kupca ;-). Morgiana. Niewolnica z Ciemnego kontynentu, która charakteryzuje się niezwykłą zwinnością i siłą. 



Kreska

Idealna. Nie sądziłam, że będę mogła kiedyś coś podobnego o mandze, ale wszystko mi się podoba. Postacie są fajnie narysowane, świat jest ciekawie przedstawiony, elementy humorystyczne naprawdę bawią. Po prostu zakochałam się w ten mandze po uszy!





Tom 1-5

Czego się można z nich dowiedzieć? Poznajemy szczegółową historię głównych bohaterów, okazuje się, że to nie jest tak jak wygląda. Alladyn nie jest zwykłym chłopcem, tylko Magim, Alibaba jest..., a kajdany niewolnictwa to nie tylko te zakładane na ręce i nogi...a to dopiero początek historii.

Wrażenia


Nie będę obiektywna ;-). Nie sądziłam, że moje serduszko jeszcze kiedyś mocniej zabije dla mangi, ale stało się. Najbardziej podoba mi się złożoność fabuły. Mamy niby paru głównych bohaterów, ale wątki, które się rozwijają tkają istną sieć. Dla sceptyków dodam, że pomimo tego, ze sieć jest misternie utkana to bez problemu można się w tym wszystkim odnaleźć.

Za możliwość odnalezienia nowej miłości dziękuję Wydawnictwu Waneko





kreatywne klocki Plus Plus

Poniedziałek! Ahhhhh... można powrócić do...  no właśnie do czego? Każdy dzień wygląda tak samo, jedyną odmianą jest niedziela, kiedy pozwalam Klarze (Janek jeszcze nie jest zainteresowany) na cały dzień oglądania bajek.I chociaż staram się zapewniać moim dzieciakom różne atrakcje to Klara i tak najchętniej cały czas oglądałaby bajki. Nie poddaje się jednak, zdarzają się tak interesujące rzeczy, że nawet Ona rezygnuje z oglądania na rzecz zabawy ;-). Tak właśnie jest z klockami Plus Plus



Wyglądają niepozornie, prawda? Ot, takie paczuszki. Skąd można wiedzieć, że kryją się w nich prawdziwe skarby. Dzieciaki od razu wyczuły, że to coś fajnego i ciągle chciały je otworzyć, no ale byliśmy akurat podczas obiadu, więc przyjemności musiały poczekać ;-).



Zaczęliśmy oczywiście od tych większych żeby i Janek mógł coś potworzyć, a nie tylko rozrzucać drobne elementy po całym pokoju. Myślałam, że będzie jak zwykle. 15 nooo 20 minut i po zabawie, ale siedzieliśmy ponad 30 minut i muszę przyznać, że te klocki się nie nudzą. Jest tyle możliwości układania, tyle można wymyślić zabaw, że naprawdę nie można się nudzić. No, ale okey. Pobawiliśmy się, schowałam je do pudełka, odłożyłam. NIE. Janek nie skończył zabawy i był bardzo niepocieszony tym, że zabrałam klocki. Nastał kolejny dzień. Kiedy tylko się obudzili, znowu chcieli układać i układali by pewnie cały dzień gdyby nie mocno kusząca alternatywa skakania po kałużach ;-). Nastała niedziela, dzień bajek. Klara zazwyczaj nie rusza się ze swojej pufy. Nawet spacer nie jest tak pociągający kiedy wie, że może oglądać bajki. Ale...wygrały klocki! Naprawdę jestem pod wrażeniem tego, jak dzieciaki się wciągnęły i jakie fajne budowle tworzą.




Wiadomo, ze względu na wiek, Klara tworzy bardziej zróżnicowane budowle, ale Jankowi nie przeszkadza to po prostu dobrze się bawić ;-).

