poniedziałek, 9 września 2019

Ten dzień minął wczoraj

Początek września to zawsze intensywny czas. Powrót do szkoły, czy przedszkola, czy korzystanie z ostatnich podrygów lata sprawia, że nie ma się czasu na nic. Tak jest i w moim przypadku, alee..... coś tam dla siebie sobie wygospodarowałam ;-)

#recenzje

Ostatnio zachwycałam się "Naznaczonym" Agnieszki Antosik i... nie mogłam go skończyć... Klara bardzo sprytnie schowała mi książkę przez co nie mogłam jej znaleźć przez parę dni. Głupia nie pomyślałam (przecież to oczywiste!), że jest w torebce. Dlatego teraz czym prędzej wracam do lektury :-) Jednak jak to zwykle bywa, mam co czytać i nie zmartwiłam się tym chwilowym brakiem. Tym razem sięgnęłam po "Oświeconego" Łukasza Mularskiego wydawnictwa Nowoczesnego. Muszę przyznać, że szukałam takiej odmiany. Jestem trochę przesycona literaturą fantasy i taka drobna zmiana dobrze mi zrobiła. Mogę śmiało powiedzieć, że książkę czytałam w każdej wolnej chwili, ponieważ jest dobrze napisana. Autor zadbał aby fabuła była spójna i logiczna a twisty nadawały tempa całości. "Oświecony" to historia Mikołaja, który opowiada nam o swoich losach. Zaczynając od studiów kończąc na...cmentarzu. Muszę przyznać, że kiedy przeczytałam opis i krótkie przedstawienie autora byłam sceptycznie nastawiona. Joga, iluminaci, biznes. Jakoś mi to wszystko nie współgrało. Jednak bardzo mile się zaskoczyłam, ponieważ tak jak już wspominałam "Oświecony" mocno mnie wciągnął. Jedyne, co mi przeszkadzało to drastyczna zmiana charakteru bohatera. Mikołaj z otwartego i przyjacielskiego studenta staje się zimnym i wyrachowanym biznesmenem. Jednak muszę w tym momencie przyznać, że nigdy nie prowadziłam własnego biznesu i tak naprawdę nie wiem jak to jest z tym wszystkim ;-). Smaczkiem, który może powodować rumieniec na twarzy jest szczegółowy opis aktów seksualnym o różnym poziomie wyuzdania. Łukasz Mularski zadbał o to żeby jego postać nudnym i przeciętnym człowiekiem. Miałam nadzieję na trochę inne zakończenie, ale to, które wymyślił autor wcale mnie nie zawiodło. Jestem zaskoczona tym, że książka o takiej tematyce przypadła mi do gustu i z czystym sumieniem mogę ją polecić. 


#parenting

Byliście kiedyś tak zmęczeni, że wydawało wam się, że niektóre rzeczy działy się wczoraj, a tak naprawdę działy się dzisiaj? Jestem właśnie na takim poziomie zmęczenia. Mój Syn postanowił sprawdzić ile wytrzymam i każdej nocy jęczy i próbuje wstać (niby śpiąc), co skutkuje tym, że bujam go przez następne 40 minut (czasami nawet godzinę). Jakby robił tak raz w ciągu całej nocy to bym nie narzekała. Jest dzieckiem ma pewne przywileje ;-), ale sytuacja (w ciągu nocy) powtarza się bardzo często. Nie pomaga kołysanie, zmiana pozycji, zmiana łóżka, przytulanie, muszę to po prostu przeczekać, co nie zmienia faktu, że narzekać też mogę ;-) 
Natomiast Klara... już w sobotę kończy 3 lata. Wiadomo,  nie jest to żadne osiągniecie, czas po prostu płynie i nie da się go ani zawrócić ani zatrzymać, ale... jak pomyślę ile zdarzyło się w ciągu tych 36 miesięcy to każdy dzień spędzony z Nią uważam za sukces. 


#udało mi się

Narzekam na brak czasu, ale coś tam w ciągu tego tygodnia udało mi się jednak zrobić.

