środa, 17 lipca 2019

Przepraszam Was, Kochani

Wiem, że wczoraj miał się pojawić post na temat jakiejś ciekawej kampanii społecznej. Wiem, że to już drugi (na szczęście nie z rzędu), który się nie pojawił, ale... mamy wakacje, chociaż pogoda jeszcze nie rozpieszcza staram się zapewnić moim dzieciom jakieś atrakcje. Wczoraj pojechaliśmy z ich dziadkiem (moim tatą) nad pobliskie jezioro i... złapała nas burza z piorunami a mimo to bawiliśmy się świetnie. Postaram się to nadrobić, bo tak jak pisałam jest wiele akcji wartych nagłośnienia. Jednak są wakacje, więc wybaczcie mi to drobne zaniedbanie. To, co, wybaczycie ?



Zbieram też pomysły na różne cykle, nie tylko te książkowe. Chociaż mogłabym nie wychodzić z pokoju i non stop czytać książki to wiem, że świat się na tym nie kończy i czasami trzeba się ruszyć z domu albo chociaż z pokoju. Dzieci stanowczo buntują się przeciwko takiemu (podobno) monotonnemu planowi dnia. Dlatego od razu zapowiadam, że mogą wystąpić opóźnienia postowe spowodowane czasem wolnym przeznaczonym na rekreację, relaks i rodzinę, w skrócie RRR!

poniedziałek, 15 lipca 2019

nie będę mędrkować

Nie wiem jak to się stało, że mamy już połowę lipca. Pogoda nie rozpieszcza i większość czasu trzeba siedzieć w domu. Jednak jak ktoś mądry powiedział NIE MA złej pogody na spacer. Dlatego dzisiaj śpieszę z paroma fajnymi pomysłami, które podczas minionego tygodnia wykorzystywałam :-)

#fitgeekmama

Nie jest źle, nie jem po 18, piję dużo wody, słodkie przekąski są na razie ograniczone, nie długo całkiem się od nich powstrzymam ;-). Spacery, zabawy na powietrzu pozwalają zmniejszyć trochę tkankę tłuszczową. Więc bez spiny, ale do przodu :-)
Tamten tydzień miałam bardzo zajęty, ponieważ musiałam napisać parę recenzji dla portalu Sztukater.pl, artykuł dla Wspólne Inspiracje oraz dla Koło Kultury, co w połączeniu z macierzyństwem na cały etat spowodowało, że jestem daleko w tyle z serialami i filmami, które chciałam obejrzeć. Na szczęście ten tydzień będzie raczej spokojniejszy i (prawdopodobnie) cieplejszy. Oznacza to, że w końcu będzie się można więcej porobić na dworze i może basen wróci do łask ;-).
Nie oznacza to jednak, że nic dla Was nie przygotowałam :-). Dzisiaj mam dla Was...totalne skarby :-). Zacznę od książek dla dzieci. Kiedy byłam mała bardzo lubiłam przeglądać te książki, ponieważ były zupełnie inne od tych znanych z pólek. Różniły się tym, że ilustracje były...trójwymiarowe, co w latach 90 ubiegłego wieku było zupełnie niespotykane. Historie niby znane, bo "Jaś i Małgosia" oraz "Czerwony kapturek", ale to, co stworzył Vojtech Kubasta niesamowicie zapadło mi w pamięci i jak tylko zobaczyłam, że seria jego książek została wznowiona, musiałam je kupić. Na razie mam tylko dwie, ale już idą do mnie kolejne ;-). W serii jest : " Jaś i Małgosia", "Czerwony Kapturek", "Kot w Butach" i " Królewna Śnieżka". Klara dwoma pierwszymi jest po prostu zachwycona i czytamy je codziennie. Wiem, że teraz takich książek jest sporo, ale te pierwsze są zawsze niezapomniane :-)








Teraz coś dla starszych ;-). Zaczęłam 3 tom Viriona Andrzeja Ziemiańskiego wydawnictwa Fabryka Słów. Niestety już (po 100 stronach) boję się, że będę zawiedziona. Wydaje mi się, że autor strasznie uciął fabułę. Wszelkie niuanse i labirynty fabularne zaczynają się prostować. Wiem, że jest to przed ostatni tom tej historii, ale moim zdaniem Andrzej Ziemiański poszedł na straszną łatwiznę. Bardzo lubię jego twórczość. "Achają" byłam zachwycona. Dlatego tak chętnie zasiadłam do kolejnej serii dziejącej się w tym uniwersum. Jednak o ile śmiało mogę powiedzieć, że pierwszy tom był na prawdę wciągający, tak drugi już mniej, a trzeci... obawiam się, że jest tendencja spadkowa. Chociaż jest parę ciekawych elementów, które czyta się z zainteresowaniem. Jak będzie, na pewno napiszę jak skończę. 



Jak widać na załączonym obrazku. Nad okładką też się nie napracowali, ponieważ ta z trzeciego tomu bardzo przypomina tą z pierwszego.

