Kury z grubej rury powracają! Czas na wakację rodziny Ogórków! Recenzja O kurza twarz!

 Sobota. Wstąpiły we mnie jakieś siły i zabrałam się za sprzątanie. Nawet dzieciaki wykazały trochę chęci i inicjatywy w tej kwestii. Czyżby dotknęła nas już świąteczna aura ;-)?

Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować książkę, która bardzo mnie zaskoczyła. Co prawda jej autorką jest Justyna Bednarek, ale nie wiedziałam, że można tak fajnie pisać o kurach ;-).


O kurza twarz!

Gdzieś mignęła mi ta seria, ale nie przywiązałam do niej szczególnej uwagi. A był to wielki błąd, bo jak się okazało, przygody czterech kury rasy Brahma to idealna książka dla starszych przedszkolaków i dzieci w wieku wczesnoszkolnym.

Augusta, Hildegarda, Żaneta i Belka to główne bohaterki tej historii. Pewnego dnia trafiają do domu państwa Ogórków, gdzie znajdują swój nowy dom. O kurza twarz! to druga część serii przygód tego bardzo charakternego drobiu. Tym razem cała rodzina wybiera się na wakacje. Problemy zaczynają się już przy wyborze miejsca wypoczynku, bo jak się okazuje znalezienie noclegu dla rodziny z kurami, nie jest wcale łatwym zadaniem. Brahmy oczywiście znajdują wyjść z tej sytuacji i po paru dniach rodzina wyrusza na upragniony wypoczynek.



No i cóż takiego może się dziać w uroczym Kurorcie Kameralnym w Ulęgałce Górnej? Wszystko! Emocjonujące akcje ratownicze, próba morderstwa, nowe niespodziewane przyjaźnie i odkrycia nie z tej Ziemi! Mówię Wam, z tymi czterema kurami nie można się nudzić!





Zgarnąć z półki?

Klara jest już w takim wieku, że ciekawią ją dłuższe, bardziej złożone historie. Nie sądziłam, że historia o kurach aż tak ją zaciekawi i rozbawi. Jak już Wam wspominałam, jest to drugi tom serii, ale spotkał się w naszym domu z takim entuzjazmem, że już jesteśmy również po lekturze pierwszego. Myślę, że nie długo znowu sięgniemy po przygody kur rasy Brahma. Justyna Bednarek napisała niebanalną, zabawną i ciekawą historię, przy której można zaśmiewać się do łez. Także jak najbardziej Wam polecam!

Tytuł:              O kurza twarz!

Autor                Justyna Bednarek

Ilustracje:         Nika Jaworowska-Duchlińska

Wydawnictwo:  Słowne

Premiera:         26.10.2022

A jeśli szukacie innych fajnych książek dla dzieci, koniecznie zajrzyjcie na Tania Książka.pl



Najlepsze gry na święta od Egmontu.

 Piątek. Siedzenie w domu z chory dziećmi to naprawdę wyzwanie. Kiedy są bardzo chore to wiadomo, nie mają na nic siły, ani ochoty. Trudności zaczynają się wtedy, kiedy latorośle wracają do zdrowia i mają coraz więcej energii. Co z nimi robić? Zostawić samym sobie? Wtedy rozniosą dom w drobny mak (albo zaleją, coś ostatnio ich ulubioną zabawą jest eksperymentowanie z wodą). No, ale coś robić trzeba. Dobrze, że mamy dobrze wyposażoną biblioteczkę i półkę z grami ;-). 

Dlatego pomyślałam, że przedstawię Wam najlepsze gry na święta (albo chorowanie ;-)), które zdecydowanie ratują zdrowie i życie. A dodatkowo, dzieci je uwielbiają!


Gry na święta.

Jak Wam już wiele razy podkreślałam. Ja nie jestem w ogóle świąteczna, ale... kiedy pojawiły się dzieci, chciałam pokazać im tę magię świąt. Zaczęły się kalendarze adwentowe, pieczenie i dekorowanie pierników, śpiewanie kolęd i wszelkie inne aktywności. Czy je polubiłam? Niekoniecznie, ale zyskały dla mnie bardziej neutralny (wręcz pozytywny) wydźwięk. Dlatego chciałabym Wam przedstawić gry, które idealnie nadają się na zimowe wieczory. Gry, które od dawna się u nas sprawdzają, a teraz zyskały nieco odświeżoną wersję. Gry idealne na świąteczne prezenty!

Pędzące żółwie. Wyścig do choinki.


