gazetka lekiem na całe zło (Hello Kitty. Egmont)

 Kolorowe czasopisma to coś, co zawsze przyciąga uwagę, wydawcy prześcigają się żeby skusić nas do zakupu swojego tytuły, a już takie dla dzieci to całkiem. Jak wybrać coś wartościowego? Cóż, ostatnio pojawił się pewien ciekawy tytuł ;-)

Chociaż Hello Kitty została stworzona w 1974 przez japońską spółkę Sanrio to mnie totalnie ominął szał na tę postać. Oczywiście, gdzieś mi migała, ale nie zwracałam na nią szczególnej uwagi. Teraz kiedy mam dzieci, staram się śledzić ciekawe nowości wydawnicze żeby wiedzieć, co warto zaproponować dzieciakom w ramach relaksu i rozrywki. 26go lutego miała miejsce premiera nowego magazynu o Hello Kitty od Egmontu i wiecie co? Jest to czasopismo, na które warto zwrócić uwagę.


Treść

Magazyn nie jest kierowany wyłącznie do dziewczynek, ale nie oszukujmy się różowy kolor raczej chłopców nie przyciąga (chociaż Janek bardzo lubi chodzić w różowych spinkach ;-)). Za to w środku znajdziemy bardzo uniwersalne treści. Historie o przygodach małej białej kotki i jej przyjaciół obfitują w aspekty takie jak przyjaźń, czy pomaganie. Historie nie są skomplikowane, ponieważ ten magazyn jest skierowany do dzieci w wieku 3-5. Dodatkowo mamy też różne ciekawe informacje, zagadki, miejsce na bazgrołki, czy przepisy kulinarne.




Dla mnie jest to czasopismo, które na pewno będzie gościło w moim domu regularnie. Nie dość, że podczas lektury dzieciaki dobrze się bawią to jeszcze cena jest równie zachęcająca - 11,99 zł. Żałuję tylko, że jest to  dwumiesięcznik i długo trzeba będzie czekać na kolejny numer.

Hello Kitty to propozycja idealna dla trochę większych maluchów. Jest kolorowo, prosto i przyjaźnie. Zdecydowanie polecam ją wszystkim rodzicom, ponieważ możecie mieć pewność, że dzieciaki chwile zajmą się lekturą ;-).

Tytuł:              Hello Kitty 1/2021

Wydawnictwo:  Egmont

Premiera:         26.02.2021


Za możliwość poznania tej słynnej Kici z najlepszej strony, dziękuję Egmontowi.




gra, w którą można grać na okrągło ;-) (W kółko. Gra edukacyjna. Alexander)

 Marzec. Kto by się spodziewał, że tak szybko nadejdzie. Ja myślami jestem jeszcze z styczniu ;-). Dzisiaj chciałabym powrócić do serii wpisów o grach planszowych. Zwłaszcza, że mam dla Was takie skarby, od których ciężko się oderwać!


Grę udało mi się wcześniej podejrzeć na paru blogach, ale nie rozumiałam skąd ta cała ekscytacja. Kółka? Serio, to już nic ciekawszego nie można wymyślić? Stwierdziłam, że muszę czegoś nie dostrzegać i dałam jej szansę.


Autorkę - Dorotę Zawadzką, chyba znajdą wszyscy. Oddzielając aspekty prywatny od zawodowego, uważam, że ta kobieta ma naprawdę dużą wiedzę na temat wychowania dzieci. Superniania stworzyła prostą grę, która zajmuje na długie godziny, a to wszystko dzięki kolorowym kółkom!

Mamy parę wariantów rozgrywki. Pierwszy jest skierowany do starszych dzieci, takich w wieku 2,5 i więcej ;-), które rozumieją już proste zasady, np. dopasowanie koloru, do tego, który wypadł na kostce, czy rozróżnienie małych kółek od dużych. Rozgrywka polega na zbieraniu najpierw dużych kółek w odpowiednim kolorze, wyrzuconym na kostce, a potem dopasowaniu małych kółek. Rozgrywka banalna, sami przyznajcie. Czynnik losowy jest tutaj bardzo duży, ponieważ kółka mogą być tego samego koloru (jeśli taki wypadnie na kostce, przy kolejnym rzucie). 