Obejrzałam:


Przeczytałam:

- "Oświeconego" Łukasza Mularskiego
- "Pucio umie opowiadać" Marty Galewskiej - Kustra

Mam w planach:
- dalej oglądać Stranger Things
- przeczytać "Naznaczonego" Agnieszki Antosik i "Tron Cezara" Stevena Staylora
- a jak coś się jeszcze nawinie to bardzo chętnie ;-)

niedziela, 1 września 2019

Missing fever

Witajcie Kochani!

Ci, którzy śledzą mój fanpage, wiedzą, że zrobiłam sobie tygodniowy urlop od blogowania. Urlop to oczywiście za dużo powiedziane, ponieważ przez te ostatnie parę dni nie wiedziałam w co ręce włożyć. Wiadomo, zostawić faceta na 3 tygodnie samego oznacza powrót do "no przecież jest czysto" domu ;-). Dodatkowo nawiedziła nas angina. Przyznam szczerze, że w życiu nie widziałam mojego męża tak chorego (chyba pierwszy raz od 13 lat brał antybiotyk), a Klara bardzo skutecznie "walczyła" z ugryzieniami meszek i komarów, co finalnie zakończyło się stanem zapalnym i antybiotykiem. Więc jak widać na załączonym obrazku...urlop, że ho ho.

#missing fever

3 tygodnie to bardzo dużo czasu. Patrząc jednak z obecnej perspektywy, minęły bardzo szybko. Jednak miały one swoje nieprzyjemne konsekwencje. Jak już wspominałam, Marek niestety nie mógł być z nami przez cały okres wakacji u dziadków i wrócił do Polski. Kiedy wrócił po 3 tygodniach Klara była tak rozemocjonowana, że ciężko było z Nią wytrzymać. Płakała, popisywała się, wyła, jęczała i oczywiście mama zła, wszystko robiła z tatusiem. Przyznam szczerze, że byłam trochę zaskoczona, ponieważ zawsze, choćby nie wiem co się działo to i tak mama zawsze koiła zszargane nerwy. Skończyło się gorączką. Oczywiście następnego dnia nie było po niej śladu, ale pokazało to jak bardzo Klara tęskniła i odczuwała zmianę otoczenia i brak taty. Wydaje mi się, że Marek tą anginą też odchorował tęsknotę, ale to tylko moje przemyślenia ;-)

#było miło, ale się skończyło

Miałam czas spojrzeć na swojego bloga krytycznym okiem. Dostrzegam niedociągnięcia i na pewno wprowadzę zmiany. Na pewno będę pisać więcej. Nie chodzi mi tu o częstotliwość pojawiania się postów, bo akurat w tym aspekcie uważam, że jak na razie jest okey, ale o długość tekstów. Są za krótkie, urywane w połowie, za mało szczegółowe. Dlatego...fajnie było się pobawić w blogowanie, ale teraz trzeba wziąć się do pracy :-)

#Tatuażysta z Auschwitz

Przeczytałam. Zachwycałam się. Polecałam każdemu, kto pytał. NIESTETY, finalnie jestem na NIE. Historia Lalego, mężczyzny, który dobrowolnie (chcąc ocalić rodzinę) trafia do Auschwitz, by tam poznać miłość swojego życia, jest naprawdę wciągająca. Do pewnego momentu. Początkowy obraz obozu, warunków tam panujących, czy zachowań ludzi jest bardzo interesujący. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, do czego ludzie są zdolni nie tylko w obliczu wojny, ale i przetrwania. Jednak obraz Obozów i łączących się z nimi różnych innych aspektów jest zawsze ponury i przygnębiający. Dlatego czytając "Tatuażystę z Auschwitz" zaczęło mnie denerwować to, że główny bohater potrafi wyjść z każdej sytuacji cało. Można odnieść wrażenie, że jeśli jest to prawdziwa historia to coś zostało w niej ukryte, a główny bohater nie do końca chce pokazać swoje prawdziwe oblicze. Jest tak niesamowity kontrast między tym wszystkim, że można śmiało powiedzieć, że Lale jest śnieżnobiałą, nieskazitelną postacią na tle czerni i szarości rzeczywistości obozowej.(SPOILER). Przykładem może być to, że ludzie w Auschwitz tracą życie przez humory żołnierzy SS, a Lale cało z miejsca, z którego nikt nigdy nie wrócił. W pewnym momencie zaczyna się wydawać, że to nie książka tylko film i to na miarę Hollywood. Jakie było moje zaskoczenie kiedy doczytałam się, że początkowo miał to być scenariusz... Niestety jestem zawiedziona tą lekturą, chociaż przyznaję, że czytało mi się ją niesamowicie szybko i wciągnęła mnie bez reszty.

