Jesienna nuda? Nie ma mowy! Mam na to sposób!

 Dzień dobry we wtorek. Na zewnątrz jest pięknie i mroźnie. I chociaż nie lubię marznąć, wszystko wygląda tak pięknie, prawda?

Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować jesienny sposób na nudę i naukę. Czyli to, co dzieciaki lubią najbardziej ;-). Przed Wami Zeszyt z zadaniami od Basi



Basia. Zabawy i Zadania.

Basię zna chyba każdy współczesny rodzic. Przebojowa dziewczyna, ciekawa otaczającego ją świata. Nic więc dziwnego, że doczekała się wielu tomów serii oraz gier, czy innych gadżetów. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić książkę z zabawami i zadaniami dla przedszkolaka, które niezwykle umilą czas a dodatkowo pozwolą na ćwiczenie motoryki małej, tak potrzebnej w nauce pisania. 

W tej książce można znaleźć szlaczki, labirynty, szczegóły, czy kolorowanki. Słowem każdy znajdzie coś dla siebie. Wszystko podane w bardzo basiowej formie. Sami zobaczcie






Zgarnąć z półki?

Pewnie! Basia to zawsze dobry pomysł. A że dzięki tej książce dzieciaki chętnie siadają do ćwiczeń i nauki. Nie ma tu złej strony. Polecam!

która godzina, pyta rodzina ;-) (Mój pierwszy zegar. HarperKids).

 Nie zwalniam tempa. Chcę Wam jeszcze sporo pokazać przed feriami, żebyście się nie nudzili ;-). Bardzo lubię kiedy książka to nie tylko ciekawa historia, ale i dobra zabawa. Tak jak wczoraj w przypadku Kosmolisków (polecam, cały dzień zabawy w odkrywanie planet), tak w przypadku książki, którą chcę Wam dzisiaj zaprezentować, też mamy gwarancję wielu godzin ciekawej rozrywki.

Nie wiem, czy znacie Akademię Mądrego Dziecka. Jeśli nie to gorąco polecam tę serię. Najmłodsi mogą się z niej wiele nauczyć, a co najważniejsze rozbudzić swoją ciekawość światem. Co ją wyróżnia? Prostota, kolory i ruchome elementy. Jest jeszcze jeden, sekretny atut tej serii. Po wielokrotnym przeczytaniu, dzieciaki same siadają do lektury. A wy w tym czasie możecie robić co tylko chcecie, na przykłąd przejść w rozrzuconych zabawkach ;-). Wiadomo, trochę to trwa, ale widok własnego dziecka "czytającego" książkę, bezcenne ;-).


Dzisiaj mam dla Was książkę, która spodoba się każdemu maluchowiMój pierwszy zegar to lektura, która nie tylko uczy rozróżniania godzin, ale również w pewien sposób pomaga uporządkować dzień. 

W książce mamy zegar z ruchomymi wskazówkami. Mamy też zadania do wykonania, które ułatwiają zapamiętywanie określonych godzin w ciągu dnia, np. poranne czynności 7 rano, rozpoczęcie nauki 9 itd.. Fajne jest to, że przy każdej godzinie jest zegar, który pokazuje jak mają być ustawione wskazówki oraz opis tego, co powinniśmy też robić o takich godzinach. 

Oczywiście, nasze dni mogą się różnić od tych przykładowych z książki, ale chodzi o to żeby zaznajomić dziecko z działaniem zegara i organizacji dnia. Potem możemy to modyfikować do własnych potrzeb. Tak jak zrobiła to Klara ;-). 

Przypowieść

Po lekturze Mój pierwszy zegar Klara przychodzi do mnie (byłam w kuchni, robiłam sobie kawę) i mówi: mamusiu, już czas na bajki (bajki oglądają o godzinie 19). Patrzę na zegarek. Nie, kochanie, odpowiadam. Jeszcze godzina. Mamo, ale zegar pokazuje, ze już czas. Idę z Nią do pokoju, w którym wisi zegar, pokazuje mi. Widzisz?! Okey, górna wskazówka się zgadzała, dolna trochę mniej, ale prawie ;-). 