Klara była zachwycona rozgrywką. Gdyby Jankowi po jakimś czasie się nie znudziło, pewnie gralibyśmy do momentu aż usnęliby na dywanie ;-). Chyba najciekawsze jest to, że nigdy nie ma takiej samej rozgrywki. Kostka zawsze może potoczyć się inaczej. To właśnie sprawia, że ta gra jest taka wciągająca.

Kolejnym wariantem gry jest domino. Skierowany do młodszych dzieci - ok. 2 lat. Tutaj możemy trochę kreatywniej podejść do tematu i układać kółka na rożnych płaszczyznach, nie tylko w pionie, czy poziomie. Dzieciaki oszalały na punkcie takiej rozgrywki i tworzyły naprawdę ciekawe projekty. W tym wariancie ogranicza nas tylko za mała ilość kółek ;-).


Odkąd ta gra pojawiła się w naszym domu, gramy codziennie. Dawno nie widziałam aby Klara była czymś tak długo zainteresowana. W pewnym momencie myślałam żeby schować tę planszówkę na jakiś czas, ale potem poszłam po rozum do głowy i stwierdziłam, że granie w nią jest lepsze niż wymyślanie nie wiadomo jakiś zajęć, czy aktywności.

Janek, no cóż, On jest na etapie, kiedy wszystko szybko mu się nudzi i denerwują go stateczne czynności. Przechodziłam to z Klarą, dlatego już się cieszę na myśl, że za parę lat ;-) będzie się dobrze z nimi grało w planszówki :-).

W kółko polecam przede wszystkim dla dzieci, które lubią i potrafią skupiać się na jednej rzeczy przez jakiś czas. Gra jest bardzo absorbująca i przyjemna. Maluchy będą mogły zapoznać się z prostymi zasadami. Jak widać na przykładzie Klary ta gra wciąga tak mocno, że można ( a nie którzy są zmuszeni) grać w nią na okrągło ;-).


Za możliwość grania w kółko, dziękuję Alexandrowi.


A na facebooku wystartował konkurs, w którym do zdobycia bardzo fajna planszówka ;-)



Well done Minecrafcie, well done. (Minecraft Kroniki Woodsword. Ostatnie Starcie. Harperkids)

 Kiedy dzieciaki smacznie już śpią, ja siedzę do późnych godzin nocnych i czytam książki. Jak już mnie jakaś wciągnie to skończę dopiero wtedy kiedy oczy zaczną mi łzawić, a umysł odłączy się jakieś 10 stron wcześniej. Ostatnio tak się akurat złożyło, że sięgnęłam po historię ze świata Minecrafta i wiecie, co? Naprawdę mnie wciągnęła!

Wspominałam Wam, że nie ogarniam Minecrafta. To jeszcze nie ten czas. Jednak w mojej bliskiej rodzinie mam prawdziwych fanów tej gry, dlatego chciałam ją trochę bliżej poznać, aby wiedzieć, czy chłopaki podczas rozmowy nie przyzywają jakiegoś przedwiecznego ;-). Okazało się, że ten świat jest bardziej złożony i ciekawy, niż myślałam.



Moje pierwsze wrażenie dotyczące Minecrafta? Co może być ciekawego w kwadratowej, pikselowej grafice i braku jakiejkolwiek fabuły? Ktoś wie? Ja nie wiedziałam. To było parę lat temu, zanim przyszły na świat moje dzieci i dzieci bliższych i dalszych krewnych. Kiedy zobaczyłam jak duże zainteresowanie wzbudza ta gra, postanowiłam dać jej drugą szansę. Zaczytując się w literaturze (no gdzież bym sięgnęła od razu do gry ;-)), zaczynam powoli łapać o co chodzi. Dlatego dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejną małą cząstkę tego kreatywnego uniwersum.