A teraz coś dla młodych i starych. Tak jak pisałam pogoda nie rozpieszczała nas w ubiegłym tygodniu. Albo padało albo było mokro, ciężko było wyjść i pobawić się na świeżym powietrzu chociaż przez chwilę. Jednak kiedy już było to możliwe to... w ruch poszła kreda. Moje dzieciaki są jeszcze bardzo małe i ciężko je zainteresować na dłużej. Jednak coś tam udało się zorganizować:-). Wymyśliłam grę, która polega na pokonywaniu pól niczym pionek, ale... najpierw trzeba wykonać jakieś zadanie. Na asfalcie (u mnie jeździ malo samochodów, ale to może być i chodnik i szlaczek narysowany patykiem na ziemi) narysowałam prostego wężyka z dość dużymi polami (tak aby zmieściła się noga dziecka), na jednym końcu napisałam start, na drugim meta i zaczęliśmy zabawę :-). Zadania były proste i dopasowane do dzieciaków, np. policz słupki (4), przynieś wiaderko piasku, skacz jak żabka 5 razy, itp. Trudno było mi pod koniec wymyślać zadania, ale dzieciaki bawiły się przednio. Dlatego podsyłam Wam linka do paru interesujących zabaw z użyciem kredy. Tutaj 

#nie będę mędrkować 

Macie rację, że nie mogę oceniać innych rodziców zbyt surowo. Nie taki miałam zamiar. Chodziło mi bardziej o zwrócenie uwagi, że za mało czasu poświęcamy dzieciom, wysługując się telefonami, czy innymi gadżetami. Sama jestem matką i wiem, że sporo rzeczy robię źle. Wszystko dlatego, że jestem też człowiekiem (tak, wiem, że matki to superbohaterki) i mam swoje granice oraz nawyki. Staram się jednak wykorzystać czas kiedy moje dzieci są małe (bo podobno kiedyś urosną) i wtedy one nie będą chciały się ze mną bawić. Czy moje dzieci korzystają z telefonu? Klara tak, może o ile chce obejrzeć sobie bajki przed senem, a potem idziemy do łóżka czytać książki. Janek z racji wieku (9 miesięcy) nie korzysta z takiej formy spędzania czasu. Jednak będąc realistką i znając współczesne realia wiem, że i na niego przyjdzie czas.
#Inspiracje

Dla rozluźnienia atmosfery podsyłam Wam kolejny kawałek, który bardzo wpada w uchu, a przy tym pozytywnie nastraja na resztę tygodnia :-)


wtorek, 9 lipca 2019

Wspieraj, wybieraj!

Ze względu na to, że tamten tydzień spędziłam w szpitalu z moją mniejszą latoroślą, chciałabym podzielić się z Wami pewnymi przemyśleniami dotyczącymi wspierania różnych akcji społecznych.
Szpital to leczenie. Leczenie, które nie zawsze jest przyjemne. Tak jak pisałam w poniedziałkowym poście. Kiedy jest się rodzicem, nieprzyjemności są podwójne. Po pierwsze nasze dziecko cierpi i płacze, a po drugie, My jako rodzice też odczuwamy tę trudną sytuację niedosypiając, niedojędząc etc.Dlatego tak ważne jest aby stworzyć przyjazną atmosferę w tym obcym miejscu. Podczas pobytu w szpitalu korzystałam z fotela ufundowanego przez fundację WOŚP. Oczywiście to nie był jedyny dar tej organizacji, ponieważ łóżeczko, na którym spał Janek też pochodziło od nich. Cały oddział pediatryczny był zaopatrzony w różne rzeczy z charakterystycznym serduszkiem. I tutaj nadchodzi czas na moje przemyślenia.
Wokół Fundacji Jurka Owsiaka jest wiele różnych emocji. Od tych dobrych i szlachetnych, poprzez neutralne aż to tych negatywnych a nawet świńskich. Finansowanie fundacji, sprawy rozliczeniowe, przetargi na sprzęt, to wszystko wywołuje wiele szumu i często agresji. Moim zdaniem Fundacja, którą kieruje Jurek Owsiak robi wiele dobrego. Pomijając kwestie sporne, ponieważ... to NIE JEST ISTOTNE. Dopiero kiedy musimy skorzystać ze sprzętu, który ofiarowała jakaś fundacja, uświadamiamy sobie, że robią na prawdę ważne rzeczy. W miasteczku, z którego pochodzę jest szpital. Posiada on nie tylko oddział pediatryczny, ale i położniczy. Aktualnie Fundacja Polsat remontuje to miejsce. Dzięki czemu świeżo upieczone mamy będą mogły w komfortowych warunkach zajmować się swoimi dziećmi. Ja nie miałam tego szczęścia. Oczywiście sobie poradziłam, ale na pewno byłoby milej w czystym i schludnym pokoju, a nie taki... no jaki był wtedy. Wszyscy znamy realia szpitalne. Jest wiele absurdów dotyczących funkcjonowania tych oddziałów, dlatego bardzo się cieszę na myśl, że powoli, ale nieubłaganie się to zmienia.Oczywiście na lepsza. Znane są oczywiście różne sytuacje, które psują pozytywny wydźwięk tych wszystkich akcji - kłótnia o fotel do spania, czy po prostu defraudacja zebranych pieniędzy. Niestety żyjemy w świecie, który potrafi w bardzo smutny i brutalny sposób pokazać, że jeśli jest dobro to musi być i zło.
Jednak nie zmienia to faktu, że należy pomagać. Bardzo lubię powtarzać, że jeśli można pomagać to trzeba i właśnie tą zasadą się kierują. Jestem zarejestrowanym dawcą szpiku (to naprawdę nie boli!), niestety nie mogę oddawać krwi, ale mój mąż i jego brat mnie w tym zastępują. Staram się pomagać (jeśli nie fizycznie to materialnie) w różnego rodzaju zbiórkach, czy to dla zwierząt, czy dla ludzi. I wiecie co? Chociaż oddaję różne rzeczy...niczego mi nie brakuje. Ja i moja rodzina mamy co jeść, w co się ubrać, ja mam co czytać ;-). Oddaję to co mogę i mam poczucie, że robię coś dobrego. 
WOŚP, Fundacja Polsat, Fundacja TVN, Caritas, PCK, Greenpeace, WWF, nie ważne co, każdy znajdzie coś dla siebie. 
BO JAK MOŻNA POMAGAĆ TO TRZEBA ;-)