Skubana tak się już nauczyła, że wykorzystuje tę wiedzę przeciwko mnie - Mamo, masz 5 minut i będę patrzeć na zegarek! Czasami żałuję, że moja córka jest taka sprytna ;-).




Bardzo podoba mi się ta książka. Na pewno posłuży również Jankowi. Takie zadania się nie starzeją ;-). Jeśli nie macie jeszcze pomysłu na prezent pod choinkę lub myślicie o nauczeniu dziecka czegoś praktycznego to zdecydowanie jest to pozycja, którą powinniście wziąć pod uwagę. Ja na pewno będę ją jeszcze wiele razy polecać :-)

Tytuł:              Mój pierwszy zegar. Akademia Mądrego Dziecka

Scenarzysta:    Natalie Munday, Rhea Gaughan, Mara van der Meer, Kylie Hamley

Ilustracje:         Becky Cloonan

Wydawnictwo:  HarperKids Polska 

Premiera:         11 listopada 2020


Za możliwość poszerzenia praktycznych umiejętności moich dzieci, dziękuję Harper Kids Polska




Największą i najczystszą ciekawość świata mają w sobie dzieci (Bing. HarperKids)

 Ha! To Was dzisiaj zaskoczę. Tak, wiem jaki mamy dzień, ale nie, nie będę pisać świątecznie ;-). Jeśli kogoś zawiodłam, przepraszam, ale nie potrafię się do tego zmusić. Jak już wiecie, czego nie oczekiwać to mogę spokojnie przejść do mojej dzisiejszej opowieści.

Uwielbiam uczyć się od moich dzieci. Ich ciekawość i kreatywność sprawia, że sama mam ochotę poszerzać swoją wiedzę. Mają milion pomysłów na minutę i miliardy rozwiązań dla każdej sytuacji. Dlatego kiedy zobaczyłam serię z Bingiem, wiedziałam, że spodoba się dzieciakom. Dlaczego? Bo ten króliczek też bardzo chce poznawać otaczający świat.



Książeczki z okienkami

U nas to zawsze hit. Dzieciaki są bardzo ciekawe co jest ukryte w takim okienku. Komentują to, oglądają, szukają jakiś powiązań. Tak samo było i tym razem. Mi najbardziej przypadła do gustu historia o deszczowym dniu Binga. Wiadomo, podczas deszczu dzieci się nudzą, ale Bing serwuje nam nie tylko ciekawą opowieść, ale również świetny pomysł na zabawę. Możecie mi wierzyć na słowo, sprawdziliśmy to ;-). Po wielokrotnym (dzieciaki chyba za punkt honoru przyjęły zapamiętanie tego, co kryją wszystkie okienka) przeczytaniu Bing. Pada deszcz sami zaczęliśmy się bawić w szukanie tęczowych skarbów. Zabawa na długie godziny, a nawet na długie dni ;-).






Natomiast dzieciaki totalnie zakochały się w Bing w ogrodzie, gdzie mały króliczek razem ze swoją przyjaciółką, szukają biedronek. Ja ostatnio za dużo naczytałam się o krwiożerczych biedronkach z Azji, dlatego sceptycznie podeszłam do tematu ;-). Dzieciaki jednak bardzo pochłoną ten temat i kiedy tylko wyszliśmy na dwór zaczęły szukać biedronek. Nie miałam serca im powiedzieć, że teraz zimują. Szukaliśmy biedronek ;-). 





W obu książkach podoba mi się to, ze odkrywając okienko znajdujemy różne rzeczy. Nie tylko te, które są nam potrzebne. może to być pasta do zębów, czy piłka na drzewie. Układ okienek rozbudza dziecięcą wyobraźnię i zachęca do odkrywania świata dookoła.

Ostatnim, co chce Wam zaprezentować jest Książka do wyklejania. Oczywiście z Bingiem. Jak dla mnie będzie to hit ferii. Ładne ilustracje, proste zadania no i wiadomo, naklejki. Klara już chciała się dorwać, ale nauczona doświadczeniem, nie wyciągam wszystkich asów z rękawa od razu ;-).





