The Promised Neverland 6-15 (Wydawnictwo Waneko)

Mangowy czwartek, mangowy czwartek, ajajajajajajjjj! Cieszę się, że mogę Wam przybliżyć trochę ten aspekt kulturowy. Chociaż muszę przyznać, że nie jest to łatwe. Wiem, jak większość patrzy na tego rodzaju komiksy. Czytam też Wasze komentarze, w których często piszecie, że manga to zupełnie nie Wasz klimat. Ja  się jednak nie poddaję i przychodzę z kolejną odsłoną niesamowitej historii ;-).


Bardzo długo myślałam nad tym, co napisać w tej recenzji. Muszę przyznać, że jest to jeden z najtrudniejszych tekstów, jakie mam okazję pisać, ponieważ absolutnie nie mogę Wam zdradzić żadnego szczegółu!

Fabuła

Kto czytał poprzedni wpis o The Promised Neverland, wie mniej więcej o co chodzi. Kto nie czytał, zapraszam >>TUTAJ<<. Co dalej? Udało im się, uciekli. Nie tak jak chcieli, nie bez strat, ale udało się. Tylko, co dalej? Nie wiedzą jakimi prawami rządzi się ten świat, nie wiedzą, gdzie konkretnie mają uciec i komu mogą zaufać. Demonom? Byłoby to na pewno oryginalne podejście. Ludziom? Jakim ludziom, przecież...
Nigdy nie przepadałam za fabułami, w których motyw ucieczki jest dominujący. To ciągłe zagrożenie, oglądanie się, podejrzewanie wszystkich o złe zamiary, jakoś do mnie nie przemawiały. Aż trafiłam na tę mangę. Nie chodzi już nawet o sam motyw ucieczki, który trzyma w narastającym napięciu, ale o to jak rozwijają się bohaterowie. Ich myśli, odczucia, a nawet poczucie winy, sprawiają, że ta historia ma niesamowity klimat.
Kaiu Shirai autor fabuły wspiął się na twórcze wyżyny. Nie ma tutaj słabego punktu. Chciałam przyczepić się do dużej ilości postaci, ale po przeczytaniu całej historii, stwierdzam, że nie jest ich aż tak dużo, a nawet parę więcej też by nie zawadziło. Wnikliwość z jaką analizują swoją sytuację, umiejętności jakimi się posługują oraz ryzyko jakie podejmują sprawia, że człowiek aż kręci się na fotelu z tych wszystkich emocji towarzyszących czytaniu.
Noooo, nie zapominajmy również o rysunkach! Autorem ilustracji jest Posuka Demizu. O ile nie mogę pokazać Wam większości grafik (wszystkich ;-)), które mi się podobały i które dodatkowo budowały tę historię na płaszczyźnie obrazów, tak mogę pokazać Wam parę okładek.




 
To już nie jest manga, którą dobrze się czytało, podobało mi się, było fajnie. To jest manga, która pretenduje do arcydzieła! Spójrzcie tylko na te okładki! One same opowiadają niesamowite historie! Wyobraźcie sobie, co dzieje się w środku książki (mangi/komiksu/czegokolwiek)! Tak, wiem, że nie ocenia się po okładce, ale tutaj można, a nawet trzeba! Bo to jest właśnie istota mangi. Połączenie jakiejś historii z ilustracjami. To właśnie to daje niesamowity klimat i swoistą atmosferę. 

No cóż Wam mogę jeszcze powiedzieć... jestem totalnie zachwycona. Ta historia na długo zagości w mojej pamięci i na pewno będę do niej wracać. A najlepsze jest to... że to jeszcze nie koniec tej historii! <3 Na razie jednak będę się rozpamiętywać w tym, co już poznałam ;-).



Kochani, jakby ktoś chciał poznać bliżej świat mangi, anime, daleko wschodniej kultury to na facebooku prężnie działa grupa, która pokazuje wszechstronność tego niesamowitego świata! 
Zostawiam Wam linka do Ryżowej Strefy  i szczerze zachęcam do zajrzenia :-).


A za odkrycie nowego pięknego aspektu mangi, dziękuję Wydawnictwu Waneko.


Sportowe zabawy (Alexander)

Nie samymi książkami człowiek żyje, chociaż ja to bym mogła ;-). Czasami trzeba też ruszyć nie tylko szare komórki, ale i normalne, z których składa się nasze ciało. Dlatego dzisiaj przedstawię Wam absolutny niezbędnik wakacji 2020!


Mamy strasznie kapryśną pogodę tego lata. Kiedy umawiam się z kimś, na wyjazd nad  jezioro, nagle zaczyna być zimno i większość dnia pada deszcz. Po kilku dniach takiej pogody woda jest zimna i trzeba chwilę odczekać żeby się ogrzała. I tak w kółko. Coś jednak robić trzeba, a najlepiej żeby taka zabawa męczyła dzieciaki na tyle żeby dobrze im się potem spało ;-). Z pomocą jak zawsze przychodzi Alexander <3.
Wspominałam już Wam, że ostatnio stworzyli bardzo fajne serie dla całej rodziny mające na celu różne aktywności. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić dwa zestawy, które zdecydowanie urozmaicają czas, nawet w pochmurne dni. Dzięki tym grom dzieciaki dostają solidną dawkę ruchu i zabawy, także wszyscy są zadowoleni :-).