Ostatnie Starcie to finałowa (?) część przygód piątki przyjaciół. Morgan, Ash, Harper, Po i Jodi wiedzą już, że coś złego dzieje się w świecie Minecrafta. Król przywoływaczy zmienił główny kod gry, cały wykreowany świat nagle staną w miejscu, nic nie można było zrobić pomimo wielkich chęci i determinacji głównych bohaterów. Wyglądało to trochę tak, jakby ktoś włączył pauzę, tylko że postacie mogły się ruszać. Jak poradzą sobie główni bohaterowie? Jak wpłynie na nich wiadomość, że Ash musi się wyprowadzić? Kiedy wszystko stanie a morale upadną, trudno będzie wymyślić rozwiązanie. Jednak nie ma tego złego, te kreatywne dzieciaki poradzą sobie z każdym problemem i to w nie byle jaki sposób ;-)


Jak już wcześniej Wam wspomniałam, zaczytałam się w tej historii. Ciekawiło mnie jak poradzą sobie główni bohaterowie. Dodatkowo mogłam też dowiedzieć się paru rzeczy o Minecrafcie i to w całkiem przyjemny sposób, czyli mimochodem ;-).

Oprócz ciekawej fabuły podoba mi się również to, że jest wyraźne rozgraniczenie między świat realny a cyfrowy. Dzieciaki wiedzą, że to tylko gra i nie próbują łączyć tych dwóch światów. Moim zdaniem to bardzo ważne, aby pokazywać tę granicę, ponieważ jak donoszą media i różne badania, dzieciaki coraz częściej zatracają się w cyfrowym świecie i niestety, wcale nie chcą z niego wyjść.



Podoba mi się również to, że główni bohaterowie potrafią działać razem. Znają swoje dobre i mocne strony, dzięki czemu wszystkie akcje wychodzą im sprawnie. Oczywiście można się przyczepić, że fabuła jest za prosta, ale przecież jest skierowana do dzieci, a nie do starych wyjadaczy, którzy niejednego Creepera już zabili ;-).



Musze przyznać, że jestem ciekawa jakie przygody miała ta paczka przyjaciół w poprzednich częściach (ponieważ to już 5 tom ich perypetii). Chociaż nie mogę się doczekać kolejnych części, ponieważ o tym, że powstaną, jestem całkowicie pewna. Fabuła pozostała otwarta i gotowa na nowe, kreatywne historie ;-).

Tytuł:              Ostatnie Starcie

Seria:              Minecraft

Autor:             Nick Eliopulos

Ilustracje:        Luck Flowers/Chris Hill

Tłumaczenie:   Anna Hikiert

Wydawnictwo: Harperkids Polska

Premiera:         24.02.2021


Za możliwość przybliżenia się do polubienia Minecrafta, dziękuję Harperkids .




Książki, po które dzieci same sięgają (3 bajeczki na dobranoc. Harperkids)

 Pogoda przestała rozpieszczać. Powiedziałabym, a nie mówiłam, ale po co, każdy ma oczy, którymi widzi co się dzieje za oknem ;-). Jak już Wam wiadomo, żadna pogoda nam nie straszna, potrafimy sobie doskonale zorganizować czas, dlatego dzisiaj chciałabym Wam przedstawić książki, które moje dzieci pokochały.


Seria 3 bajeczki przed snem to zbiory opowiadań o różnych postaciach z bajek. Możemy poznać przygody Smerfów, Muminków, Tomka i Maszy. Powoli zauważam zróżnicowanie gustów moich dzieci, więc wybrałam dla nich Smerfy i Tomka.

Przy częstym czytaniu ciężko stwierdzić, czy nowa książka przypadnie do gustu. Jak już Wam kiedyś wspominałam, moje dzieciaki mają już swoje ulubione i nie zawsze chcą sięgać po coś innego. Tym razem zadziałał wabik jakim są ulubieni bohaterowie

Zaczęliśmy od Smerfów. 3 historie, ciekawe przygody i nawet nawiązanie do konia trojańskiego! Wiadomo, to bajki dla dzieci, więc nie ma mowy o krwawej rzezi, chociaż wydaje mi się, że dla Gargamela byłaby to ciekawa perspektywa ;-).






Potem zabraliśmy się za Tomka. Tutaj z kolei jest więcej emocji niż akcji. Bohaterowie tych bajek muszą radzić sobie z negatywnymi uczuciami. Nie tylko tymi, które sami doznają, ale również tych, z którymi borykają się ich przyjaciele. 