 

poniedziałek, 8 lipca 2019

Grunt to dobre wychowanie.

Kolejny tydzień za nami. Nie zauważyłam kiedy to się stało, ale zaczęłam planować to, o czym będę pisać. Już nie są to spontaniczne wpisy nie wiadomo o czym. Mój blog zyskał pewien rytm, co bardzo mnie cieszy, bo (dla mnie) to kolejna oznaka rozwoju.

#fitgeekmama

Jak niektórzy zauważyli, środowy wpis o kampaniach społecznych niestety się nie pojawił. Było to spowodowane pobytem w szpitalu Janka. Jak dla mnie cała sytuacja była bezsensowna i zdecydowanie na wyrost. Janek nie dostawał żadnych antybiotyków, nie gorączkował, ani nie miał żadnych innych poważnych objawów (z wyjątkiem kaszlu). Niestety musieliśmy spędzić tam cztery dni.
Pobyt w szpitalu to zawsze dieta. Nie ważne ile się zje, zawsze jakiś kilogram ucieknie. Tak było w moim przypadku. Stres, niedospanie, zmęczenie, spowodowały, że waga pokazała trochę mniej. Jednak nie jest to dobry sposób, dlatego teraz mogę wrócić do podstawowych zasad zdrowego żywienia. Nie będę już kombinować z dietami. Widzę, że to się mija z celem i mi nie wychodzi. Dzieciaki naprawdę wszystko weryfikują, a ja nie będę (bo mi się nie chcę ;-)) gotować trzech różnych obiadów. Dlatego, ogłaszam, co postanowiłam ;-):
1. woda!
2. mniej żreć
3. ruch
Jedyne nad czym muszę bardziej popracować to słodycze. Moja wola bardzo kuśtyka w tej kwestii, dlatego poszukam jakiś zdrowych słodkich przekąsek :-)

Myślałam, że będąc w szpitalu będę miała więcej czasu na czytanie. Janek pokazał jednak jak bardzo się myliłam. Jest to już prawie dziewięciomiesięczny bobas, co oznacza tylko jedno. W łóżeczku nie posiedzi. Chce się ruszać, wspinać i pełzać. O ile w domu nie ma problemu, tak w szpitalu to była straszna męczarnia. W jednym małym pokoju, gdzie zwiedził już wszystko, strasznie mu się nudziło, dlatego książki musiały cierpliwie poczekać.  Jednak coś tam udało mi się przeczytać. Odświeżyłam sobie Edgara Allana Poe i... nie jest już dla mnie taki fantastyczny... Owszem, bardzo fajnie było sobie przypomnieć jego teksty, ale czar prysł. Myślę, że po każdą książkę trzeba sięgnąć w odpowiednim wieku, a z Edgara albo już wyrosłam albo jeszcze (znowu) nie dorosłam. Jednak nie można umniejszać kunsztu tego autora. Na pewno będę darzyła Jego twórczość wielkim sentymentem i jeszcze gdzieś kiedyś się o nią zahaczę ;-)
Totalnym zaskoczeniem było dla mnie Małe Licho i tajemnica Niebożątka Marty Kisiel wydawnictwa Wilga. Słyszałam sporo o tej autorce, same pozytywne rzeczy, ale jakoś nie byłam przekonana. Na początku pomyślałam, że to kolejna twórczyni kryminałów, dlatego nie szczególnie interesowałam się jej twórczością. Później okazało się, że otrzymała Nagrodę im. Janusza A. Zajdla, która dla mnie jest bardzo ważnym wyznacznikiem jakości Polskiej Fantastyki. Zasiadłam do lektury, ależ mogłam być zdziwiona. Małe Licho i Tajemnica Niebożątka to NIESAMOWITA książka, przeczytałam w ciągu jednego dnia (jakby Janek mi pozwolił to przeczytałabym na raz)! Zazwyczaj dawkuję sobie książki, wiem ile mogę i ile jestem w stanie przeczytać jednego dnia (ze względu na różne inne obowiązki). Tak od tej książki nie mogłam się oderwać. Magiczna historia pełna ciepła i... niesamowitości ;-). Ostatecznie przekonały mnie:
1. Bamboszki (samo to słowo jest puchate i przytulaśne).
2. Kibicowanie pomidorom żeby szybciej rosły (to mogą robić tylko ludzie (mali i duzi) z olbrzymią dawką wyobraźni i empatii).
3. Król Elfów Johanna Wolfganga Goethego.
Jest tylko jedna książka, którą przeczytałam równie szybko i równie mocno byłam nią zachwycona - Koralina Neila Geimana. Więc śmiało mogę powiedzieć, że Małe Licho i Tajemnica Niebożątka trafiła na podium mojej listy czytelniczej. Jeśli miałabym określić w dwóch słowach co mnie urzekło to powiedziałabym, że proza Marty Kisiel to połączenie Geimana i Pretchetta, a ich rekomendować nikomu nie trzeba ;-)
Bardzo się cieszę, że od razu zakupiłam sobie Oczy Urocze Marty Kisiel wydawnictwa Uroboros :-)