Zalety

1. Jakość ! Klocki są wytrzymałe, nie wyginają się, mają ładny kolor. Na pewno będą służyły przez długi czas.
2.Wielkość. Klocki są dostosowane do wieku, więc zabawę z nimi może zacząć naprawdę małe dziecko. Wiadomo im starsze dziecko tym mniejsze klocki i więcej możliwości układania. 
3. Możliwości. Jak już Wam wspomniałam jest tyle możliwości układania, że na pewno zabawa szybko się nie znudzi. Można inspirować się internetem, ponieważ jest tam mnóstwo budowli z klocków Plus Plus, ale ja polecam wymyślania własnych patentów ;-)



Wady

Jest jedna. Bardzo poważna. Nie wiem dlaczego dowiedziałam się o tych klockach dopiero teraz! Są po prostu REWELACYJNE! Innych wad nie znam ;-).

Także jakbyście widzieli takie logo. To bierzcie w ciemno ;-)

Za możliwość odkrycia klocków Plus Plus dziękuję sklepowi  Mokopico




Raven (Wydawnictwo AlterNatywne)

Na pewno widzieliście te wszystkie memy "producenci maseczek po kwarantannie", "producenci płynu do dezynsekcji" i tak dalej i tak dalej, ale jak tak DALEJ pójdzie to krocie zarobią również składy opału. Ależ jest zimno. Siedzę w bluzie, ręce mi grabieją, myślę o jakimś kocyku. Zawsze byłam zmarzluchem, ale to już przechodzi moje wyobrażenia, przecież mamy końcówkę maja!
Żeby się trochę rozgrzać postanowiłam, dzisiaj tj. w sobotę napisać dla Was bonusowy wpis. Jestem na świeżo po przeczytaniu, więc z głowy nie uleciały mi wszystkie za i przeciw ;-)



Opis Wydawcy

Kiedy znaleziono ją bosą, ubraną w długą, białą suknię na dnie otwartego grobu wykopanego w lesie, dziewczyna przysypana płatkami czerwonych róż wyglądała, jakby miała zaraz się obudzić. Jednak była martwa. Blisko sto lat później historia leśnej mogiły się powtarza...
Na obrzeżach małego miasteczka zaczynają dziać się dziwne rzeczy. W krótkim czasie w niewyjaśnionych okolicznościach w lesie pojawiają się kolejne trupy. A wszystko to zbiega się z bardzo nietypową i mrożącą krew w żyłach próbą samobójczą młodziutkiej Miriam Longo. Czy jej zrozpaczona matka znajdzie w pamiętniku dziewczyny odpowiedź na pytanie, dlaczego córka targnęła się na swoje życie? I kto zrobił jej makabryczne zdjęcia?
Agnes Prim, lekarka z miejscowego szpitala psychiatrycznego, z racji wykonywanego zawodu przyzwyczajona jest do "nietypowych" zdarzeń, musi być bardzo racjonalna i twardo stąpać po ziemi. W pracy dzielnie wspiera ją stażysta Maks Fergot. Jednak czy to, co czai się w lesie, na pewno jest tylko wytworem umęczonego umysłu ich pacjentki...?

Wrażenia

Kiedy zabierałam się za ta książkę pomyślałam, o coś mocniejszego, z mrocznym klimatem. Sam opis jest bardzo obiecujący. Horror w stylu egzorcyzmów, dodatkowo samobójstwo i jakaś przedawniona zbronia. Super połączenie. Niestety to nie jest do końca tak. Raven bardziej kojarzy mi się z analizą psychologiczną niż z horrorem. Oczywiście są elementy, które nadają tej historii bardzo mroczny wydźwięk, ale ja nie nazwałabym jej horrorem

Plusy

Tak jak już wspomniałam, jest to bardziej analiza psychologiczna i to mi się właśnie podoba. Najciekawszym elementem fabuły było jak dla mnie zmierzenie się matki głównej bohaterki z prawdą o swojej córce. Joanna Jarczyk bardzo dobrze oddało to jak nasze wyobrażenie może bardzo odbiegać od rzeczywistości. I nie chodzi tu przypadkowo poznaną osobę, którą źle oceniliśmy, bo tak nam się wydawało. Tylko o ludzi sobie najbliższych, najbliższą rodzinę taką jak matka z córką. Chociaż nie było to na pewno przyjemne odkrycie, Wiktoria (matka Miriam) próbuje pokonać przepaść, która do tej pory nie dość, że była niewidzialna to jeszcze okazało się, że musi pokonać ją bardzo szybko, bo od tego zależy życie jej córki.