Porównując obie części to na pewno warto zauważyć, że przy Smerfach jest mnie tekstu i więcej się dzieje. Dzieci nie tracą zainteresowania historiami, które się czyta. Natomiast w Tomku fabuła jest obszerniejsza. To nie jest książka, którą można przeczytać szybko. Tutaj potrzeba trochę dokładniejszej analizy. 

Dlatego jeśli miałabym polecić którąś z tych książek do poczytania przed snem wybrała bym Tomka. Jest po prostu spokojniejszy i nie zachęca do brykania. Natomiast Smerfy to książka, którą można przeczytać o każdej porze dnia, chociaż ostrzegam, że zachęca do brykania ;-).


Seria:                3 bajeczki przed snem

Wydawnictwo:  Harperkids Polska

Premiera:         24.02.2021


Za (już nie zliczę które ;-)) godziny czytania, dziękuję Harperkids Polska.





co było po "i żyli długo i szczęśliwie" (Czarośledztwo. Waneko)

 Musze przyznać, że trochę czekałam na promienie słońca. Człowiek wstaje jakiś taki weselszy, z większą werwą i energią. Niby na razie to nie wielka zmiana, bo temperatura jeszcze nie pozwala zdjąć zimowych kurtek i butów, ale są już na to jakieś perspektywy ;-).

Dzisiaj przychodzę do Was z mangą, która zaciekawiła mnie bardziej niż się spodziewałam, ponieważ opowiada o tym jak nieszczęśliwi są bohaterowie przeżywający szczęśliwe zakończenie. zaintrygowałam Was ;-)?


Kaho Ichinose jest nieśmiałą licealistką, która uwielbia czytać książki. Nie ma przyjaciół, dlatego całe dnie spędza w bibliotece poświęcając się swojej pasji. Pewnego dnia odkrywa drzwi, za którymi znajduje się tajemnicza biblioteka magicznych książek. Można w niej znaleźć egzemplarze, które są wyjątkowe, posiadają dusze. Niestety przez przypadek główna bohaterka pozwala uciec paru książkom, które jak się okazuje potrafią wpływać na realny świat. Razem z Hayamą, chłopakiem, który zajmuje się opieką nad magiczną biblioteką muszą złapać niesforne egzemplarze. Jednak aby to zrobić muszą znać tytuły, które uciekły, a jak się okazuje nie jest to wcale oczywiste.

Kaho uwielbia czytać książki, ale jej partner niestety nie. Razem reprezentują dwa całkowicie różne podejścia do sprawy. Główna bohaterka chce poznać przyczyny ucieczki, natomiast Hayama chce tylko doprowadzić zadanie do końca. Jak najszybciej i jak najprościej. Okazuje się, że podejście Kaho jest zdecydowanie lepsze, ponieważ po rozmowie i analizie problemu bohaterowie sami zgadzają się na powrót bo biblioteki.


Myślałam, że ta historia będzie trochę bardziej naiwna. Coś w stylu "masz czerwony kapturek i goni cię wilk, ciekawe z jakiej bajki uciekłaś?" Na szczęście tak nie było. Oczywiście, odgadnięcie nie było trudne, ale autorka przedstawiła inne aspekty znanych bajek.

Podoba mi się też to, że czytając Czarośledztwo dostajemy szerszy kontekst kulturowy na temat znanych baśni. Przykładem może być Calineczka. Okazuje się, że w epoce Meiji (1868-1912) kiedy w Japonii wydano Baśnie Andersena zmieniono imię bohaterki tej bajki na Hanako

Warto również zwrócić uwagę na złożoność bajkowych postaci. Znowu powołam się na Calineczkę, ponieważ nie chcę zdradzać Wam reszty historii ;-). Dlaczego ucieka ze swojej książki? Ponieważ nie może decydować o sobie i nie rozumie, dlaczego wywołuje takie pozytywne emocje. Interesujące, prawda? 

 Czarośledztwo to jednoczęściowa historia autorstwa Uty Isaki. Niestety w Polsce została wydana tylko jedna jej manga Specjalizuje się ona w fabułach o tematyce magicznej. Jej kreska jest bardzo nowoczesna i delikatna. Mam nadzieję, że jakieś wydawnictwo ;-) skusi się na wydanie pozostałych jej pracy :-).