Oba zestawy zwierają instrukcję obsługi, która podpowiada jakie zabawy można organizować za pomocą wszystkich rzeczy, które mieszczą się w pudełkach. Jednak ja poszłam na żywioł ;-). To dzieciaki wymyślały co chcą teraz zrobić i jakie aktywności wykonywać. Przedział wiekowy uczestników był bardzo różny od prawie 2 lat do prawie 13. Wszyscy jednak bawili się świetnie i Zabawy sportowe stały się hitem tych wakacji!
Warto również zwrócić uwagę na jakość wykonania. Wszystkie rzeczy materiałowe są wykonane z solidnego materiału i dobrze odszyte, dzięki czemu ma się pewność, że nie rozprują się po paru "rzucaniach", o rzeczy z plastiku również nie trzeba się martwić, łyżeczki wytrzymały rzucanie nimi na odległość ;-). O ile starsze dzieciaki wiedzą jak się obchodzić z takim sprzętem, tak np. Janek interpretował to na własny sposób ;-), ale tak jak już wspomniałam. Nikt (oprócz mnie, bo siedziałam na linii strzału ;-)) i nic nie ucierpiało.



Wszystkie elementy Sportowych zabaw są bardzo dobrze wykonane. Dzięki temu będą służyły bardzo długo, nawet przy bardzo ekstremalnych aktywnościach, tj:





Tak, moje dzieciaki wymyśliły, że połączą sobie nogi i będą skakać przez skakankę. Tylko, że... Klara nigdy nie skakała przez skakankę... więc wymyśliły, ze będą się ścigać, ale jak zrobiły rundkę to stwierdziły, że wyścigi w workach będą lepszym pomysłem, ale żeby nie było tak prosto to równocześnie będą musiały przenieść piłeczkę na łyżce... (wszystko te rzeczy możecie znaleźć w zestawach Zabaw sportowych). Jak widzicie przy takich zestawach nie można się nudzić. Można je zebrać wszędzie, bo pudełko nie jest ciężkie i nie zajmuje wiele miejsca, a jak sami widzicie jest bardzo fajną alternatywą na spędzenie wolnego czasu. 

Ostrzeżenie

Nie ważne, czy bawicie się w domu, czy na świeżym powietrzu. Proponuję zorganizować sobie sporo przestrzeni i zrobić od razu tor z przeszkodami. Jak widzicie możliwości korzystania z Zabaw sportowych jest wiele, wręcz nieskończona ilość, ale skakanie przez skakankę przy nisko zawieszonym żyrandolu to nie jest do końca dobry pomysł (sprawdziłam ;-)), także polecam dobre przemyślenie miejsca aktywności ;-).

Za rozruszanie wszystkich moich ciałek ;-) dziękuję niezastąpionemu Alexandrowi <3!



Pod złą gwiazdą (Wydawnictwo Oficynka)

Mówiłam, że będzie mnie tu więcej niż zazwyczaj, no ale co ja poradzę, że ostatnio trafiają mi w ręce same skarby i bardzo chcę zaprezentować je Wam jak najszybciej!
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam książkę, którą przeczytałam w 3 dni!  Daaaawno nie przeczytałam czegokolwiek w tak szybkim tempie. Wszystko dlatego, że książka trafiła totalnie w mój gust.


Pod złą gwiazdą

XVII w to nie był dobry czas dla nikogo. Wojna, zarazy i chaos w Rzeczpospolitej. Z tego kryzysu trudno było się wydostać. Mimo to życie próbowało płynąć w miarę normalnie. Pod złą gwiazdą to historia o rodzinie Sobótków, która stara się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Wielopokoleniowość bohaterów sprawia, że bardzo ciekawie została zobrazowana ta przemiana. Od ludzi, którzy zobaczyli piekło wojny do ludzi łamiących stare schematy. Czemu przeciwstawiają się Sobótkowie? Zawiści. Uczucie to sprawia, że nawet ludzie przymierający głodem nie proszą o pomoc, bo boją się wykorzystania ich słabości. A radość przynosi im nieszczęście bogatszych od nich samych. Jak walczą z tym Sobótkowie? Jak mogą... i na ile pozwalają im ówczesna obyczajowość.
Jest tu też miejsce dla szlachty, która również jest bardzo podzielona przez losy jakie spotkały Rzeczpospolitą. Jedni doszukują się winy w królu, inny w zachowaniu szlachty, jeszcze inni przeciwstawiają się obu. Chaos, który ciężko opanować i który sprawia, że kraj jest jeszcze biedniejszy i bardziej podzielony.
Jest tu miejsce również na miłość, ale nie taką o jakiej można przeczytać w romansach...
Jak żyć w takich czasach? Jakoś trzeba. A rodzina Sobótków idealnie nadaje się do przedstawienia tego jak to robić. Może nie koniecznie dobrze, ale tak, aby przetrwać.

Genialna!