Jedna z pierwszych gier, w jakie grałam z moimi dziećmi. Mam do niej tak wielki sentyment, że jak zobaczyłam wersję świąteczną, od razu wiedziałam, że musimy ją mieć. A jak owarzyłam pudełko to dosłownie poczułam świąteczny klimat i zamach choinki. Cudownie odświeżono ten klasyk!




Zasady takie jak w podstawowej wersji. Mamy pięć kart na ręce, które poruszają naszymi żółwiami. Wygrywa ten, kto pierwszy dotrze do celu (w tym wypadku choinki, w podstawowej wersji do sałaty). Gra prosta, łatwa i przyjemna. Świąteczna wersja jest po prostu przeurocza i z wielką chęcią zasiada się do rozgrywki. Moje dzieciaki były zachwycone i już poczuły magię zbliżających się świąt ;-).


Ubongo.

Klasyka. Tetris w rozszerzonej wersji. Moja ulubiona gra, którą zawsze i wszędzie polecam. Sprawdza się podczas siedzenia w domu, przerwy świątecznej, wakacji, nudy, chwili relaksu. Gra idealna! Niby prosta, bo wystarczy z podanych elementów ułożyć określony kształt, ale... to nie jest takie łatwe jak się wydaje. 









Nawet nie pytajcie ile czasu zajęło mi ułożenie odpowiednich kształtów. W normalnej rozgrywce zostałabym bez punktów. Jakoś moje szare komórki chyba się rozleniwiły i nie chciały się ruszyć ;-) Ale to jest właśnie magia - zmusza do myślenia i kombinowania!

Zgarnąć z półki?

Zdecydowanie! Moim zdaniem to gry, które idealnie sprawdzą się w ramach świątecznego prezentu. Są ciekawe, angażujące i zachęcają do wspólnej rozgrywki. IDEALNE na święta!




Czy opętanie buduje osobowość? Recenzja mangi Zbudź się, śpiąca królewno.

 Późną nocą, borem, lasem, przybywam do Was z recenzją bardzo ciekawej mangi. Długo zabierałam się do tej historii. Po pierwszym tomie, o którym możecie poczytać na moim blogu (>>TUTAJ<<), nie byłam do końca przekonana, czego oczekiwać od tej opowieści. Dlatego musiało upłynąć sporo czasu zanim sięgnęłam po resztę tomów.


Zbudź się, śpiąca królewno.

Mamy Tetsu Misato, który zatrudnia się jako pomoc do sprzątania rezydencji rodziny Shizu. Kiedy się poznają, okazuje się, że dziewczyna cierpi na rozszczepienie jaźni. Nikt nie jest w stanie jej pomóc. Rodzice przenieśli ją do domku dla gości, nie mogąc znieść tego, jak wiele oblicz ma ich córka. Tymczasem Tetsu prowadzony szczerą chęcią pomocy chce odkryć prawdę na temat schorzenia Shizu. Gdy okazuje się, że to nie choroba psychiczna a opętania, chłopak w pierwszej chwili chce uciekać. Jednak dzięki odpowiedniej (pieniężnej) motywacji zostaje z dziewczyną. A potem...







Duchy.

Shizu opętują różne duchy, ale nie są one wrogie, czy niebezpieczne. Pomagają dziewczynie pokonać lęk przed światem i przy okazji zyskują jeszcze trochę czasu na ziemi. Stałych osobowości w jej ciele jest 5 - starszy pan (dziadek Shizu), mężczyzna, kobieta i dziecko (chłopak), no i oczywiście sama Shizu. Wymieniają się ciałem dziewczyny, tak aby każdy mógł doświadczać realnego świata. Niestety bywa też tak, że jakaś zabłąkana dusza wkradnie się do ciała dziewczyny i doprowadza do bardzo niebezpiecznych sytuacji, np. skoku do basenu (gdzie Shizu nie potrafi pływać). Sytuacja jest poważna. Nikt nie wie jak uchronić dziewczynę przed kolejnymi atakami wrogich duchów, a także jak sprawić aby mogła po prostu być sobą cały czas. 

Receptą na tę niezwykłą przypadłość okaże się poznanie własnego ja. Shizu tak długo pozwalała korzystać ze swojego ciała duchom, że zatraciła gdzieś po drodze swoją osobowość. Nie wie, co ją cieszy, nie wie, co lubi, nie wie, czego chce. Jednak dzięki znajomości z Tetsu szybko okaże się, że podróż w głąb siebie może okazać się bardzo emocjonującą przygodą.










Zabrakło.