#Naznaczony

Aktualnie jestem w trakcie "Naznaczonego" Agnieszki Antosik wydawnictwa AlterNatywne. Książka opowiada o Dylanie, który jest człowiekiem bardzo zimnym i wyrachowanym. Jedyne, co go cieszy to cierpienie innych, z którego czerpie moc do życia. Wiele wyjaśnia się, kiedy osiąga pełnoletność, a na jego nadgarstku pojawia się numer i napis "pródotis". Przyznam szczerze, że potrzebowałam takiego antybohatera. Trochę za dużo ostatnio czytam o wielkich czynach i ratowaniu świata. Dlatego "Naznaczony" bardzo mi się podoba. Jest krew, śmierć, chłód, a miłość i inne ciepłe uczucia istnieją, ale nie w świecie Dylana. Jestem bardzo ciekawa, jak rozwinie się akcja i czy wszystko potoczy się po mojej myśli ;-)


#Inspiracja

A teraz coś, co nie może wyjść mi z głowy. Kiedy już już myślę, że się pozbyłam tej melodii, ona wraca. Enjoy ;-)!


środa, 21 sierpnia 2019

Używaniec

Holendrzy to naprawdę sprytni i obrotni ludzie. Bardzo podoba mi się ich infrastruktura. Jeżdżąc rowerem nie czuję tej nienawiści od strony kierowców  co w  Polsce, ale nie oszukujmy się akurat w naszej Ojczyźnie wina za niechęć leży po obu stronach. Tutaj jest po prostu dużo miejsca na ścieżki rowerowe, które umożliwiają bezkolizyjne i nie nienawistne korzystanie z jednośladu 😉.

Nie o tym jednak chce dzisiaj napisać. Podczas mojego pobytu w Holandii, chciałam pokazać Wam parę rzeczy, które albo nie są dostępne w Polsce albo mało znane. Dzisiaj chce Wam pokazać mój  cel podróży. 
Za każdym razem kiedy jestem u teściów, moim celem są używańce. Są to sklepy. W których za grosze można kupić naprawdę fajne rzeczy. Od kubków, po dekoracje do domu, a nawet meble. Wszystko to w jednym miejscu ❤️. Nie wiem do końca jak one działają i dlaczego to się opłaca, ale w skrócie to  wyglada tak, ze Holendrzy płaca duże opłaty za odbiór takich rzeczy. Dlatego wolą oddać je za darmo do takich sklepów. Dzięki temu nic się nie marnuje, a rynek wtórny kwitnie. Podczas tych 3 tygodni nie mogło bym inaczej. Obkupiłam się jak głupia, kupiłabym więcej, gdyby mój mąż przyjechał z przyczepką 😉. Wiadomo, są to rzeczy używane, noszące (nie zawsze) ślady użytkowano. Jadnak w przypadku np. Zabawek moim dzieciakom to nie przeszkadza. Nie wiem jak się z tym wszystkim zabierzemy, ale szkoda było nie brać, np. Zestawu do ciastoliny za 1€. Uważam, ze warto zainteresować się tym tematem, ponieważ dane dotyczące odpadów (nie tylko plastiku) są przerażające, a takie sklepy na pewno zmniejszają ilość śmieci.


Jakbyście widzieli taki szyld albo napis Kringloop to śmiało wchodźcie 😉. Swoimi łupami na pewno pochwale się na instagramie i na przyszłych zdjęciach 😉

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Za daleko od domu...