Bardzo chciałam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami o Bingu. Uważam, że jest to seria, która każdemu dziecku przypadnie do gustu. Jest w niej intryga, morderstwo i ciemne moce nadprzyrodzone, czyli wszystko to, co dzieci lubią najbardziej ;-). No okey, okey, może trochę przesadziłam, ale jestem prawie pewna, że o Bingu są jakieś teorie spiskowe. Tak naprawdę seria o małym króliczku jest ciepła, przyjazna i bardzo ciekawa, czy taka jaką Bingusie lubią najbardziej :-).

Za odkrywanie naszego małego świata, dziękuję Wydawnictwu Harper Kids Polska




Każdy mieszkaniec bloku wie, że... (Balonowa 5. Harper Kids Polska)

 Są takie weekendy, że naprawdę nie ma się ochoty na poniedziałek. Jednak on i tak nieubłaganie przychodzi. Dobrze, że moje poniedziałki umilają wpisy na bloga, bo nie wiem, jakbym to przeżyła ;-). Zwłaszcza, że weekend był baaardzo udany. O ile kiedyś udanym weekendem nazwałabym imprezę w sobotę i przespanie całej niedzieli, tak teraz najbardziej lubię zupełnie zwykłe czynności, tj. spacer, pieczenie ciasta, czy czytanie książki. Tak się składa, że w ten weekend zrealizowałam wszystkie te czynności i czuję się naprawdę wypoczęta i zrelaksowana.

Chociaż książek przybywa, a półki zaczynają uginać się od ciężaru to nie mogę się powstrzymać przed dokładania nowych egzemplarzy. Mój stosik wstydu jest tak duży, że... wstyd! Zdarzają się jednak momenty kiedy uda mi się sięgnąć po jakąś książkę z tych "na kiedyś". Na razie nie mogę Wam zdradzić, co mnie tak pochłonęło, ale przeczytanie 800 stron w tydzień, przy wszystkich moich obowiązkach to naprawdę niezły wynik.

Jedyną książką jaka odciągnęła mnie od mojej lektury była Balanowa 5. Wszystko dlatego, że dzieciaki nie mogły się od niej oderwać, bo cięgle znajdowały coś nowego, czego przy poprzednim czytaniu nie zauważyły.



Nie ma co zdradzać szczegółów. Opis Balonowa 5 jest na stronie. Ja chciałabym się skupić na dynamice tej książki. 

Każdy, kto mieszkasz w blogu, wie jak jest. Ściany cienkie jak papier, sąsiedzi są prawie jak rodzina, każde piętro rządzi się swoimi prawami. I właśnie to chce przybliżyć najmłodszym Mikołaj Pasiński. W Balonowej 5 mamy prostą fabułę, w której dynamizm przeplata się z humorem. Wszystko napisane jest prostym językiem, dzięki czemu młodsi nie gubią się w fabule, a starsi mogą czytać samodzielnie.



Staram się zawsze przejrzeć książki, które będę czytała dzieciom. Tak w razie czego. Z Balonową 5 było podobnie. Przejrzałam. Zerknęłam. Stwierdziłam okey, przeczytamy. Szczerze powiedziawszy książka przeleżała chwilę na półce. Nie dlatego, że była nudna, czy nieciekawa. Powiedzmy, że czekała na swoją kolej. Przekonałam się już, że to, co robisz ma znaczenie. Jak przekonać dziecko do czytania książek? Czytaj. Kiedy moje dzieciaki oglądają bajki, czytam. Kiedy mam chwilę wolnego czytam. Kiedy dzieci idą spać, a książka jest mega wciągająca, czytam i nagle, zupełnie nie wiadomo jak i dlaczego, dzieciaki same zaczynają sięgać do półki z książkami. Tak było z Balonową 5. Kiedy pochłonęła mnie lektura, dzieciaki zaczęły szukać czegoś dla siebie. Znalazły tę książkę. Siadły i zaczęły oglądać. Ilustracje Gosi Herby są bardzo wyraziste, sympatyczne i energiczne. Nic dziwnego, że od razu podobają się dzieciom. Mi natomiast najbardziej przypadły do gustu aranżacje różnych mieszkań, ponieważ da się w nich odczuć swoisty indywidualizm i ekspresję. Wracając jednak do tematu. Połączenie historii napisanej przez Mikołaja Pasińskiego z ilustracjami Gosi Herby sprawiło, że do naszych rąk trafia bardzo fajna książka. Dużo się w niej dzieje, każda postać jest inna, każdy znajdzie swoją ulubioną. Balonową 5  można czytać nieskończoną ilość razy (ja już straciłam rachubę, który razy ją czytamy), a mimo to zawsze znajdzie się w niej coś nowego, co uczyni tę historie jeszcze ciekawą.