Chyba jedyne, co mi się nie podoba (a może podoba, tylko jest tak nietuzinkowe, że zwracam na to szczególną uwagę) to określenie książkara, co w negatywny sposób ma określać osobę lubiącą czytać książki. Myślę, że tłumaczka Anna Karpiuk miała nie lada wyzwanie tłumacząc to słowo. Nie wiem, jak Wam, ale mi kojarzy się strasznie źle. 


Trochę żałuję, że ta historia ma tylko jeden tom. Jest wiele aspektów, które fajnie mogły być rozwinięte, np. Hayamie podczas łapania książek pomaga wilk z czerwonego kapturka. Jak dla mnie byłby to świetny temat na kolejną część, nie uważacie ;-)

Tytuł:              Czarośledztwo
Autor:             Uta Isaki
Wydawnictwo: Waneko
Tłumaczenie:   Anna Karpiuk
Tomy:              1

Za możliwość szerszego spojrzenia na bajki i baśnie, dziękuję Waneko.



Słowa, które na stałe zagościły w moim słowniku (Sylwia Sylwester jest niecałopełnista)

 Czy Wy też czujecie już nadchodzącą wiosnę? Bo ja baaaardzo. Właśnie zdałam sobie sprawę, że muszę kupić kalosze ;-). Nie szkoda mi zimy kiedy odchodzi, nie szkoda mi kiedy przychodzi. Po prostu jest, będzie i minie. A że zimno? Przecież jak jest zima to musi być zimno! 

Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować książkę, która wprowadziła nowe słowo do mojego słownika. A to nie byle co! Jestem negatywnie nastawiona do nowomowy, dlatego każde takie słowo, które wzbogaca mój leksykon, musi być naprawdę wartościowe i potrzebne.



Sylwia Sylwester jest cudodziejką. Razem ze swoimi przyjaciółkami Śmieszynką, Termilką, Niezapominajką, Samowierzką, Speszką (i moją ulubioną) Lucyferetką żyje pośród kwiecistych łąk w ogromnym dworku. Całe dnie cudziejki spędzają na nauce i zabawie. Pewnego dnia Sylwia przez przypadek dowiaduje się, że jedna z nich jest (tam, dam, dam) niecałopełnista. Główna bohaterka postanawia odkryć kim jest ta cudziejka i na czym polega jej niecałopełnistość.

Jak zobaczyłam tytuł stwierdziłam, ze to historia, która idealnie nadaje się na komiks. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy dowiedziałam się, że Maciej Kur, autor Sylwii Sylwester jest też twórcą scenariuszy komiksowych i filmów animowanych. Muszę przyznać, ze podczas czytania historii o cudodziejkach da się wyczuć inspiracje komiksowe, w paru miejscach brakuje tylko dymków z onomatpejami, np. puf, bach, itd.



Sylwia Sylwester jest niecałopełnista zauroczyła mnie już od pierwszych stron. Stworzenie krowy z rogami jelenia, trąbą słonia, skrzydłami łabędzia, oczami gołębia, przednimi nogami barana, tylnymi koguta, ogonem pawia i grzywą konia, czyli mówiąc w skrócie Pana Pakaduriusza, sprawiło, że całkowicie zaczytałam się w tej historii.



A teraz to, co sprawiło, ze ta książka stała się dla mnie taka wyjątkowa. Niecałopełnistość. Z czym Wam się kojarzy ten termin? Chodzi o brak czegoś, jakąś niedoskonałość lub ułomność. Czym to się może objawiać? Ano różnie może to być na przykład brak umiejętności, niesymetrycznie obcięte włosy, czy po prostu kalectwo. Sami przyznajcie, niecałopełnistość idealnie nadaje się na pozytywniejsze określenie tych braków.