Właśnie zaczął się ostatni tydzień wakacji u dziadków. Ten czas ma w sobie dziwną zależność. Dzień po dniu bardzo mi się dłużył. Poprzedni tydzień nie należał zresztą do udanych, ponieważ dzieciaki po kolei trochę chorowały więc musieliśmy siedzieć w domu. Na szczęście byliśmy zaopatrzeni w różne gry i inne pomysły 😉. Wracając do czasu. Dni dłużyły mi się strasznie. Jednak kiedy teraz o tym pomyślę to zostało już tylko parę dni i wracamy do domu. Nie będę ukrywać, że się cieszę, bo po prostu mi się tęskni. Chociaż brak obowiązków też kusi 😉.

Ciężko mi zasnąć w nocy, a jak już usnę to budzi się Janek, któremu chyba dokuczają trochę zęby. Dzięki temu mam dużo czasu na przemyślenia. Ostatnio myślałam o tym, co to znaczy być daleko od domu. Żyjemy w czasach, w których odległość przestaje mieć znaczenie ( występują jeszcze drobne utrudnienia w lotach na orbitę, ale i to pewnie za jakiś czas się rozwiąże 😉). Będąc ok 1300 km od domu, mam wrażenie, że moje życie dzieje się tam, a nie tu, w Holandii. Jest wiele definicji domu. Może to być miejsce, otoczenie, bliscy, wszystko to, co uważamy za własne. Dla mnie dom to życie, które dzieje się w okół mnie. Czasami wystarczy wyjechać aby przejrzeć na oczy i dostrzec to co mamy. Ja mam to szczęście, że niczego nie przegapiłam. Wiem, co mam. Daleko od Donu to wszystko po prostu nabrało odpowiednich barw i konturów.

#fitgeekmama

Wszystko idzie do przodu. Jeżdżę na rowerze ok 10 km dziennie. Do tego dochodzą spacery i bieganie za dziećmi. Waga niestety stanęła, ale... nie ukrywam, że z okazji moich urodzin był tort 😉.  Pozwoliłam sobie, chociaż znając życie, bez szczególnej okazji też bym sobie pozwoliła, bo to przecież tort 😉.
Pytacie jak schudłam 3 kg w ciągu pierwszego tygodnia. Tak jak pisałam. Oprócz dużej ilości ruchu, dochodzą lekkie posiłki i sporo wody. I to chyba cała tajemnica. Plusem jest to, ze nawet nie chce mi się jeść. Kiedy jestem w domu to po prostu szukam czegoś do jedzenia. Teraz ta potrzeba zniknęła i mam nadzieję, ze nie wróci.
Dzisiaj trochę filozoficznie. Wszystko to spowodowane jest książką, którą właśnie czytam. „Tatuażysta z Auschwitz”. Książka, która odbiła się szerokim echem po całym świecie. Nie mogę powiedzieć, ze lubię taką tematykę. Zawsze kiedy czytam coś o obozach, wpadam w stan refleksyjno-filozoficzny.  Nie jest to temat łatwy, ani przyjemny. Jednak mówienie o nim odkrywa przed nami wiele aspektów ludzkiej natury. Nie tylko tych negatywnych. Nie będę nikomu polecać tej książki, ponieważ nie wszyscy są gotowi na tyle cierpienia, a jeszcze inni najzwyczajniej nie chcą poznać tej historii.

Na pewno pokuszę się o szczegółową recenzje tej książki, ale to jak wrócę do domu, bo teraz mi jakoś... za daleko 😉



środa, 14 sierpnia 2019

Czuję się jak w filmie...

Pewna kobieta, dzisiaj tj. 15 go sierpnia 2019 roku zupełnie niespodziewanie kończy 30 lat. Tą kobietą jestem ja. Tak, wiem zobowiązuje to do pewnych wniosków i podsumowań, a wiec:

1. Jestem stara. Zawsze uważałam, że ludzie po trzydziestce są starzy i...nadal tak twierdzę 😉. Nie oznacza to jednak, że nie jestem szczęśliwa i spełniona. Mam rodzinę, której nie zamieniłabym na nic innego, realizuje się na wielu płaszczyznach, a dodatkowo ciagle nad sobą pracuje. Jako dwudziestolatka w ogóle o tym myślałam i nie doceniałem tych wartości.