Aktualnie czytam Chłopaki z Dwudziestego Wieku Naoki Urasawa wydawnictwa Hanami. Jako, ze jest to manga, skończę na pewno bardzo szybko i przejdę do trzeciego tomu Viriona Andrzeja Ziemiańskiego.
Co do Chłopaków z Dwudziestego Wieku mogę powiedzieć, że się wkręciłam. Bardzo dawno nie czytałam żadnej mangi i teraz, przy lekturze dzieła Naoki Urasawy przypomniałam sobie za co lubiłam ten gatunek i żałuję, ze miałam tak dużą przerwę w czytaniu mang. Więcej opowiem w przyszłym tygodniu, bo przecież nie można oceniać książki po połowie ;-)


#grunt to dobre wychowanie


Będąc w szpitalu mogłam obserwować innych ludzi (nie oszukujmy się, były to przeważnie inne matki). Wakacje to okres, w którym raczej się nie choruję, więc dzieciaków na oddziale było niewiele (10-15). Na szczęście stan zdrowia Janka pozwalał na wychodzenie na korytarz i krótkie spacery. Najczęściej chodziliśmy do świetlicy po nowe książki do czytania. Biblioteka oddziału dziecięcego nie jest pokaźnych rozmiarów, ale i tak znajdowaliśmy coś dla siebie. Tutaj niestety ukazała mi się smutna prawda. Byłam jedyną osobą, która korzystała z tych książek. Znam raporty dotyczące czytelnictwa w Polsce. Naprawdę jestem w stanie zrozumieć to, że rodzice są zmęczeni i zwyczajnie im się nie chce. Ja się uparłam na czytanie dzieciom. Czasami jestem zmęczona i mam cichą nadzieję, że nie będę musiała czytać, ale tak się nie zdarza. Potem uświadamiam sobie, że to naprawdę niewiele (czasu i chęci), a sprawia, że mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku rodzica. Rozumiem jednak, że nie wszyscy mają takie priorytety. Jednak chciałam tutaj skupić się na sytuacji związanej z pobytem w szpitalu. Dzieciaki często nie mogą wychodzić poza swój pokój (ze względu na przenoszenie różnych chorób), a rodzice nie wiedzą czym zając swoje pociechy. Do gry wchodzą oczywiście telefony. Co wygląda mniej więcej tak, że dziecko ogląda coś na telefonie, a rodzic ogląda telewizję. Uważam, że jeśli już jesteśmy zmuszeni siedzieć w szpitalu to wykorzystajmy ten czas. Ja mam ten komfort (na razie), że jestem w domu i mogę całą swoją energię poświęcić dzieciom, dlatego podczas hospitalizacji realizowałam (mniej więcej) swój typowy plan dnia. Rodzice, którzy pracują nie mają tego czasu aż tyle i to jest zrozumiałe. Dlatego dziwi mnie, że kiedy znajdzie się już chwila na wspólne spędzanie czasu, nie wykorzystują tego. 
Oczekujemy od dzieci, że będą kreatywne i asertywne. Wciskając im telefon do ręki, zmniejszamy te możliwości. Wiem, że dzieciaki potrafią być męczące, denerwujące i inne ące, ale taka ich natura, tak poznają świat, tak rozwijają swoje umiejętności i przekraczają granicę (najczęściej cierpliwości rodziców ;-)). Mi nikt nie czytał w dzieciństwie, chociaż książki mnie otaczały. Wiem, że moi rodzice ciężko pracowali na to aby niczego mi nie brakowało. Ja mam teraz czas, który chcę poświęcić na wychowanie moich dzieci. Grunt żeby dać dzieciom możliwości i odpowiednie narzędzia aby mogły stać się swoimi najlepszymi wersjami :-)

poniedziałek, 1 lipca 2019

Pobłażliwe spojrzenie

Zaczyna się lipiec, a to oznacza, że wakacje rozkręcają się na dobre. Wyjazdy nad jakieś jeziorko, dużo lodów, dobrej zabawy i słońca :-). Tak to sobie wyobrażam, ale jak będzie zobaczymy.