Minusy

To nie jest horror. I to mnie chyba najbardziej rozczarowało. Oczywiście znajdują się tu elementy 
nadprzyrodzonej grozy, ale... mnie to jakoś nie przestraszyło. Wszystko wydaje się jakieś wtórne, albo to ja jestem już znieczulona na takie rzeczy ;-). 

Podsumowanie

O ile rozczarował mnie brak strasznej grozy (sformowanie użyte na potrzeby recenzji ;-)) tak sama fabuła bardzo mnie wciągnęła. Podoba mi się postać pani doktor Agnes Prim, która w całej tej dziwnej sytuacji zachowuje zimną krew i bardzo stara się pomóc Miriam. Podoba mi się również postać Wiktorii, która musi zmierzyć się z jednym z największym koszmarów jakie może przytrafić się matce - samobójstwo dziecka. I w końcu powoda mi się to, w jaką stronę zmierza fabuła. Czekamy na horror, sceny rodem z filmów o egzorcyzmach i... dostajemy je, ale przez obszerniejszy obraz zaczynają mieć zupełnie inne znaczenie.

Bardzo dziękuję wydawnictwu AlterNatywne za możliwość przekonania się, że nie wszystko złe, co straszy ;-)



Kwiat, który widzieliśmy tamtego dnia. Tom I. (Wydawnictwo Waneko)

Czy macie czasami takie dni, kiedy jedyne, co macie ochotę zrobić to trzasnąć drzwiami i nie wracać? Mój wczorajszy dzień właśnie tak wyglądał. Z zasady nie mówię, że Klara, czy Janek są nieposłuszni, ponieważ moim zdaniem, nie o posłuszeństwo tu chodzi ale o wychowanie. Z zasady nie narzekam na moje dzieci. Cieszy mnie ich kreatywność i ciekawość. Z zasady nie użalam się nad sobą, ale wczoraj wszystko było przeciw mnie. Dzieciaki wymyślały najgorsze zabawy, jakie tylko mogły. Trzaskanie oszklonymi drzwiami? Jeeeeee... suuuuupeeeer. Wybieganie na ulicę bez rozglądania się? Jeszcze lepszy pomysł. A może mieszanie jedzenia z piachem, a potem... wiadomo, jedzenie go. No najlepszy pomysł na świecie. Do tego doszło jeszcze złośliwość rzeczy martwych takie jak zepsuty bojler, czy brak gazu. No są po prostu dni, które dają w kość. Co nie zmienia faktu, że nie ma się co użalać nad sobą tylko ścisnąć pośladki i kolejny dzień zacząć lepiej. Dlatego ja, zajęłam się tym, co najbardziej mnie relaksuje (oprócz spania ;-)), czytaniem. 
Dzisiaj mam dla Was historię, która porusza we mnie coś, o czym zapomniałam. Nostalgię.



Kwiat, który widzieliśmy tamtego dnia. Tom I.

Jintan jest chłopakiem, któremu, coś nie poszło w życiu. Po traumatycznych wydarzeniach zamknął się w czterech ścianach. Chociaż jest bardzo bystrym chłopakiem, przestał mieć jakiekolwiek ambicje, czy cele. Pewnego dnia nawiedza go duch jego zmarłej koleżanki. Od tej pory życie Jintana się zmienia. Główny bohater zaczyna poznawać samego siebie. Nie tylko to, kim się stał, ale również to, kim był.


Bohaterowie

Trzeba od razu podzielić postacie na te z teraźniejszości i przeszłości. Już samo to sprawia, że manga jest bardzo interesująca. Mamy dzięki temu pełniejszy obraz tego, kim byli bohaterowie zanim zaczęła się ta historia. Bardzo podoba mi się przedstawienie grupy dzieciaków, które całkowicie różne od siebie, są zgraną i fajną paczką. Tylko, że... to było kiedyś. Teraz każdy poszedł w swoją drogę i zmienił się nie do poznania. Łączy ich jednak postać Menmy, która powraca do świata żywych aby zostało spełnione jej życzenie.