Baaardzo lubię taki klimat książek. Fabuła nigdzie się nie śpieszy, ale obyczajowość jest oddana tak precyzyjnie, że nie można się od niej oderwać. Wyobraźcie sobie pierwsze spotkanie z ukochaną osobą. Myśleliście kiedyś nad scenariuszem rozmowy? Jakie tematy poruszyć aby rozmowa toczyła się w odpowiednim tempie i była ciekawa? A może jakaś plotka rujnowała Waszą opinię w oczach całego miasta?
Właśnie o takie smaczki mi chodzi. Żyjemy szybko, często nie zastanawiamy się nad oczywistościami, bo po co? Ale kiedy sięga się po taką lekturę jak Pod złą gwiazdą, czas zwalnia. Okazuje się, że jest masa istotnych rzeczy, które nas omijają, bo nie chcemy o nich myśleć.
Ewa Popławska GENIALNIE poprowadziła fabułę i stworzyła mocnych i wyrazistych bohaterów. 

Strasznie mi szkoda, że już przeczytałam Pod złą gwiazdą, ale co poradzę, że nie można się było oderwać. Cieszy mnie fakt, że jest to dopiero pierwszy tom i na pewno będzie kontynuacja (już trwają prace).

Pod złą gwiazdą to lektura wakacyjna, świąteczna, weekendowa i jaka tam jeszcze chcecie. W skrócie obowiązkowa ;-). Nie pozostaje mi nic innego, jak wygonić Was do czytania ;-).

Za stracenie poczucia czasu z tą niesamowitą książką dziękuję wydawnictwu Wydawnictwu Oficynka



Woła mnie ciemność (Wydawnictwo Initium) BookTour

Druga połowa lipca, a ja jestem w czarnej d... . Były plany, marzenia, inspiracje, a nie zrobiłam nic co zaplanowałam! Ja nie wiem, jak to się dzieje, ale ostatnio doba ma zdecydowanie za mało godzin!. Wychodzę z założenia, że porządek w domu jest na ostatnim miejscu. Byleby się nie zabić w nocy o jakąś zabawkę ;-). Tyle przestrzeni mi wystarczy ;-). No i żeby było gdzie usiąść z książką. Tyle mojej przestrzeni życiowej. 
Jeśli chodzi o książki to zdecydowałam się wziąć udział w BookTourze organizowanym przez Black Unicorn Presents oraz Agatę Suchocką. Byłam ciekawa co to właściwie jest i czy jest tak fajnie jak piszą, że ma być ;-).

Co to jest BookTour?

To akcja, która ma na celu zachęcenie do danego autora lub konkretnej książki. Zbiera się grupa osób, które wyrażają chęć wzięcia w takim czym udziału i czytają książkę. Ten sam egzemplarz! Można po nim pisać, zaznaczać ulubione momenty, naklejać znaczniki, wszystko (w ramach poszanowania książki ;-)). Na koniec książka trafia do autorki i dzięki temu może ona zobaczyć jak jej książka jest odbierana przez czytelników. Fajna sprawa. Wszyscy zadowoleni. 
Tak jak już wspomniałam, byłam bardzo ciekawa jak to wszystko będzie. Muszę przyznać, że nie jestem przyzwyczajania do "pomazanych książek". Kiedy pożyczałam książki z biblioteki bardzo mnie to drażniło, ponieważ często napisy były nieczytelne lub bez sensu i dekoncentrowały mój wzrok. No, ale to były lektury, z książką, którą miałam okazję teraz przeczytać, było trochę inaczej. Inni czytelnicy wyłapywali naprawdę ciekawe fragmenty i mieli równie interesuje spostrzeżenia, ale co się dziwić, przy takiej tematyce...



Woła mnie ciemność

Młody chłopak, przyszły spadkobierca fortuny i plantacji w Luizjanie, wyrusza do Europy aby nabyć wiedzy i doświadczenia w prowadzeniu rodzinnego interesu. Wkrótce okazuje się jednak, że musi całkowicie zmienić plany, ponieważ rodzinny majątek przepadł, a jego najbliżsi krewni zginęli. Zostaje sam, a jedyne co potrafi to granie na pianinie. Kiedy jest już na dnie smutny, rozpaczy i samotności poznaje skrzypka, który mami go wizją wielkiej kariery muzycznej.

To oczywiście WIEEEEEEEELKI skrót tego, co dzieje się na samym początku tej historii. Chciałam Wam tylko zakreślić temat ;-).

Potem jest już tylko ciekawiej. Mroczne tajemnice, zwierzęce instynkty i nadprzyrodzone moce. Mieszanka naprawdę wybuchowa i niesamowicie wciągająca. Autorka bardzo umiejętnie prowadzi nas w głąb tej historii. Ta książka jest jak muzyka. Takt za taktem, takt za taktem i nagle zbliżamy się do punktu kulminacyjnego. Jednak potem emocje nie opadają, przenoszą się na inny poziom. I tak aż do końca.

Podobało mi się to jak Agata Suchocka prowadziła przemianę głównego bohatera (ale tych pobocznych też ;-)). Podobało mi się to, jak Armagnac Jardineux zmienia nie tylko swoje zachowanie, ale i sposób myślenia. Gdyby było to jednostajne, książka na pewno by mnie znudziła, ale tutaj mamy do czynienia z ciągłą przemianą, w zależności od sytuacji, w której znajduje się główny bohater. Jego etyka i moralność ulegają całkowitej degradacji, dzięki czemu może zbudować zupełnie inny system wartości od podstaw.
Podobał mi się też klimat XIX wiecznej Europy. Ten brud, marazm i fałszywa pruderyjność.  To chyba właśnie w tym zauroczyłam się najbardziej.