#figeekmama

Czekam. Czekam kiedy mój mąż ogarnie różne sprawy związane z gospodarstwem i będzie mógł zająć się dziećmi. Chociaż na godzinę dziennie. Niestety aktualnie wygląda to tak, że wyjeżdża przez 7 rano, wraca...no różnie. Nigdy nie wiadomo o której będzie w domu. Co za tym idzie? Dieta i ćwiczenia zeszły na dalszy plan. Oznacza to, że jem kiedy mam taką okazję, nie zastanawiając się nad konsekwencjami ;-) Nie oznacza to, że się poddaję! Po prostu musi minąć ten okres kiedy nie ma na nic czasu. Jak wszystko się ustabilizuje to wracam do racjonalnego jedzenia :-)

Przeczytałam w końcu Pieśń o Warszawie Dominiki Tarczoń. Niestety nie porwała mnie jakoś szczególne. Po prostu kolejna książka o post apokalipsie. Było parę ciekawych pomysłów, ale nie zostały pociągnięte i fabuła po prostu poszła dalej. Nie oznacza to jednak, że książka jest słaba. Uważam, ze to dobra post apokaliptyczna fantastyka. Jeśli autorka zdecyduje się (a mam taką nadzieję) na kontynuację, na pewno przeczytam.
Dzisiaj zaczynam coś z klasyki <3 Jestem bardzo podekscytowana, bo dawno nie miałam czegoś takiego w rękach. Opowieści niezwykłe Edgara Allana Poe wyd. Siedmioróg. Autora raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Bardzo lubię czytać książki z innych epok. Wczuwać się w historie, które przedstawiają rzeczywistość innych (już zamierzchłych) czasów. To właśnie dzięki takiej literaturze odnajduję drogę jaką przechodzimy my jako ludzkość. Problemy i życie nie zmieniło się tak bardzo jak nam się wydaje, ciągle ktoś nieszczęśliwie sie zakochuje, choruje, czy wzbogaca się. Różni nas tylko otoczenie. Wszechogarniająca technika. Nie mogę się doczekać aż odświeżę sobie twórczość Edgara Allana Poe i tym razem wiem, że na pewno NIE BĘDĘ zawiedziona, czy rozczarowana :-). Już nawet wprowadziłam się w klimat ;-). Obejrzałam (znowu) bajkę inspirowaną twórczością tego pisarza - Lenore, the Cute Little Dead Girl. Jest to bardzo specyficzna animacja, ale ja ją bardzo lubię, a jakby ktoś chciał to jest dostępna na YT ;-)


Dla dzieci chciałabym Wam polecić ULUBIONĄ bajkę... mojego męża ;-). Podróż na jednej nodze Małgorzaty Strzałkowskiej wyd. Bajka. Ślimak Jaś zostaje zaproszony na przyjęcie do swojej cioci. Niestety ma kawał drogi do przebycia przez co musi używać różnych środków transportu. Dzięki podróży ślimaka Jasia poznajemy czym charakteryzują się różne pojazdy, np. rower, auto, czy polewaczka. Bardzo dobrze przemyślana historia, która napisana jest w bardzo przyjemnym stylu. Można śmiało powiedzieć, że ta opowieść o ślimaku Jasiu to nie tylko rymowany wiersz, ale i coś na ksztalt piosenki. Dzięki temu czyta się bardzo przyjemnie i chętnie do niej powraca. 


Teraz coś zupełnie... geekowskiego ;-). Czy gracie w gry? Chodzi mi o gry przeglądarkowe, komputerowe, czy konsolowe. Ja gram ;-). Kiedyś wiadomo, grałam więcej. Moją ulubioną grą było... heroes of might and magic 3. Grałam godzinami, sądzę, że jakbym teraz miała okazję to też bym straciła sporo czasu ;-). Próbowałam też grać w wersję online, ale to nie dla mnie. Widziałam co prawda podobne gry w wersji na telefon, ale nie oszukujmy się to nie to samo. Teraz jedyne na co mogę sobię pozwolić to gry, które nie są za bardzo absorbujące i pozwalają po prostu się zrelaksować. Oznacza to tylko jedno. Granie nie telefonie, bo jakoś nie wyobrażam sobie teraz żeby pykać na komputerze ;-). Grą, którą bardzo lubię i gram od dawna jest Shakes and Fidget. Zdecydowałam się na nią, ponieważ bardzo podoba mi się grafika i jest bardzo bardzo Pretchettowska <3. 