Fabuła

W pierwszym tomie Kwiatu, który widzieliśmy tamtego dnia. Nie dowiadujemy się zbyt wiele. Menma pojawia się Jintanowi pod koniec lata. Oczywiście tylko on ją widzi i słyszy. Tajemnicze życzenie nie zostaje ujawnione, ale sprawia, że paczka dawnych przyjaciół znowu jest razem. Mam swoje podejrzenia, co do tego, jak to się skończy, ale nic nie będę mówić, jak przeczytam to napiszę ;-).

Kreska

Delikatna. Nie jest bardzo dynamiczna, ale fabułą tego nie wymaga. Zachwyciły mnie ilustracje krajobrazu. Lasu, Kryjówki, a nawet uliczek. Szczegółowe, takie dziubane. Mają bardzo fajny klimat, który świetnie pasuje do całej historii. Jeśli miałabym się przyczepić to do postaci. Wydają się delikatnie nieproporcjonalne, przez co kojarzą się z wężami. Wydaje mi się, że korpusy są za długie, przez to takie wrażenia. 





No i te oczy... są takie... hipnotajzing <3.

Dla kogo?

Oj... chyba dla każdego. Raczej nie poleciłabym ją najmłodszym, ale to zależy jak dziecko jest zaznajomione z tematyką śmierci i duszy. To nie jest szczęśliwa historia z romantycznym happy endem. To coś jak  wesołe wspomnienie zasnute ponurą mgłą. Dlatego nie wszystkim może się spodobać.

Wrażenia

Zasiadając do tej mangi spodziewałam się czegoś innego. Lekkiej historii o młodzieńczej miłości. Pełnej wątpliwości, ale i mocy. Dostałam, coś, co sprawiło, że odezwały się do mnie wspomnienia. Na szczęście nie mam podobnych traumatycznych doświadczeń, jednak Kwiat, który widzieliśmy tamtego dnia, sprawił, że jakieś tam różne retrospekcje wróciły. Zaskakujące jak odległe stają się nasze wspomnienia kiedy o nich nie myślimy.
Jest jeden malutki minusik. "Tamtego" z tytułu wzięłam jako zeszłego, co sprawiło, że na początku byłam zagubiona widząc jak bardzo zmieniły się postacie w ciągu roku. Potem doszłam do wniosku, że jednak "tamtego" to trochę dalej niż myślałam. Dlatego żebyście nie popełnili mojego błędu, od razu Wam o tym piszę :-).
Ogólnie podoba mi się ta historia. Jestem ciekawa tego, jak się rozwinie i co tak naprawdę odkryją bohaterowie. Myślę, że na niektóre pytania znając odpowiedź od dawna, ale całkowicie ją w sobie zagłuszyli. 

Za możliwość pobudzenia moich wspomnień dziękuję Wydawnictwu Waneko


Mały Książę (książka z płytą. Czyta Maciej Stuhr) (Wydawnictwo RM)

Nawet nie wiedziecie jak bardzo nie mogłam doczekać się poniedziałku. Nie dlatego, że to poniedziałek, tylko dlatego, że znowu mogę Wam coś przedstawić. Lubię to robić. Lubię blogować. Nie jest to tak łatwy kawałek chleba jak mi się wydawało, ale naprawdę czuję satysfakcję mogąc to robić. 
Kolejne dni kwarantanny dają się we znaki. Już nawet nie wiem, czy to poniedziałek, czy maj ;-). Nie mówiąc już o tym, który mamy dzień miesiąca. Mam kalendarz, nawet zaznaczam aktualny dzień, ale jakoś nie rejestruję tego. Po prostu jest to czynność mechaniczna. Przez to, że każdy dzień wygląda podobnie, przestało mnie interesować, który mamy konkretnie dzień. Odpowiedź jest jedna. Kolejny.
No, ale nie o tym chciałam Wam opowiedzieć. Dzisiaj mam dla Was książkę, która nie mieści się w żadnym kanonie. To nie jest tylko jakiś tam must have. Nie wyobrażam sobie żeby jej nie mieć, nie znać, czy (to najgorsze, aż mam ciarki) nie doceniać!