2. Jestem dojrzała. Nie tylko ze względu na czas, który spędziłam na życiu 😉 ofiarował mi on dużo różnych przeżyć i emocji. Teraz wiem, ze wszystko co mnie spotkało, prowadziło do tego kim teraz jestem i kim będę za następne pare lat.

3. Jestem przygotowana. Jestem pewna, ze życie przygotowało mi jeszcze pare fabularnych twistów 😉. Mam tylko nadzieje, ze narrator nie nagromadzi ich równorzędnie 😉. Moje dotychczasowe życie (nie oszukujmy się, zwłaszcza te traumatyczne przeżycia) pokazały mi, ze jestem w stanie znieść więcej niż myślałam.

4. Nie chce być młodsza. Moja młodość była fajna, z perspektywy czasu uważam, ze zabrakło w niej odrobiny szaleństwa, ale nie zmieniłabym niczego. Może dodałabym pare rzeczy, ale... pewnie teraz byłabym w innym miejscu i była zupełnie innym człowiekiem. Więc ciesze się, ze mogłam ją przeżyć  właśnie tak.

5. Jeśli chodzi o uczucia... nadal jestem jak nastolatka, tyle, że trochę starsza 😉 Jestem nadal, ciagle i niezmiennie zakochana w moim mężu. Teraz po prostu pomnożyłam tę miłości i obdarzyłam ją dzieci. Zawsze trochę będę marudzić i czarno-widzieć, ale taki mój urok.

6. Odkryłam. Przez te wszystkie lata odkryłam kim jestem i jak mnie widzą inni. Wiadomo, to nie jest spójny obraz, ale całkiem podobny. Stałam się tą osobą, którą kreowałam przez trzydzieści lat. Pomimo (zaledwie) paru (niewielkich) wad 😉. Lubie siebie i wiem, ze mogę na sobie polegać.

Czego sobie życzę z okazji urodzin? Mam parę skromnych pomysłów na fajne życzenia do zrealizowania, ale pomyśle o nich dopiero kiedy będę zdmuchiwać świeczki 😉.

A jaki to film? „Dziś 13 jutro 30” 😉
Jak widać wcale też staro nie wyglądam 😉

niedziela, 11 sierpnia 2019

Kraj olbrzymów

Pierwszy tydzień urlopu właśnie dobiega końca. Wiec czas na małe podsumowanie 😊.        

Udało mi się:
- codziennie jeździć na rowerze ( trasa ok. 6 km, ale dopiero się rozkręcam)
- zrobić mnóstwo pieszych wycieczek po okolicy
- zrzucić 3 kg

Nie udało mi się:
-przeczytać książki( przeczytałam ok 70 stron, wiec nie ma o czym mówić)

Jednak ten tydzień obfitował w coś więcej niż tylko konkretne zrealizowane lub nie cele.  Jak już wspominałam mój mąż nie spędza z nami wakacji, ponieważ nie ma już urlopu. Ja jestem jeszcze na urlopie macierzyńskim, więc nie miałam tego problemu. Jednak ten tydzień ( a zostały jeszcze dwa) pokazał mi jak bardzo jestem przywiązana do mojej drugiej połówki. Tęsknie za nim bardzo. Na teściów narzekać nie mogę, ponieważ zawsze miałam z nimi dobry kontakt. Dużo rozmawiamy, śmiejemy się, jeździmy itp, czas mam zorganizowany. Wolałabym to wszystko przeżywać wspólnie z Markiem, ale jesteśmy dorośli i wiemy, że pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da. Nie zmienia to faktu, ze mogę ponarzekać i uczyć się tęsknić ( dawno nie rozstaliśmy się na taki długi czas).