Przypomniałam sobie jak to jest mieszkać w bloku. Przypomniałam sobie wszystkie historie związane z tym okresem. Na razie nie planuję się przeprowadzać, ale dzięki Balonowej 5 moje dzieci mogą przekonać się jak się mieszka w bliskim sąsiedztwie innych... obywateli ;-).

Tytuł:   Balonowa 5

Autor: Mikołaj Pasiński

Ilustracje: Gosia Herba

Wydawnictwo: HarperKids Polska

Premiera: 16 października 2019

Nie poznalibyśmy tej historii, gdy Harper Kids nie zdecydowało się na jej wydanie ;-).




Najlepiej czyta się obrazki (Muminki. Wielki słownik obrazkowy polsko-angielski. HarperKids)

 Ostatnio nachodzi mnie jakaś nostalgia i zaczynam przeglądać stare zdjęcia. Może nie aż tak stare, bo z 2016 roku, ale wydaje się jakby od tego czasu minęły całe dekady. Nie sądziłam, że tak zmieni się moje życie, nie sądziłam, że będę taką matką. Ano właśnie, jaką?

Oglądając te wszystkie memy "jak będę matką to nie pozwolę...", "moje dzieci nigdy nie będą..." Taaaak, teraz to bawi. Chociaż mam pewne zasady, których trzymam się bardzo mocno. Na pewno nie jestem matką idealną, tzn. taką książkową i perfekcyjną, ale wydaje mi się, że nie mam też na co narzekać. I teraz dochodzimy do kwestii, którą chciałabym dzisiaj poruszyć. Poświęcenie. Nie mówię tu o całkowitym poświęceniu się dzieciom, ale o pewnych tego aspektach. Jak bardzo jesteście w stanie wyjść poza swoją strefę komfortu żeby sprawić przyjemność swoim dzieciom? Bo mi się wydaje... że ja żadnej granicy nie mam ;-). Wiecie, to tak jak z tym słynnym dialogiem w Chłopaki nie płaczą, kiedy z kranu ma lecieć Johnny Walker ;-). Nie jest to dla mnie nic strasznego. Mam być kotem, będę kotem, mam być koniem, będę kotem, mam czytać książkę po angielsku, będę czytać. Rozumiecie, o co chodzi ;-)?

Dlatego dzisiaj mam dla Was właśnie pewną książkę, która sprawia mi tyle samo przyjemności, co trudności z czytaniem. Przed Wami Muminki. Wielki Słownik Obrazkowy polsko-angielski. 


Większość dorosłych, których znam darzy wielkim sentymentem Muminki, dlatego kiedy zobaczyłam ten słownik, pomyślałam, że bardzo chciałabym go chociaż przejrzeć. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, czy nada się dla moich maluchów, czy będzie na trochę później, ale wiedziałam, że na pewno się przyda. Przecież to książka z muminkami!.

Pisałam Wam kiedyś jak to wygląda z moim angielskim. Znam. Czy w stopniu wystarczającym do swobodnej konwersacji? Nie wiem, pewnie nie, skoro nawet w ojczystym języku czasami trudno mi się wypowiedzieć ;-). Jednak takie słowniki obrazkowe nie tylko są pomocne dla dzieci, dorośli też mogą się z nich uczyć o ile się nie wstydzą ;-).






Pokazywanie każdej strony nie ma sensu, grunt żebyście mogli zobaczyć różnorodność tematów, a co za tym idzie, słów z nimi związanych, które prezentuje ten słownik obrazkowy. Jeszcze nie wiem ile zapamiętają z tego moje dzieci, ale z własnego doświadczenia wiem, że na pewno coś im w głowie zostanie ;-). 

Dodatkowo możemy się też dowiedzieć albo sobie przypomnieć, zależy kto czyta ;-). Co postacie z Muminków lubiły, np. czy wiedzieliście, że Mała Mi lubi jeść naleśniki ;-)?