Zbudź się, śpiąca królewno to 6 tomowa manga. Szkoda, że taka krótka, bo zabrakło w niej miejsca na rozwinięcie historii duchów nawiedzających Shizu. Nie to, że nic o nich nie wiemy, ale z przyjemnością dowiedziałabym się czegoś więcej o Mirei (kobiecie opętującej Shizu), czy Kanato (chłopcu). Niewątpliwie byłby to smutne historie, ale na pewno wzbogaciły by fabułę, jak i samych bohaterów. Po prostu jak zwykle, przy dobrych historiach, zabrakło paru tomów ;-).

Zgarnąć z półki?

Podobała mi się ta manga. Przyjemnie było patrzeć, jak Shizu buduje swoją osobowość bazując na doświadczeniach innych, a Tetsu wychodzi ze skorupy, którą sam sobie stworzył. Ta dwójka podczas całej tej historii przebyła bardzo długą drogę, ale dzięki temu odkryli jak powinno wyglądać ich prawdziwe życia. Polecam Wam zapoznać się z tą mangą. Jest to naprawdę niezwykła historia.

Tytuł: Zbudź się, śpiąca królewno
Autor: Megumi Morino
Wydawnictwo: Waneko
Tom: 2-6



Jakub Wędrowycz po raz kolejny rusza na łowy! Premiera Facetów w gumofilcach.

 Środa. Dzisiaj przygotowałam dla Was wyjątkową premierową recenzję 10 tomu przygód Jakuba Wędrowycza. A nie było to wcale łatwe. Zupełnie jakby nad książką czaiły się jakieś siły nieczyste! Naprawdę, wszystko zmówiło się przeciw mnie!


Faceci w gumofilach.

Z Jakubem znamy się już dość długo. Niejednokrotnie też zapraszał (wręcz kusił!) mnie pewnym festiwalem, który organizowana na jego cześć. Póki co nie dałam się jeszcze namówić, ale żyjemy w bardzo przyjacielskich stosunkach i kiedy dowiedziałam się, że wyrusza w podróż ku kolejnym przygodom, nie mogłam się doczekać efektów jego działań.

Nie zawiodłam się, ale...

To trochę tak jak z ciągnącym się serialem. Oglądasz, bo w sumie jesteś przyzwyczajony do bohaterów, ale raczej nic cię już nie zaskakuje. Bawiłam się świetnie, nie mogę powiedzieć. Jednak Jakub walczył już chyba ze wszystkim i we wszystkich możliwych kombinacjach. Dlatego choćby Andrzej Pilipiuk wymyślił najbardziej niesamowitą historię o Wędrowyczu, nie zaskoczy mnie ona, bo wiem, że główny bohater tej serii jest po prostu do tego zdolny, a wszelkie "dziwne rzeczy" dzieją się na porządku dziennym.

Bardaki swoje miejsce muszą znać.

Uwielbiam czytać o tym sąsiedzkim konflikcie i za każdym razem czekam aż coś konkretnego zacznie się dziać na tym polu. Może w kolejnym tomie Andrzej Pilipiuk pokusi się o jakąś finalną bitwę albo jakiś punkt zwrotny? Może jakiś dzień dobroci dla Bardaków? (który skończy się jak zwykle ;-)). Jest to na pewno fajna opcja do rozważenia.

Zgarnąć z półki?

Jeśli jesteście fanami Jakuba to możliwości innej nie ma. Jeśli chcecie zacząć dopiero przygodę z tym osobliwym starszym panem polecam od razu sięgnąć po wszystkie 10 tomów. Na pewno nikt nie będzie żałować :-).

Tytuł:               Faceci w gumofilcach

Autor:               Andrzej Pilipiuk 

Wydanie:           1

Wydawnictwo:   Fabryka Słów

Premiera:          23.11.2022




Idealna propozycja dla młodych rysowników. Recenzja rysowanie kawaii.

 Wtorek. Po tygodniu siedzenia z Jankiem w domu, dojrzałam (z baaaardzo daleka ;-)) jak wiele rzeczy będę musiała w końcu zrobić. Bo wiecie jak to jest, niby siedzi się w domu, a jakoś nie ma na nic czasu. Mamo to, mamo obiad, mamo poczytaj, mamo, chodźmy na spacer i tak cały dzień. Aż w końcu wybija 15 i jedziemy po Klarę. I tak w kółko. A Wam jak mija listopad? Mam nadzieję, ze zdrowie dopisuje :-)

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam idealną książkę dla młodych rysowników, zwłaszcza fanów mangowych tematów. Ciekawi? Zapraszam do recenzji.


Rysowanie kawaii.

Żeby nie było, od razu pragnę sprostować, że nie zmuszam dzieci do czytania, czy rysowania mang. Same widzą, że czytam i zaczyna ich to interesować. Dlatego znając zainteresowania i zdolności Klary, postanowiłam sprawić jej parę pomocy, które ułatwią jej rysowanie w tym konkretnym klimacie. 