#pobłażliwe spojrzenie

Ostatnio miałam okazję bawić się na paru weselach. Jako doświadczona żona ;-) dokonałam pewnych obserwacji i przemyśleń. Na pewno Ci, którzy ślub mają już za sobą będą wiedzieli o czym mówię. Chodzi mi o to jak z perspektywy czasu patrzy się na młode pary i małżeństwo. Ślub to jeden z najszczęśliwszych dni w życiu. Ja cieszyłam się bardzo mocno. Równie mocno się stresowałam. Czym? Teraz już nie wiem, bo wszystko się już udało, ale pamiętam za to jak patrzyły na mnie doświadczone żony. Chodzi właśnie o to pobłażanie. To trochę tak jak dziecko opowiada o swoich planach na przyszłość. Chcesz żeby spełniło swoje marzenia, ale wiesz, że życie wiele weryfikuje. Nie wiem kiedy to się stało, ze dołączyłam do grona doświadczonych żon, ale kiedy panna młoda opowiadała o swoich celach i planach patrzyłam na nią...z pobłażaniem. Wiem jak te 5 lat małżeństwa mnie zmieniło. Nie jestem już tą dziewczyną/kobietą, która brała ślub i była pełna ekscytacji. Dzisiaj (może jeszcze nie stateczna), ale na pewno bardziej stonowana wiem, że to czego chciałam i o czym myślałam, dotyczyło mnie i męża, ale tylko  w mojej perspektywie, bo chociaż znałam plany i zamiary Kluskona, uwzględniałam wszystko z MOJEGO punktu widzenia. Teraz to samo widzę w wszystkich pannach młodych i chociaż życzę im jak najlepiej, wiem, ze z czasem i one przejdą na pobłażliwą stronę ;-)

#kot

W naszej rodzinie pojawił się kot. Jako, ze mieszkam w domu mogę sobie pozwolić na zwierzęta. Może nie w dowolnej ilości, ale kot nie jest żadnym problemem ;-). Uważam, ze dzieci powinny wychowywać się ze zwierzętami. Ja zostałam tak wychowana i czerpałam z tego same korzyści. Dzięki zwierzętom dzieci uczą się nie tylko empatii wobec wszelkich istot żywych, ale i odpowiedzialności. Oczywiście nie wolno zapominać o tym, że jest to zwierzę, która działa przez różne instynkty. Dlatego trzeba pamiętać o różnych bardziej i mniej przyjemnych obowiązkach. Oczywiście karma i woda to podstawa, ale nie wolno zapominać też o ochronie przeciw kleszczami, czy kastracji/sterylizacji.  Diuna jest jeszcze za mała na jakiekolwiek zabiegi, ale nie zmienia to faktu, że coś takiego ją czeka. Wiem jak dużo kotów biega bezpańsko po ulicach. Wiem jak ciężko znaleźć odpowiedniego właściciela dla małych kotów, dlatego na pewno (w odpowiednim czasie) zdecydują się na taki zabieg. Żyjemy w czasach, kiedy posiadanie zwierząt to przywilej (warunki mieszkaniowe, alergie, wszystko to wyklucza posiadanie pupila). Dlatego biorąc pełną odpowiedzialność za to, co się oswoiło musimy dbać o te małe istoty.

#inspiracje

Na koniec pozostając w mrocznych, zabawnych klimatach piosenka, która strasznie wpada w ucho i bardzo długo się ją nuci ;-)



wtorek, 25 czerwca 2019

woda dla... Jeży.

Przed Wami kolejna odsłona cyklu o kampaniach społecznych. Tak jak już wspominałam jest bardzo wiele akcji, które warto nagłaśniać. Może nie jestem (jeszcze) super popularnym blogerem, ale nie zmienia to faktu, że jestem współodpowiedzialna za otaczający świat i chcę go zmieniać na lepsze.

Dzisiaj mam dla Was bardzo wyjątkową akcję Organizowaną przez Fundację Primum, która nosi nazwę Woda ratuje życie i ma na celu uświadomienie, że dzikie zwierzęta potrzebują naszej pomocy nie tylko przy ratowaniu zagrożonych gatunków, ale i sprawach codziennych.  Chociaż akcja Fundacji Primum mówi o okresie wczesnowiosennym to uważam, że analogicznie obejmuje ona również inne pory roku ;-). Kiedy za oknem słońce świeci już od rana, a temperatury nie pozwalają wyjść z domu, jedyne o czym marzymy to ochłoda. Są różne sposoby na to by obniżyć temperaturę. Nie którzy używają wiatraków, inni stawiają na...gorące napoje (tak, tak, jest udowodnione, że po gorącym napoju mniej się pocimy). Jednak najważniejsze w taką pogodę jest NAWADNIANIE. Lekarze zalecają od 2 do nawet 4 litrów wody dziennie. I właśnie o wodzie chciałabym dzisiaj napisać. O ile ludzie nie mają z tym problemu, bo przecież zawsze można napić się wody z kranu, tak zwierzęta nie mają już tak łatwo. Na pewno każdy z Was miał sytuację, że chciało mu się pić, ale dookoła nie było nic zdatnego do picia a najbliższy sklep był oddalony o miliony mil. Nie jest to przyjemne uczucie, ale jako istoty rozumne zawsze znajdziemy wyjście z takiej sytuacji. Pójdziemy do tego "pobliskiego" sklepu, czy wstąpimy na stacje benzynową, możliwości jest wiele. Niestety zwierzęta nie mają takich sklepów i czasami muszą iść bardzo długo w poszukiwaniu wody (krótkie nóżki i dalekie odległości maksymalnie wydłużają czas podróży).
DLATEGO MOŻEMY POMÓC ZWIERZĘTOM. Wystawiając miseczkę wody na dwór. O ile jestem totalnym przeciwnikiem dokarmiania zwierząt, tak w przypadku wody mogę iść na pewne ustępstwa. Fundacja Primum mówi o jeżach, ale jestem pewna, że wszystkie zwierzęta skorzystają, ponieważ...IM TEŻ JEST GORĄCO I TAK JAK MY, POTRZEBUJĄ WODY.