Nie podobało mi się jednak to, że autorka za dużo razy zwracała uwagę na drapieżny charakter bohaterów. Rozumiem jej zamysł i po przeczytaniu całości dokładnie wiem o co jej chodziło, ale podczas czytania jest tego za dużo.
Można również odczuć, że książkę pisała kobieta. Okey nie mam nic przeciwko, tylko sceny seksu są jak dla mnie zbyt zmysłowe. Czasami powinny być bardziej konkretne, wtedy można by poczuć dodatkowo tą brutalną zwierzęcą siłę.

Wrażenia

Jeśli miałabym ocenić całość, podobało mi się. Były rodzinne sekrety, XIX wieczna Europa, erotyzm i zmysłowość. Podoba mi się również styl Agaty Suchockiej, tak jak wspomniałam wcześniej, płynie się tej fabule. Na szczęście autorka zadbała o swoich czytelników i można spokojnie kontynuować tę przygodę z Twarzą w twarz.

Dziękuję za zaproszenie mnie do zabawy, nie wiedziałam, że aż tak przyjemnie spędzę czas z tą książką :-)

Szablony (Wydawnictwo Alexander)

Niespodzianka! A to Was zaskoczyłam! Wszystko dlatego, że mam dla Was tyle skarbów, które nie mogę czekać, że chociaż są wakacje, wpisy będą pojawiać się częściej :-).
Jak wiecie ostatnio byłam nad jeziorem. Jednak ze względu na obecną sytuację staram się nie tylko wybierać dni kiedy jest mniej ludzi (np. czwartek), ale też miejsca mniej uczęszczane. A już najlepiej to czuję się na własnym podwórku (gdyby nie te wstrętne komary!), ale jak to zwykle bywa z dziećmi, potrzebują nieco zmiany otoczenia lub jakiś rozrywek, więc trzeba coś im wymyślać. 
Jak zawsze z pomocą przychodzi Alexander. Wspominałam Wam już, że ostatnio stworzyli parę świetnych serii, które ułatwiają wszelkiego rodzaju aktywności fizyczne. Nie tylko w domu, ale i na świeżym powietrzu. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić Szablony, które doskonale nadają się do wspólnej zabawy.



Spodziewałam się, że szablony będą plastykowe i cieniutkie, przez co trzeba będzie na nie uważać żeby za szybko się nie popsuły. Tymczasem dostałam solidne, drewniane i dobrze wykonane matryce.
Dodatkowo jest taki wybór wzorów i możliwości ich łączenia, że dostarczają zabawy na długi czas. Możemy nie tylko odrysowywać kształty wycięte w szablonach, ale również pojedyncze elementy. 






Jak widać dzieciaki bawiły się bardzo długo, wymyślając co chwile nowe połączenia i historie jakie przedstawiają. Nie zdziwię Was kiedy powiem, że jestem zachwycona tymi Szablonami i odkąd pojawiły się w naszym domu, bardzo często ich używamy.

Ostrzeżenie

Do każdego takiego zestawu jest dołączona kreda, ale radzę zaopatrzyć się w większe ilości, ponieważ to pudełko z kredą, które widzicie na zdjęciach to dodatkowy zakup, ponieważ ta, która była w pudełku skończyła się zanim wyszliśmy z domu (nie pytajcie, gdzie odrysowywali... no dobra powiem Wam, że ściany wyglądają teraz bardzo bajkowo ;-)).
Drugie ostrzeżenie to raczej porada. Jeśli zamierzacie dokupić zapas kredy wybierajcie raczej takie cienkie, te które kupiłam były za grube i ciężko się nimi odrysowywało.

Za kolejne ułatwienie mi życia i kreatywną organizację czasu moich dzieci, dziękuję Alexandrowi ;-)


Ps. Kotu nic się nie stało podczas realizacji materiały, była (ma na imię Diuna) inspiracją i wielkim wsparciem ;-)

Pan Toti (Fundacja Pan Toti i Przyjaciele)

Tak jak obiecałam Wam ostatnio na Facebooku, przedstawię dzisiaj kogoś zupełnie wyjątkowego. Poznaliśmy się nie dawno, ale od razu powstała między nami więź i nic porozumienia, o kim mowa?

o Panu Totim


Moje dzieciaki oglądają bajki. Tak, jestem wyrodną matką, moje dzieci oglądają bajki 30 godzin dziennie, 10 dni w tygodniu ;-). A tak serio to mają swój czas na oglądanie bajek. Wiecie jak to jest, kiedy dziecku spodoba się jakaś bajka, oglądacie ją w kółko, na okrągło i znowu... dlatego mam z dzieciakami taką umowę, że od czasu do czasu ja wybieram bajkę, którą oglądamy. Przeglądając Netflixa rzucił mi się w oczy ten jegomość. Szczerze, myślałam, że to jakaś włoska bajka, ale stwierdziłam, spróbujmy.

Okazało się, że Pan Toti to strzał w dziesiątkę! Mądra, zabawna, ucząca, ucząca empatii. Mogę tak wymieniać w nieskończoność ! Ale, ale, nie o serialu mam mówić, tylko o książkach! Kiedy w napisach końcowych pokazała się informacja, że serial jest na podstawie książki, postanowiłam poszukać.