Możemy też poznać nieznanych wcześniej bohaterów, mnie totalnie zaskoczyła Mimbla, która wygląda jak dorosła Mała Mi.

Podsumowując:

muminki (to priorytet ;-)

Słownik jak sama nazwa wskazuje jest Wielki i czytelny.

Tematy są życiowe i przydatne, więc po latach łatwiej przypomnisz sobie jak mówi się na łyżwy (skates) niż wyrafinowany (sophisticated) ;-).



Tytuł:   Muminki. Wielki słownik obrazkowy polsko-angielski.

Autor: Kaataja Paivi, Turkulainen Rikka

Ilustracje: Tove Jansson

Wydawnictwo: HarperKids Polska

Premiera: 28 października 2020

 

Za ten niezwykle cenny nabytek, który na pewno posłuży wielu pokoleniom mojej rodziny (już ja o to zadbam zeby moje wnuki też poznały muminki ;-)), dziękuję HarperKids Polska.




Bolek i Lolek też byli kobietą! i mieli na imię Basia (Basia i chorowanie. Basia, opowieści Miśka Zdziśka. Harper Kids Polska)

 W dobie tego, co się dzieje w naszym kraju ten tytuł wydał mi się odpowiedni. Tyle wyjaśnienia, ponieważ ciężko mi obiektywnie wypowiadać się na ten temat szczegółowo.

Jeśli chodzi o tytuły, które chciałabym dzisiaj Wam zaprezentować to wybrałam je dlatego, ze one też wpasowują się w to, co dzieje się wokół nas.


Zacznę od Basi i chorowania, ponieważ zaraz pewien ktoś zaciągnie mnie z powrotem do pokoju żeby słuchać o kroplówkach (odkąd pierwszy raz przeczytaliśmy tę część Basi, temat kroplówek jest nr 1, Klara nawet na kolację chciała kroplówkę ;-)). 

Całą rodzinę Basi dopada paskudny wirus. Zaczyna tata, potem mama, Janek, Franek i na końcu Basia. Niestety główna bohaterka choruje najciężej. Jej stan jest na tyle poważny, że musi trafić do szpitala. Na szczęście szybka interwencja taty i lekarzy sprawia, że Basia po paru dniach wychodzi ze szpitala.

Pisałam Wam już kiedyś, że ja nie wiem, jak to robię, ale potrafię ominąć nie tylko spoilery, ale i głośne premiery. Tak samo było z Basią. Poznałam ją zupełnym przypadkiem podczas wiosennej kwarantanny i to poznałam ją w formie animacji, nie książki. Jakie było moje zdziwienie, że Basia to seria książek... sami możecie sobie wyobrazić ;-).


Specjalnie dla Was wybrałam ten fragment historii o chorowaniu Basi żebyście mogli się przekonać jak wygląda zarys fabuły ;-). Chodzi mi konkretnie o to, że oprócz życiowych tematów autorka bardzo płynnie miesza je z codziennym humorem. Dzieci są mistrzami żartów sytuacyjnych (chociaż same często o tym nie wiedzą), nigdy nie wiesz kiedy wypalą z jakimś tekstem, który zapowietrzy Cię ze śmiechu. Chyba właśnie to sprawia, że tak chętnie sięgam po Basię , ale ta część ma w sobie jeszcze coś.

Wszyscy wiemy jak wygląda sytuacja z pandemią, czy chcemy, czy nie chcemy Nasze dzieci też w tym wszystkim uczestniczą, tylko że my, jako dorośli jesteśmy w stanie to zrozumieć, a dzieci? Basia i chorowanie pozwala wyjaśnić najmłodszym, co się dzieje kiedy człowiek jest bardzo chory. Oczywiście Zofia Stanecka (autorka) i Marianna Oklejak (ilustratorka) sprawiły, że temat ten jest przystępnie i jeśli mogę tak to nazwać, przyjaźnie przedstawiony.