Kolejna sprawa, która jest ostatnio obecna w mojej głowie to wielkość. Holandia to kraj, gdzie żyją naprawdę duzi ludzie. Dwunastoletnie dziewczynki potrafią być wyższe ode mnie (mam 162 cm). Każdy Holender, którego spotykam jest ode mnie wyższy. Myślę, ze ich wzrost jest w przedziale (180 cm i w górę). Czytałam, ze Holendrzy są (statystycznie) najwyższym narodem. Nie żebym miała coś przeciwko, ale czasami boli kark od patrzenia ciagle w górę 😉. Nigdy nie miałam kompleksów z powodu mojego niskiego wzrostu. Nawet nigdy zbytnio nie przywiązywałam do tego uwagi, ale będąc w Holandii, odczuwam pewien dyskomfort. Dyskryminują tu takich krasnali jak ja! Do niektórych sklepowych półek nawet nie dosięgną! Wiec muszę kupować tylko to do czego dosięgam, czyli ciastka 😉. Zastanawia mnie tylko, dlaczego nikt nie odkrył tu krainy olbrzymów, której Holendrzy są spadkobiercami 😉

Na koniec trochę prywatniej. Kiedy dzieci są małe, widzisz każdą ich zmianę, każdy etap, przez który  przechodzą, wszystko to kim są Twoje dzieci. Kiedy idą do przedszkola, czy szkoły, wiele rzeczy Ci umyka. Odkąd Klara ma wakacje spędzam z Nią bardzo dużo czasu. Znam swoje dziecko, ale dopiero teraz widzę jak się zmienia w bardzo krótkim czasie. Jak absorbuje świat i dopasowuje go do siebie. Wiem, że moja córka ma silny, dominujący charakter, ale potrafi być przy tym taka urocza i słodka. No mix nie z tej ziemi 😉. Nie mówię już nawet o Janku, który dopiero zaczyna pokazywać swoją osobowość i już widzę, ze tez nie będę się nudzić 😉

Już tak na samiuśki koniec pare zdjęć ❤️





wtorek, 6 sierpnia 2019

Sposób na plastik

Na co dzień mieszkam w małej  miejscowości na Lubelszczyźnie.  Niestety daleko jej chociażby do takich rzeczy jak chodnik w każdym miejscu, ale nie narzekam. Jest co robić, mam ciszę i spokój.
Za każdym razem kiedy jestem w Holandii coś mnie zaskakuje. Tym razem moja moją uwagę zwróciły tajemnicze maszyny. Jak udało mi się dowiedzieć, służą one do zwrotów plastikowych butelek. Wrzuca się do nich puste butelki (razem z korkami) i otrzymuje za nie 25 centów. Sprawa dziecinnie prosta, łatwa i z korzyściami dla wszystkich. Oczywiście są też minusy, ponieważ maszyna nie przyjmuje każdego rodzaju butelek i zawsze musi być korek, ale nie oszukujemy się to i tak dobra sprawa. Poszperałem trochę w internecie i okazuje się, że takie maszyny są też w Polsce, np. w Krakowie. Niestety jest ich tak mało, że ciężko je uświadczyć, ale jesteśmy na dobrej drodze☺️. W Holandii ten system jest bardzo rozbudowany i taką maszyna znajduje się w każdej większej i mniejszej miejscowości. Dzięki temu nie wala się tyle plastiku dookoła. Jednak u nich też duże znaczenie mają podziemne śmietniki, których tylko mały kawałek wystaje ponad ziemię.
Zastanawia mnie ile czasu będziemy musieli jeszcze poświęcić aby w Polsce było względnie czysto, ponieważ jak na razie nie wygląda to dobrze. Wiadomo, że wszystkie akcje niosą za sobą mniejszy i większy wkład finansowy, ale wiadomo też, że inwestycje potrafią się zwrócić 😉

Ps. Przepraszam Was za poniedziałkowy wpis. Przeczytałam go jeszcze raz i widzę jak strasznie jest niedopracowany.

Ten dzień minął wczoraj

Początek września to zawsze intensywny czas. Powrót do szkoły, czy przedszkola, czy korzystanie z ostatnich podrygów lata sprawia, że nie m...