Za tę niesamowitą bajkę odpowiedzialna jest Fundacja Pan Toti i przyjeciele, która zajmuje się nie tylko tworzeniem takich fantastycznych historii, ale również prowadzeniem twórczych warsztatów! 

Wracając do Pana Totiego, każda przygoda, w której bierze udział jest niesamowicie ciekawe z wątku głównego rozrasta się wiele wątków pobocznych, które finalnie łączą się w jedną, spójną historię. Bohaterowie też są fantastyczni. Dzięki nim poznajemy cały wachlarz emocji i zachowań. Każda postać jest potrzebna, każda wyjątkowa. Mam zachwycać się dalej?
Podoba mi się też to, że możemy poznać różne zawody, tj. górnika, czy archeologa. Okazuje się, że wykonywanie jakiegoś zawodu to nie tylko, np. wydobywanie węgla. Jest to cały długi proces, przy którym pracuje dużo ludzi. Dziecko ( noooo dobra, ja też ;-)) może poznać tajniki niesamowicie ciekawych zawodów i czegoś się nauczyć.
Najbardziej podoba mi się to, że podczas czytania Pana Totiego przypomniałam sobie wiele zapomnianych polskich słów, np. guzdrał, utrapieńcy, tąpnięcie. Zdecydowanie za rzadko korzystamy ze słów, które jeszcze jakiś czas temu były w powszechnym użytku!

Ostrzeżenie 

Jeśli będziecie mieli okazję poznać Pana Totiego, UWAŻAJCIE, piosenka, którą nuci jest strasznie zaraźliwa! Ja odkąd Go poznałam, nie mogę przestać jej nucić, a jak uda mi się zapomnieć to zaraz śpiewa ją Klara, także... nie da się od niej uwolnić ;-)

Olbrzymi minus!

Na razie są tylko 3 tomy przygód Pana Totiego. Jako wierna fanka żądam kolejnych (najlepiej jak najszybciej!).

A teraz zajrzyjcie sobie do środka i sami oceńcie, czy warto się zapoznać z tym jegomościem :-)










Słyszę twój głos (Wydawnictwo Waneko)

Ulżyło mi wiedząc, że nie tylko ja mam takie odczucia odnośnie własnego towarzystwa. Dzięki Wam poczułam, że wcale nie odstaję od reszty, dziękuję. Czasami właśnie poczucie się częścią wspólnoty jest ważniejsze niż racjonalne rozłożenie tematu. Tak moi drodzy zdecydowanie wolimy własne towarzystwo ;-).
Wakacje, czy wiecie, że już minęła połowa lipca! Zaraz będzie sierpień potem wrzesień (taaaak, wiem, ze znacie kolejność miesięcy ;-)), ale chcę Wam (i trochę sobie, bo ciężko mi w to uwierzyć) uświadomić, że czas biegnie nieubłaganie. Wczoraj miałam okazję wybrać się nad pobliskie jezioro. Dzieciaki miały mnóstwo frajdy. Jednak mi przypomniała się podobna wyprawa z przed roku. Całkiem inne dzieci. Niby to dzień, miesiąc, rok, ale nawet się nie spostrzegłam, że tak bardzo się zmieniły. Jestem z nimi codziennie i po prostu nie zwracam na to uwagi. No chyba, że tak jak wczoraj, dopadła mnie jakaś nostalgia i refleksja.
Dlatego dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować najlepszą mangę jaką miałam okazję czytać (żebyście nie stracili okazji do poznania jej ;-)).


Wiem, że zdążyliście mnie już poznać na tyle żeby wiedzieć, że często się czymś zachwycam. Między innymi po to powstał ten blog, aby opowiadać Wam o skarbach ;-). 
O ile jestem w stanie zrozumieć, że nie wszystkich Was kręci manga (nie musi), tak sama historia jest naprawdę fenomenalna i bardzo intrygująca.

Wyobraźnie sobie, że chodzicie do liceum, ale takiego współczesnego, nie tego z "naszych" czasów ;-). Każdy posiada telefon komórkowy, który ułatwia kontakt ze światem. A co z osobami, które nie mają takiego telefonu? Automatycznie są wykluczane ze społeczności. Aihara Ryou jest właśnie w takiej sytuacji. Nie pozostaje jej nic innego, jak wymyślić swój wymarzony telefon. Jak wielkie jest jej zaskoczenie, kiedy telefon zaczyna dzwonić a po drogiej stronie "słuchawki" słyszy męski (no tak w zasadzie to chłopięcy) głos.

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest (lub będzie) przekazywać swoje myśli innej osobie. W formie rozmowy lub monologu, ale zawsze te prawdziwe, niczym nie skrępowane myśli. A może zastanawialiście się kiedyś jakie wewnętrzne dyskusje prowadzi osoba niema? Słyszę twój głos to właśnie jedna z takich historii, które pozwolą rozjaśnić te tematy i zastanowić się nad potrzebą komunikacji.

Niesamowite!

Niesamowite jest to, że tematyka telefonu w głowie jest dość znana i powszechna. Myślę nawet, że to kwestia czasu, kiedy po prostu będą wczepiać nam chipy, które komórkę zastąpią. Jednak Słyszę twój głos to historia o wielkiej samotności i potrzebie kontaktu z kimkolwiek. To historia, które porusza głębokie struny naszej moralności.