Kolejną nowością w serii jest Basia. Opowieści Miśka Zdziśka. Jeśli miałabym wybierać to historie opisane w tej części podobają mi się bardziej chociaż Klara uwielbia słuchać o kroplówce ;-). Opowieści Miśka Zdziśka mają w sobie to, co lubię najbardziej. Dziecięcy świat, ale taki wiecie, stu procentowy ;-). Mamy Basię, która rozmawia ze swoimi maskotkami, mamy też pluszaki, które (kiedy dorośli nie widzą, oczywiście!) mają własne życie pełne przygód, mamy w końcu typowy, trochę naiwny obraz świata, który otacza Basię. To zadziwiające jak zmienia się perspektywa kiedy jest się dzieckiem ;-).






Odwołując się jeszcze raz do tytułu wpisu, tym razem z pozytywnym przesłaniem, uważam, że Basia to taka współczesna Bolka i Lolka ;-). Kreska, zachowanie, przygody, wszystko to sprawia, że czytając Basię czuje się pewną nostalgię i wydaje mi się, że rodzice czytający Basię swoim dzieciom często wybierają ją jako lekturę podświadomie kierując się własnymi doświadczeniami z dzieciństwa i miłością do dawnych bohaterów bajek ;-).

Za kroplówkę i "to nie ja, to miśki", dziękuję Wydawnictwu HarperKids Polska.





Potęga magii (Wydawnictwo HarperKidsPolska)

 Sobota, piękna słoneczna pogoda, a ja co, siedzę w domu i piszę ten post. Nie martwcie się, skorzystam jeszcze z pogody, po prostu na razie jest za gorąco żeby wyjść. Ja schowałabym się w cieniu, ale dzieciaki szalałyby na pełnym słońcu. Krem z filtrem, czapki? Dobry żart. Po dwóch minutach krem by się zmył w basenie, a czapki magicznym sposobem zniknęły... dlatego w naszym planie dnia uwzględniam też siedzenie w domu ;-).

Jest to czas kiedy Janek śpi, a reszta dzieci najczęściej ogląda bajki. Uważam, że dzieciaki też w ciągu dnia powinny chwile odpocząć, a skoro to je relaksuje to niech będzie, ja mogę w tym czasie spokojnie poczytać lub popisać ;-).

Dzisiaj mam dla Was kolejną książkę z serii mrocznych baśni od HarperKids Polska. Tym razem zabiorę Was w podróż na Bliski Wschód, gdzie historia Aladyna potoczyła się zupełnie inaczej...


Potęga magii. Mroczna baśń” to słynna opowieść o Aladynie napisana na nowo. Ubogi chłopiec codziennie walczący o przetrwanie w zaułkach slumsów Agrabahu nie ma tu po swojej stronie mocy potężnego dżina z czarodziejskiej lampy. Ma za to odwagę i miłość do księżniczki Dżasminy, którą jednak czeka zaaranżowane małżeństwo ze znienawidzonym przez nią doradcą sułtana, wezyrem Dżafarem. Gdy z pomocą starożytnej lampy opętany żądzą władzy wezyr przejmuje tron, mieszkańcom grozi wielkie niebezpieczeństwo. Zdetronizowana Dżasmina i odważny Aladyn będą musieli skrzyknąć lud Agrabahu i zmierzyć się z tyranem. 


Wrażenia

Cała seria Mrocznych baśni jest niesamowicie interesująca. Możemy poznać bardziej dojrzalsze oblicza naszych ulubionych disneyowskich postaci. Tak jak w przypadku Mulan, którą opisałam >>Tutaj<< mieliśmy do czynienia z dalszą, bardziej szczegółową historią tej bohaterki, tak w Potędze magii mamy do czynienia z zupełnie alternatywną historią. To trochę jak z tą anegdotą, która mówi o tym, że jeśli obejrzymy Aladyna od tyłu, poznamy historię księcia, który stracił wszystko i stał się biedakiem. 

Potęga magii to historia, która niesamowicie porusza i trzyma w napięciu. Czasami trafiają się książki, w których widać, że autor, od samego początku wie, o czym chce pisać. Tak specyficzne miejsce jakim jest Bliski Wschód daje duże pole manewru. Pod warunkiem, że zna się specyficzny klimat tego miejsca, bo inaczej można po prostu napisać głupoty. Liz Braswell na szczęście zalicza się do twórców, którzy robią dobre rozeznanie tematu. Co tu dużo mówić, cała seria Mrocznych baśni jest po prostu niesamowita. 