Mieszkam na wsi, więc dzikie zwierzęta nie są mi obce. Często widuję jeże, lisy, a czasami nawet dziki (oczywiście zwierzęta domowe też, ale nie o nich tu teraz mowa ;-)). Zdaję sobie sprawę, że są to dzikie zwierzęta i tylko ostateczność sprawia, że przybywają tak blisko ludzi. O ile nie wyobrażam sobie wystawienia "miseczki" dla dzika, tak z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że z tych awaryjnych wodopojów korzysta wiele małych zwierząt. Uważam, że w miastach jest o wiele większy problem, ponieważ tam o wiele trudnej znaleźć wodę do picia. Dlatego zachęcam Was do wsparcia tej akcji. Przecież tak na prawdę jedyne to nas to będzie kosztowało to odrobina wysiłku.

Niech Jeż stanie się symbolem empatii i braterstwa pomiędzy Nami a Braćmi Mniejszymi ;-)




poniedziałek, 24 czerwca 2019

nudne życie

Dopiero zaczynają się wakacje, a już niektóre strony alarmują, że zostało TYLKO 70 dni ;-). W mojej obecnej sytuacji uważam, ze to i tak dużo ;-) Chociaż jeszcze parę lat temu uważałabym, że to NIEWYSTARCZAJĄCY czas na odpoczynek ;-) Nie wiem kiedy mi się to zmieniło, ale jedno jest pewne.Wakacje to moja ulubiona pora roku ;-)

#fitgeekmama

Wasze komantarze śledzę bardzo pilnie i wiem, że nie tylko mi kibicujecie, ale również wspieracie i sami często zmagacie się z takimi problemami jak ja. Zgadzam się, że 5 posiłków dziennie to przesada, ja jadam najczęściej 4 i głodna nie chodzę. 
W projekcie fitgeekmama nie chodzi o to żeby zrobić z siebie kobietę o idealnych rozmiarach, obsesyjnie myślącej o diecie, ale o udowodnienie sobie i pokazanie innym, że bycie kluską to tylko kwestia podejścia ;-). Mogę mieć zbędne kilogramy, aby tylko czuła się ze sobą dobrze. Widziałam sporo niesamowitych zdjęć kobiet plus size, które podobały mi się zdecydowanie bardziej niż wysportowane i zdrowe dziewczyny z okładek różnych pism. Nie oznacza to jednak, że rezygnuje z udziału w RUNMAGEDONIE. Dałam sobie rok i pomimo wagi, która jak na złość idzie do góry, uważam, że kondycja mi się poprawiła i wszystko idzie ku lepszemu :-)
Zakończenie roku szkolnego u Klary,  długi weekend oraz pogoda sprawiły, że nie mogłam czytać za wiele. Niestety nie dokończyłam Pieśni o Warszawie Dominiki Tarczoń. Jest to spowodowane nie tylko brakiem czasu (bo ten by się znalazł gdyby książka była naprawdę wciągająca), ale i fabułą. Post apokalipsa nie jest czymś nowym. Ciężko zbudować fabułę tak żeby zaskakiwała. Jest świat, który wiele przeżył oraz ludzie, którzy muszą się dostosować do nowych warunków. Nie można zapomnieć też o wszelkiego rodzaju mutantach. Ciężko mi zdefiniować tę książkę jako dobrą, czy złą, ponieważ występuje w niej charakterystyczny dualizm. Z jednej strony świat i fabuła nie zaskakują, ale z drugiej świadomość autorki w jakim kierunku chce nas poprowadzić i co chce nam pokazać, sprawia, że książka jest ciekawa. Może nie maksymalnie wciągająca, ale na pewno doczytam ją do końca.
Dzisiaj mam dla Was totalną perełkę. Trafiłam oczywiście zupełnym przypadkiem, ale widocznie była mi pisana, bo uważam tę trylogię za jedną z najlepszych jakie czytałam. Mówię o serii Pękniętej Ziemi Nory K. Jamisin wydawnictwa SQN. Saga składa się z :
Piątej Pory Roku
Wrót Obelisków 
Kamiennego Nieba
Cała trylogia otrzymała (a nawet każda jej część) otrzymała bardzo prestiżową nagrodę HUGO, która przyznawana jest dla twórców fantasy i sf. Na pewno Ci, którzy tak jak ja lubują się w tym gatunku kojarzą tę nagrodę ;-)
Bardzo ciężko zdefiniować tę trylogię. Świat, który stworzyła autorka to połączenie tego co znamy z tym unikalnym, ukrywającym się na granicy wzroku nieznanym. Historia opowiada o losach ludzi, którzy chcą przeżyć koniec świata, ale nie jest to ani posapo, ani studium ludzkiej psychiki. Swiat w Pękniętej Ziemi jest brutalny, sprawiedliwy i strachliwy. Kto czytał ten wie, kto nie czytał...mam nadzieję, że zainteresowałam takim opisem ;-) Wiadomo, jak to ja...nie chcę za dużo zdradzić ;-)