Zaskakujące!

Zaskakujące jest to, w jak subtelny sposób Otsuichi (autor tekstu), potrafi poruszyć bardzo ulotne tematy. Samotność jest wystarczająco refleksyjna, aby stać się głównym wątkiem historii. Jednak Otsuichi dodaje parę, delikatnych i drgających kawałeczków czegoś jeszcze - fantastyki i zakrzywionej perspektywy czasu. Okazuje się, że aby stworzyć tak niesamowitą historię, nie wszystko musi być chronologicznym splotem wydarzeń.

Urok.

Nie było by mangi bez odpowiedniej oprawy graficznej. Za ilustracje w Słyszę twój głos odpowiedzialny jest Hiro Kiyohara, który dodał trochę fantastycznej realności do tej historii. O rysunkach samych postaci nie będę się rozpisywać, są okey. Bardzo przyjemne dla oka. Chciałabym opowiedzieć Wam o uroku, który dodaje samo tło. Dzięki Słyszę twój głos uświadomiłam sobie jak ważne jest otoczenie. Jak wiele dodaje do fabuły i jak mocno wpływa na jej rozwój. Przy mangach sama fabuła to nie wszystko, rysunek musi opisać to, czego dialog nie dopowiedział, a w Słyszę twój głos tak właśnie jest

Pełen zachwyt!

Naprawdę starałam się Wam to streścić najlepiej jak potrafiłam, ale nawet w połowie nie oddałam tego wszystkiego, co dzieje się na stronach tej historii. Jestem zachwycona i zauroczona, chociaż nigdy nie przepadałam za tak krótką formą fabularną. 

Za tą niezwykłą podróż w krainę własnych refleksji dziękuję Wydawnictwu Waneko




W świecie iluzji (Wydawnictwo HarperKids)

Czy zdarza się Wam podczas chorych czasów (chorych ze względu na pandemię), spotykać ze znajomymi ? Mi się zdarzyło ostatnio i wicie co, było strasznie dziwnie. Nie chodzi mi tylko o to, ze względu na obecną sytuację zachowujemy pewien dystans i środki ostrożności, ale mam wrażenie, że tak bardzo zamknęliśmy się w domach (przez kwarantannę), że teraz najlepiej czujemy się we własnym towarzystwie. Ja naprawdę nie narzekam, kiedy mogę siedzieć w domu i czytać  książki. Wy też tak macie, czy tylko ja stałam się takim odludkiem? 


Co do książek...

Ostatnio trafiła w moje ręce mroczna baśń. Opowiada ona alternatywną historię Mulan, która wyrusza w podróż do zaświatów, aby uratować ukochanego. Zaciekawieni? Później jest już tylko ciekawiej, ponieważ, poznajemy zupełnie inną Mulan, bardziej mroczną, zdeterminowaną, a nawet zaryzykowałabym słowo kobiecą.

W świecie iluzji to połączenie paru różnych rzeczy: postaci Mulan, mitu o Demeter i Persefonie oraz kultury chińskiej. Czy może być lepiej? Dla mnie chyba nie ;-).

Podoba mi się to, jak Elizabeth Lim zagłębia się w odczucia głównej bohaterki. Zasiadając do lektury W świecie iluzji, myślałam okey. Mulan. Znam, oglądałam, bardzo lubię tę animację, ale... nie sądziłam, ze dostanę tak złożoną historię. Kiedy główna bohaterka trafia do zaświatów musi przejść drogę, która nie tylko prowadzi do uratowania ukochanego, ale również pozwala jej odkryć samą siebie. 

Jestem zachwycona odwołaniem do mitologii chińskiej i greckiej. Dlaczego jestem aż tak oczarowana? Ponieważ autorka odwróciła znany mi schemat. Zdaje sobie sprawę, że starożytne wierzenia mają punkt wspólne. Wystarczy zmienić imię boga lub herosa, czy jakieś atrybuty i od razu powstaje inna historia, pasująca do określonego miejsca. Jest to dość standardowy zabieg, a wyszukiwanie podobnych elementów fabularnych jest bardzo ciekawym zajęciem, ale wracając do tematu. Elizabeth Lim nie stara się ukryć inspiracji, ale również w bardzo ciekawy sposób łączy te odmienne światy. Zaświaty, król Yama, czy Pani Zapomnienia to tylko niektóre postacie, które sprawiają, że ta historia jest tak wciągająca. Trzeba również zwrócić uwagę na zadania, jakie ma do wykonania Mulan. Tutaj nie zdradzę Wam szczegółów, ponieważ są kluczowe dla fabuły i odebrałabym Wam przyjemność z czytania. Uwierzcie na słowo, przy tej książce, nie można się nudzić!

Teraz, kiedy siedzę i piszę ten wpis, zastanawiam się, czy coś mi się nie podobało w W świecie iluzji. Rozczaruję Was. Nie mam się do czego przyczepić. To totalnie mój klimat i jedyne, co mogę zrobić to polecić Wam tę książkę.

Mam nadzieję, że zainteresowała Was ta alternatywna historia. Jeśli tak to możecie zakupić ją 


Zachęcam do zajrzenia na tę stronę, ponieważ znajdziecie tam nie tylko historię Mulan, ale i innych bohaterów Disneya ;-).