Myślę, że nie trzeba jej jakoś szczególnie przedstawiać. Na facebooku dałam Wam wczoraj małą wskazówkę ;-). To zdjęcie zostało wykonane zanim ta puchata bestia połknęła książkę w całości ;-).
Problem z Małym Księciem jest taki, że ciężko wybrać odpowiednie wydanie, bo to, że trzeba mieć tę książkę w domu nie podlega żadnej wątpliwości (ani dyskusji ;-)). Było parę fajnych wersji. Chyba najbardziej podobała mi się ta:



Aleeeee jak zobaczyłam cenę (ok 200 zł). To stwierdziłam, że nie jest to wydanie jakiego potrzebuję ;-). Kiedy trafiłam na wersję z płytą, na której Małego Księcia czyta Maciej Stuhr. No to od razu wiedziałam, że to coś dla mnie ;-). Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię tego aktora. Może nie wszystkie role, które grał przypadły mi do gustu, no, ale bez przesady, nie wszystko mi się musi podobać. Jednak, co innego kiedy Maciej Stuhr zmienia się w lektora. Podoba mi się jego barwa głosu. Lubie go słuchać, czy to w roli lektora, czy kiedy podkłada głos różnych animowanych postaci. 


Zasiadłam więc wygodnie i posłuchałam, co też ma mi znowu do powiedzenia Mały Książę, bo nie wiem, czy wiecie, ale On zawsze mówi coś innego. 
Przy moim pierwszym spotkaniu z twórczością Antoine de Saint-Exuperyego chciałam znielubić tę książkę. Wydawała się jakaś taka bez sensu, bez ładu i składu, w ogóle nie do czytania, ale brnęłam w nią, kolejne strony mijały zamieniając się w przeczytane rozdziały. A kiedy skończyłam czytać byłam bardzo zdziwiona. Nie tym, ze się skończyło, tylko tym, co tak naprawdę autor chciał powiedzieć. Kiedy zaczęłam się nad tym zastanawiać, doszłam do różnych wniosków. A potem przeczytałam jeszcze raz... i kolejny... i znowu... i...nadal mi się nie nudzi i nadal mam o czym myśleć, czytając Małego Księcia.


To nie jest książka w stylu polecam Wam. To nie jest książka, którą powinniście mieć. Uważam, że to jedna z TYCH, książek, które... jak kupujesz półkę na książki to ona po prostu już tam jest. Zawsze jest dla niej miejsce i nie może jej zabraknąć.
A to wydanie ma jeszcze jeden dodatkowy atut. Młodego Stuhra ;-).

Za pięknie wydanie z przyjemnym dla ucha dodatkiem dziękuję Wydawnictwu RM




Regał materiałowy (Edinos.pl)

Czasami zastanawiam się jak to by było żyć bez internetu. Na pewno inaczej, ale jest to możliwe (kiedyś się przecież dało i jakoś nie wspominam tych czasów źle). Jednak póki jest to trzeba korzystać. Ostatnio dałam się wkręcić w pewien łańcuszek dostępny na facebooku. Nazywa się "zadaj swojemu dziecku pytanie". Na pewno większość z Wam o nim słyszała lub sama brała udział. Jednym z pytań jest "co denerwuje mamę?" Klara nawet nie musiała się zastanawiać, od razu powiedziała "nasz brudny pokój". Nie jest zwolenniczką czystości, wolę mieć swobodę i dowolność, ale kiedy nie mam jak przejść do łóżka albo póki z książkami to się frustruję. Nie mówiąc już o tych małych, wrednych... klockach, które lubią przytulać się do moich stóp... Dzieciaki mają sporo tego wszystkiego i czasami po prostu ciężko mi to ogarnąć (bo dziwnym trafem tylko mi ten bałagan przeszkadza). Dlatego szukam praktycznych rozwiązań. Kupiłam materiałowe pudła, w które po prostu wszystko wrzucam. Czasami zaszaleję i nawet to wszystko posegreguję, ale to tylko czasami. Jednak to nadal za mało. Pudeł jest za dużo, przydało by się coś jeszcze. I tak wpadłam na regał materiałowy. 