Rysowanie kawaii jest tak naprawdę bardzo proste. Rysunki muszą być urocze i łatwe do wykonania. Parę kresek, kropek, zawijasów i mamy pięknego kotorożca. Chyba nie muszę Wam mówić, że Klara była zachwycona tą książką ;-)?






Jak widzicie poziom jest wystopniowany. Zaczynamy od prostych rysunków, kończąc na nieco bardziej zaawansowanych. Chociaż powiem Wam szczerze, że nawet mając wprawioną rękę, niektóre linie trzeba poćwiczyć parę razy. Dobrze, że jest sporo miejsca do tego ;-).

Zgarnąć z półki?

Jeśli macie w domu dziecko, które lubi rysować to jak dla mnie jest to pozycja obowiązkowa. Najmłodsi fajnie się angażują w rysowanie w stylu kawaii (czyli słodko-urocze). Natomiast jeśli jeszcze nie wiecie, czy Wasze dzieci lubią rysować to tak książka również jest idealna propozycją. Proste instrukcje, spektakularne afekty, które można zrobić dosłownie w paru pociągnięciach ołówka. Każdy powinien się skusić. Polecam.


A jeśli szukacie innych pomocy i inspiracji, koniecznie zajrzyjcie na Tania Książka.pl




 

Najlepsze kulki mocy! Proste i smaczne przepisy.

 Niby jest poniedziałek, ale kiedy dziecko choruje to każdy jeden dzień to przedłużający się weekend. Janka dopadło tyle rzeczy na raz, że aż mi się chciało płakać, taka z niego kupka nieszczęść.

Na osłodę postanowiłam przygotować mu coś pysznego, a że przy chorobie nawet najlepsze rzeczy wydają się jakieś takie nijakie, musiałam wymyślić coś naprawdę wyjątkowego. No i nieprzekraczającego moich możliwości kulinarnych ;-).


Czekoladowe kulki.

Mamy w domu trochę książek kucharskich, niby w dobie internetu każdy przepis już gdzieś został opublikowany, ale przynajmniej w moim przypadku, książki są lepszym rozwiązaniem. Przynajmniej wiem, co mogę w nich znaleźć ;-)

Moja siostra nazywa te kulki kulkami mocy. Śmieje się, że nazwa wzięła się stąd, że każdy ma moc aby je zrobić. I jest w tym wiele prawdy, ponieważ moje zdolności kulinarne nie przekraczają podstawowej wiedzy i umiejętności w tym zakresie. Dlatego Czekoladowe kulki autorstwa Mia Ohrn to propozycja idealna dla mnie.





Wiecie co jest najlepsze w takich książkach kucharskich? Zdjęcia! Już od samego przeglądania człowiek odnajduje w sobie wewnętrzną motywację żeby wypróbować wszystkie przepisy! Tym razem jednak postawiłam na prostotę. Czekoladowe kulki idealnie sprawdzają się w roli pocieszacza. Nie dość, że Janek chętnie uczestniczył w samym przygotowaniu to jeszcze potem spałaszował z apetytem. Co prawda przed obiadem, ale... czasami trzeba dać zjeść dziecku coś słodkiego przed obiadem, prawda ;-)?

Nie tylko na słodko.

Ale, ale Czekoladowe kulki od Wydawnictwa Literackiego to nie tylko przepisy na słodko. Znalazły się też tam bardziej wytrawne propozycje. I powiem Wam szczerze, że chociaż zdecydowanie bardziej wolę tę pierwsza opcję to przepisy jakie znalazłam w tej książce, sprawiły że mam ochotę wypróbować czegoś w innym kierunku smakowym. Np. takie kulki z bekonem albo rumem, albo solą morską... no wybór jest po prostu przeogromny.



Zgarnąć z półki?

Zdecydowanie. Ta książka powinna się znaleźć w każdej kuchni! Czekoladowe kulki sprawdzą się w każdej sytuacji, czy to będziemy mieli ochotę na coś słodkiego (lub słonego), czy też na jakieś przyjęcie lub po prostu najdzie Was potrzeba poeksperymentowania w kuchni. Po prostu warto ją mieć.

Tytuł:              Czekoladowe kulki
Autor:             Mia Ohrn
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Premiera:        09.11.2022






Moje zdjęcie
Skarby na półkach
Kobieta, Żona, Matka. Piszę o tym co myślę, i robię. Najczęściej czytam książki i staram się aby moje dzieci wiedziały, ze są ciekawsze rzeczy niż siedzenie przed ekranem. Kontakt: skarbynapolkach@gmail.com kontakt@skarbynapolkach.pl