Za możliwość nowego poznania tej bohaterki dziękuję Wydawnictwu HaperKids Polska



-

Plunderer (6-8) (Wydawnictwo Waneko)

Ah, jak ja lubię te mangowe czwartki. Zwłaszcza, że przed nami całe wakacje, a ja mam dla Was kilka super propozycji ;-). Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kontynuację Plunderer'a. Dlaczego? Bo to naprawdę wciągająca historia.


Czego się dowiadujemy?

W tych tomach możemy się dowiedzieć jakie wydarzenie wpłynęły na Rihito oraz co tak naprawdę stało się podczas wojny porzuconych. Dodatkowo poznajemy trochę więcej szczegółów dotyczących świata. No i nareszcie dowiadujemy się po co są liczniki!

Nie mogę Wam zdradzić szczegółów. Byłoby to zupełnie bezduszne z mojej strony ;-). Dlatego tylko takie ogólniki. Mogę Wam jednak powiedzieć, że związek przyczynowo-skutkowy dotyczący wojny porzuconych jest naprawdę interesujący. Może nie na głos, może nawet tylko w odmętach podświadomości, ale każdy zadawał sobie kiedyś to pytania. Jakie? Jeśli jesteście naprawdę ciekawi zapraszam do kontaktu. Publicznie nic nie powiem! ;-).



Podoba mi się

W mandze Plunderer główny wątek fabularny jest dobrze przemyślany. Wszystko ma swoje konsekwencje i każdy element układanki jest ważny. Podobają mi się również postacie. Wszystkie są istotne, każdej poświęcony jest jakiś fragment tej historii, ale...

Nie podoba mi się

Długo szukałam odpowiedniego słowa, niestety nic innego nie przychodzi mi do głowy. Niektóre konwersacje są po prostu głupie i zupełnie nie potrzebne. Często w dość niesmaczny sposób (cycki) przerywają fabułę. Okey. Ja rozumiem, że cycki są ważne, ale wolałabym się więcej dowiedzieć o tym, co działo się w głowie Rihito niż czytać (i oglądać) scenki z mocnymi podtekstami seksualnymi. Akceptuję to, że taka byłą koncepcja fabularna Suu Minazuki, ale tak dobra historia obroniła by się bez tego.

Ogólnie

Plunderer to bardzo ciekawa historia. Wielowątkowość, rysy psychologiczne oraz związki przyczynowo-skutkowe, powodują, że ciężko się oderwać. Niestety tak jak wspominałam wyżej, są pewne aspekty, które mnie po prostu drażnią. Jednak finalnie jestem na tak i z niecierpliwością czekam na rozwinięcie tej historii.

Za możliwość odkrycia możliwej odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, dziękuję Wydawnictwu Waneko




Magnesiaki (Alexander)

Lato! odczuwam pełną piersią (a uwierzcie mi, że jest czym ;-)). Tak mało czasu spędzamy w domu, że jest prawie czysto ;-). Dzieciaki nie mają kiedy nabrudzić.. Basen (najlepiej wydane 40 zł w te wakacje) i zjeżdżalnia ustawiona obok to godziny zabawy, zapewniam!
Wiadomo, że bywają dni, kiedy trzeba posiedzieć w domu, ale nie martwię się tym, ponieważ zawsze znajdę coś do zabawy.
Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić Magnesiaki od Alexandra.


Muszę przyznać, że jest to jedno z wydawnictw, które nie przestają mnie zaskakiwać. Nie tylko mają spory zasób gier planszowych, ale cały czas wymyślają coś nowego. Wychodzą na przeciw oczekiwaniom, które jeszcze nawet nie zostały wypowiedziane, a w niektórych przypadkach nawet pomyślane ;-).

No bo powiedzcie sami, czy znacie dziecko, które nie lubi magnesów, bo ja nie ;-). A jeśli magnesy przedstawiają coś, co dziecko naprawdę lubi to ja nie mam pytań. W Aleksandrze pracują po prostu geniusze ;-).



Wybór Magnesiaków jest duży. Są owoce, zwierzęta, maszyny, zawody. Każdy znajdzie coś dla siebie. Ja jak zobaczyłam, że są maszyny rolnicze wiedziałam, że Janek będzie piszczał z radości.  Mieszkamy na wsi, mamy gospodarstwo i ciągnik, więc zainteresowania mojego syna są do przewidzenia ;-). Co prawda na opakowaniu jest napisane, że najlepiej dla dzieci powyżej 3 roku życia, ale to chyba zależy od tego jak kto chce się bawić ;-).
Dla Klary wybrałam Straż pożarną. Staram się być otwarta na Jej zainteresowania, a że na razie padło na strażaków to bardzo się ucieszyłam, że i o tym pomyśleli ludzie z Alexandra.



Bardzo podoba mi się to, co przedstawiają ilustracje na magnesach. Byłam zaskoczona, że aż tyle jest sytuacji, maszyn, czy czynności, które są związane z rolnictwem i strażą pożarną. 
Jakość też jest bez zarzutów.  Magnesy są twarde i grube. Dobrze przyklejają się zarówno do lodówki jak i do ściany pomalowanej farbą magnetyczną. 