Bardzo podobało mi się to, jak Maciej Kur wybrnął z tej całej historii o niecałopełnistości. Sama śledząc śledztwo Sylwii byłam ciekawa, kto też to może być i na czym polega jego niedoskonałość. Kiedy na końcu okazuje się, że jest to coś, z czym każdy przeszedł do porządku dziennego i nawet nie zwraca na to uwagi, zaczęłam się zastanawiać, czy w realnym świecie też tak może być. Wyobraźcie to sobie. Ktoś nie ma ręki (specjalnie opisuję skrajny przypadek, aby lepiej zobrazować o co mi chodzi), ale do normalnego funkcjonowania w zupełności wystarcza mu jedna ręka. Jego otoczenie przyzwyczaiło się, że nie ma ręki i nikt na to nie zwraca uwagi. Wszyscy traktują go normalnie. Koniec historii. Rozumiecie o co mi chodzi? Jeśli ktoś oswaja się ze swoją niecałopełnistością to i otoczenie przyzwyczaja się do tego. To takie proste!

Sylwia Sylwester jest niecałopełnista to magiczna historia, która składania do refleksji. Dzięki niej możemy odkryć, że to jak sami siebie postrzegamy ma wpływ na to jak widzi nas nasze otoczenie. Jestem pod olbrzymim wrażeniem tej niebanalnej historii o cudodziejkach i mma nadzieję, że autor pokusi się o kontynuację.

Tytuł:              Sylwia Sylwester jest niecałopełnista.

Autor:             Maciej Kur

Wydawnictwo: Beelive Publishing

Premiera:        01.12.2018

Za możliwość dodania do mojego słownika bardzo wartościowego słowa, dziękuję Sztukaterowi.



Teraz już wiem. (Magi.The Labyrinth of magic. 26-30. Waneko)

 Po tytule nie trudno zorientować się o czym będzie dzisiejszy wpis. Jednak dzisiaj trochę Was zaskoczę, ponieważ... będę marudzić.


O Magi. The Labyrint of magic już pisałam. Wiecie też, że byłam zachwycona tą historią. Wciągająca fabuła, nawiązanie do wierzeń i mitologii, ciekawa kreacja świata i bohaterów. Nie da się nie wciągnąć w tę opowieść. 

Kiedy byłam nastolatką i mangi dopiero nieśmiało wchodziły na polski rynek, trudno było zdobyć jakiekolwiek informacje o tym, co będzie wydawane, kiedy i czy w ogóle. Dzisiaj, w dobie Internetu jest mnóstwo grup i stron, gdzie miłośnicy mogą rozmawiać o ulubionych produkcjach, dzielić się wrażeniami i informacjami ze świata. Czytając dyskusje na tych grupach zauważyłam, że wiele osób chwali Magiego, ale narzeka na końcówkę

Nie wiedziałam o co może chodzić. Zaczytując się w tej historii uważałam, że ta historia jest tak skonstruowana, że nie można się do niczego przyczepić. Nie sądziłam, że Shinobu Ohtaka pójdzie w takim kierunku...





Mogę zdradzić Wam tylko, że walka trwa dalej. Nadal jest bardzo emocjonująco i nieoczekiwanie, ale... po prawie 30 tomach przygód Aladyna i Alibaby nie tego się spodziewałam i niestety, nie jest to przyjemne zaskoczenie. To coś w stylu usmażenia kotleta ze starego mięsa. Niby nadal smacznie, ale nie tak dobrze jak być powinno.

Do końca historii zostało jeszcze siedem tomów, w tym dwa jeszcze nie wydane w Polsce. Shinobu Ohtaka ma jeszcze trochę czasu żeby zmienić zamysł fabuły. Mam nadzieję, że tak będzie, bo jeśli wątek, który teraz trwa będzie prowadził do końca tej historii, to po prostu będę trochę rozczarowana...




Tytuł:              Magi: The Labyrinth od Magic
Autor:             Shiobu Ohtaka
Wydawnictwo: Waneko
Tłumaczenie:   Karolina Balcer 
Tomy:              26-30/ 37

Za możliwość śledzenia tej historii, dziękuję Waneko.






Follow by Email

Moje zdjęcie
Skarby na półkach
Kobieta, Żona, Matka. Piszę o tym co myślę, i robię. Najczęściej czytam książki i staram się aby moje dzieci wiedziały, ze są ciekawsze rzeczy niż siedzenie przed ekranem. Kontakt: skarbynapolkach@gmail.com kontakt@skarbynapolkach.pl