Żeby było sprawiedliwie, dla dzieci też mam totalną perełkę :-). Jest to książka, którą darzę niesamowitym sentymentem, ponieważ jest to pierwsza książka, którą kupiłam z myślą, że będę czytała ją swoim dzieciom. Od kiedy Klara (a później Janek) pojawiła się na świecie, czytałam ją niezliczoną ilość razy i wiem, że to nie koniec. Mówią o Polscy Poeci Dzieciom wyd. Olesiejuk. Takich zbiorów jest bardzo dużo na rynku, ale ten urzekł mnie od samego początku. Po pierwsze niesamowite ilustracje Pawła Głodka. Jestem w nich maksymalnie zakochana. Po drugie dobór poetów. Tuwim, Kozłowska, Fredro i...(mniej lubiana przeze mnie) Konopnicka. Po trzecie złego słowa nie powiem o tej książce. Jest po prostu najlepsza ;-)


Ostatnio pisałam o wyborach jakie dokonuje Klara. Codziennie utwierdzam się w przekonaniu, że jest niesamowitą i mądrą dziewczynką. Przykładem może być to, że ZAWSZE wybierze wodę do picia (chociaż jakby była Cola, to wiadomo;-)). Pomimo silnego i władczego charakteru jest bardzo troskliwa i opiekuńcza (ostatnio dmuchała na mój rozcięty palec). A dodatkowo (co chyba najfajniejsze;-)) nie ma dnia bez książki!Janek wiadomo, jest jeszcze za mały, ale już widzę, że Jego rozwój i dorastanie będzie tak samo pełen przygód jak i Jego starszej siostry ;-)/Wszystkie te rzeczy sprawiają, że dobrze czuję się w roli mamy <3. 

#nudne życie

Główny temat dzisiejszych rozmyślań. Moje życie jest niesamowicie nudne. Rutyna goni rutynę. Nie ma w nim wielkich dramatów, plotek, czy zrywów akcji. Ale...jest mi z tym bardzo dobrze. Życie nauczyło mnie, że nie warto przejmować się wszystkim. Ulubionym powiedzeniem mojego męża jest to, że ma wy*ebane. Będąc ze sobą tyle lat (w tym roku mija 13 razem, 5 po ślubie) doszłam do podobnych wniosków jak On ;-). Rodzina, którą stworzyłam jest raczej normalna. Zdarzają się kłótnie, czy różnice zdań, ale więcej jest (tak mi się wydaje) miłości i zrozumienia. Nie słucham plotek na swój temat (zazwyczaj po prostu nikt o mnie nie plotkuje, a jeśli już coś się pojawi to... mam wy*ebane ;-)). Szkoda życia na przejmowanie się cudzymi kompleksami. Dramaty jakie zdarzają się w moim życiu są jedynie kiedy nie mam czasu doczytać książki, do oglądać serialu, czy po prostu zarwę noc, bo Jankowi wychodzą zęby.
Jaki z tego wniosek? Nie zamieniłabym mojego nudnego życia na nic innego. Nie chcę ani sławy, ani...(nie no kasa by się przydała ;-)) zmiany. To, co mam jest najnudniejsze, wpisuje się w każdą normę, ale... dla mnie jest NAJLEPSZE.

#cykl

Widzę, że cykl o kampaniach społecznych cieszy się dużą popularnością. Bardzo mnie to cieszy i już zabieram się za kolejną odsłonę ciekawej akcji :-)

#inspiracje

Internet daje nam mnóstwo możliwości. Podaje na tacy miliony pomysłów i rozwiązań. Sama często szukając czegoś interesującego dla dzieci korzystam z tego źródła. Uważam, że ciekawymi pomysłami warto się dzieli. Ostatnio trafiłam na bardzo ciekawy wpis u Ikwdomowymzaciszu. Baaardzo spodobał mi się wpis o tym czym zająć malucha. Dlatego teraz dzielę się nim z Wami :-). Ja na pewno skorzystam i podzielę się efektami na Instagramie:-)
No i na koniec piosenka, która towarzysz mi od paru dni :-)


Mam taką skromną nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się wybrać n


Przepraszam Was, Kochani

Wiem, że wczoraj miał się pojawić post na temat jakiejś ciekawej kampanii społecznej. Wiem, że to już drugi (na szczęście nie z rzędu), któ...