Jak już wspominałam, potrzebuję łatwych i praktycznych rozwiązań. Najlepiej takich, które mogłabym ogarnąć sama, a nie czekać na wenę męża ;-). Potrzebuję też czegoś, co przy drobnej inwencji twórczej moich dzieci nie zrobi im krzywdy. Bo ja już widzę oczami wyobraźni jak coś spada im na głowę (albo i cała półka się wywraca), albo coś wpada do oka. Tak... mogłabym pisać scenariusze do Oszukać przeznaczenie, chyba jak każda matka ;-). Właśnie dlatego szukałam czegoś łatwego w obsłudze i bezpiecznego.
Na stronę sklepu meblowego Edinos trafiłam przypadkiem. Internety czytają mi w myślach i po prostu dziwnym zbiegiem okoliczności ZAWSZE wyskakują mi reklamy tego, czego akurat potrzebuje ;-). Okazało się, że wybór mają naprawdę duży i to w bardzo fajnych cenach. Szukałam jakieś półki żeby poukładać te wszystkie pudła. Mój wybór padł na regał materiałowy. Dlaczego? Otóż:

1. sama mogę go złożyć.
2. jest uniwersalny, można go dopasować do swoich potrzeb.
3. konstrukcja jest lekka więc mogę go sobie przestawiać do woli.
4. jest też wytrzymały, utrzyma te wszystkie pudła.
5. śmiertelność używania tego regału wynosi 0 ;-).

Zamówiłam. Myślałam, że przez to, co się teraz dzieje czas realizacji będzie długi, ale miło się zaskoczyłam. Zamówiłam w czwartek w nocy. Paczkę otrzymałam w poniedziałek rano, także ekspres ;-). Tak szczerze to myślałam, że będzie większa, a dostałam lekką, nie dużą paczuszkę.


Jak widzicie można stworzyć wiele kombinacji. Ja zdecydowałam się na ustawienie dwóch rzędów, ale poziomo, tak żeby wysokość była dostosowana do moich dzieci.
Samo składanie to bajka. Nie trzeba czytać instrukcji żeby wiedzieć, co do czego.



Chciałam Wam zaprezentować całość, ale niestety moje dzieciaki poniosła inwencja twórcza i... powiedzmy, że zaczęły segregować rzeczy w pudłach, co oznacza, że cała ich zawartość jest na podłodze. Kto śledzi mojego Instagrama ten wie, że ich pokój to miejsce, w którym chaos wziąć swój początek ;-) i naprawdę nie wiem jak Oni to robią że jeszcze sobie czegoś w tym bałaganie nie zrobili. Na pewno uda mi się to ogarnąć i pokazać Wam ten wspaniały ogarniacz przestrzeni jakim jest regał materiałowy.

BONUS

A teraz niespodzianka! Hura! Hura! Dla pierwszych 20 osób mam kod rabatowy o wartości 50 zł. Wystarczy przy zamówieniu wpisać Edinos50

Bardzo lubię kiedy ktoś wychodzi na przeciw moim oczekiwaniom. Byłam trochę sceptyczna, co do tego regału, no bo jak to? Materiał ma utrzymać ciężkie pudła wypchane zabawkami? To trochę tak jak z pszczołami. Nie powinny latać, a latają. Regał materiałowy nie powinien utrzymać pudełek, a utrzymuje. MAGIA
Zachęcam Was do sprawdzenia oferty sklepu internetowego Edinos. Mają w swojej ofercie naprawdę fajne rzeczy. Ja, skuszona jakością regału na pewno zamówię jakąś półkę, wiadomo, na jakieś skarby ;-)

Dziękuję za możliwość ogarnięcia dziecięcego chaosu, tzn. pokoju firmie Edinos






Follow by Email

Moje zdjęcie
Skarby na półkach
Kobieta, Żona, Matka. Piszę o tym co myślę, i robię. Najczęściej czytam książki i staram się aby moje dzieci wiedziały, ze są ciekawsze rzeczy niż siedzenie przed ekranem. Kontakt: skarbynapolkach@gmail.com kontakt@skarbynapolkach.pl