Jeśli chodzi o same zabawy z magnesiakami to tu już jest pełna dowolność. Dla Janka zabawą jest po prostu przyklejanie magnesów, mówienie o tym, co się na nich znajduje, czy po prostu wkładanie do pudełka. Klarze trzeba było jednak wymyślić coś więcej, więc zaproponowałam całej historii z magnesów. Posiłkowałam się trochę maszynami rolniczymi, ale z samej Straży Pożarnej też da się tworzyć fajne historie.







Uwierzcie mi na słowo. To się da połączyć. Wychodzi nawet w miarę logiczna historia. No... prawie ;-).

Jak dla mnie magnesiaki to (kolejny!) strzał w dziesiątkę. Bardzo dobrze oddane są wszelkie szczegóły i dziecko (chociaż ja też dowiedziałam się paru rzeczy, np. jak wygląda kombajn do kukurydzy) może poznać tajniki różnych zawodów (strażak, policjant), miejsc (budowa, zoo, gospodarstwo rolne), czy zwierząt. 
Więc, jeśli macie w domu małego człowieka, który interesuje się otaczającym go światem, to te Magnesiaki są właśnie dla niego ;-).

Za doskonałą alternatywę edukacji domowej, dziękuję Alexandrowi ;-)





Pan Cykada (Wydawnictwo Waneko)

Macierzyństwo dopadło mnie całkowicie. Tylko dzięki pisaniu postów wiem, jaki jest dzień tygodnia. Nawet niedziele nie różnią się znacząco, ponieważ mieszkając na wsi i tak wszystkie (całe dwa) sklepy są otwarte, więc niedziele niehandlowe mnie nie obowiązują ;-). Odpuściłam też wszelkiego rodzaju akcje edukacyjne. Nawet jeśli tego nie czuć to przecież są wakacje! Wydaje mi się, że Klara więcej łapie "w między czasie" niż kiedy ja z nią siadam do czegoś i próbuję tłumaczyć. Zaskakuje mnie swoją wnikliwością, analizą i obserwacją. Jakby tego było mało, Janek też rozwija się błyskawicznie. Wczoraj jedynymi dźwiękami, które wydawał było "mama" (w różnej intonacji ;-)), tak już dzisiaj ma całą gamę różnych dźwięków, ciekawe co będzie jutro ;-). Czasami warto odpuścić żeby zobaczyć, jak niektóre sprawy rozwijają się same.

Jeśli chodzi o postępy intelektualne, sama też u siebie obserwuje rozwinięcie niektórych procesów myślowych :-), dlatego mam dla Was dzisiaj lekturę trudną, bo niejednoznaczną. Wyjątkową, bo jest to poezja. Poezja zapisana w mandze.


Zacznijmy od końca

Eksperci w dziedzinie komiksu nagrodzili Pana Cykadę dwukrotnie. Tomik ten docenili ludzie z Big Comic Spiritis Monthly Afternoon.  Nie mówię, że musimy od razu traktować tę antologię jako perfekcyjne dzieło, ale... jeśli ludzie, którzy siedzą w komiksach całe życie, doceniają jakąś pracę, warto się z nią chociaż zapoznać.

o czym jest Pan Cykada?

I tu zaczyna się poezja ;-). W tym tomiku znajduje się 6 opowiadań, które poruszają bardzo egzystencjalne tematy. Piękno i brzydota, śmiertelna fascynacja, czy miłość i śmierć. Muszę szczerze przyznać, że nie mam pojęcia jak Ryuko Iwabuchi zamknęła w czerni i bieli tyle odcieni życia, ale udało jej się to. 

Wrażenia

Czytając Pana Cykadę czułam się dziwnie. Budziły się we mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony umysł domagał się racjonalnego wyjaśnienia, postawienia sprawy konkretnie, z drugiej, kątem oka widziałam to, co mi umyka i daje do myślenia. 
Jestem naprawdę zachwycona i oszołomiona  tą mangą. Podobało mi się to w jaki sposób autorka operuje metaforami oraz to w jaki ścieżkami myślowymi nas prowadzi. Ryuko Iwabuchi zostawia nam tyle otwartych drzwi, że tylko od nas zależy właściwa interpretacja. 

Dla kogo?

Zdecydowanie dla starszych odbiorców, którzy lubią porozmyślać o takich filozoficznych kwestiach.

Ogólnie

Byłam zaskoczona tym, że istnieje coś takiego jak poezja w komiksie. Wydawało mi się, że już bardziej skrócić się tych tekstów (dialogów) nie da ;-). A dostałam coś, co mnie totalnie zaskoczyło i oczarowało. Ciężko przejść obok Pana Cykady obojętnie, ponieważ zostawia po sobie pewien niedosyt. Może to dlatego, że tak na prawdę nie znamy odpowiedzi, a może to dlatego, że chcielibyśmy więcej...

Za te egzystencjalne rozterki na progu wakacji, dziękuję Wydawnictwu Waneko


Follow by Email

Moje zdjęcie
Skarby na półkach
Kobieta, Żona, Matka. Piszę o tym co myślę, i robię. Najczęściej czytam książki i staram się aby moje dzieci wiedziały, ze są ciekawsze rzeczy niż siedzenie przed ekranem. Kontakt: skarbynapolkach@gmail.com kontakt@skarbynapolkach.pl