Nie wiem tylko, czy nazwała bym ją literaturą młodzieżową. Nie dlatego, że tematyka jest zbyt brutalna lub abstrakcyjna żeby młody umysł mógł to ogarnąć, po prostu zadziwiająco dobrze się przy niej bawiłam, a przecież nie mam już tych nastu lat.

Fabuła nie była banalna, a postacie naiwne (jak to w bajkach często bywa ;-). Podoba mi się to, że historia zawiera wiele aspektów, które wpływają na szybkość czytania. Dzięki takim niuansom i smaczkom dostajemy pełniejszy obraz tego jak mogło bądź wyglądało ;-) życie w Agrabahu.


Polecam nie tylko tę część, ale i całą serię. Dzieciaki zachwycają się tymi bajkami, my znamy je z czasów młodości, pora odświeżyć sobie te historie, bo nadal jest w nich niewyczerpana inspiracja :-).


Za możliwość poznania alternatywnej historii Aladyna, dziękuję Wydawnictwu HarperKids Polska.



W świecie iluzji (Wydawnictwo HarperKids)

Czy zdarza się Wam podczas chorych czasów (chorych ze względu na pandemię), spotykać ze znajomymi ? Mi się zdarzyło ostatnio i wicie co, było strasznie dziwnie. Nie chodzi mi tylko o to, ze względu na obecną sytuację zachowujemy pewien dystans i środki ostrożności, ale mam wrażenie, że tak bardzo zamknęliśmy się w domach (przez kwarantannę), że teraz najlepiej czujemy się we własnym towarzystwie. Ja naprawdę nie narzekam, kiedy mogę siedzieć w domu i czytać  książki. Wy też tak macie, czy tylko ja stałam się takim odludkiem? 


Co do książek...

Ostatnio trafiła w moje ręce mroczna baśń. Opowiada ona alternatywną historię Mulan, która wyrusza w podróż do zaświatów, aby uratować ukochanego. Zaciekawieni? Później jest już tylko ciekawiej, ponieważ, poznajemy zupełnie inną Mulan, bardziej mroczną, zdeterminowaną, a nawet zaryzykowałabym słowo kobiecą.

W świecie iluzji to połączenie paru różnych rzeczy: postaci Mulan, mitu o Demeter i Persefonie oraz kultury chińskiej. Czy może być lepiej? Dla mnie chyba nie ;-).

Podoba mi się to, jak Elizabeth Lim zagłębia się w odczucia głównej bohaterki. Zasiadając do lektury W świecie iluzji, myślałam okey. Mulan. Znam, oglądałam, bardzo lubię tę animację, ale... nie sądziłam, ze dostanę tak złożoną historię. Kiedy główna bohaterka trafia do zaświatów musi przejść drogę, która nie tylko prowadzi do uratowania ukochanego, ale również pozwala jej odkryć samą siebie. 

Jestem zachwycona odwołaniem do mitologii chińskiej i greckiej. Dlaczego jestem aż tak oczarowana? Ponieważ autorka odwróciła znany mi schemat. Zdaje sobie sprawę, że starożytne wierzenia mają punkt wspólne. Wystarczy zmienić imię boga lub herosa, czy jakieś atrybuty i od razu powstaje inna historia, pasująca do określonego miejsca. Jest to dość standardowy zabieg, a wyszukiwanie podobnych elementów fabularnych jest bardzo ciekawym zajęciem, ale wracając do tematu. Elizabeth Lim nie stara się ukryć inspiracji, ale również w bardzo ciekawy sposób łączy te odmienne światy. Zaświaty, król Yama, czy Pani Zapomnienia to tylko niektóre postacie, które sprawiają, że ta historia jest tak wciągająca. Trzeba również zwrócić uwagę na zadania, jakie ma do wykonania Mulan. Tutaj nie zdradzę Wam szczegółów, ponieważ są kluczowe dla fabuły i odebrałabym Wam przyjemność z czytania. Uwierzcie na słowo, przy tej książce, nie można się nudzić!

Teraz, kiedy siedzę i piszę ten wpis, zastanawiam się, czy coś mi się nie podobało w W świecie iluzji. Rozczaruję Was. Nie mam się do czego przyczepić. To totalnie mój klimat i jedyne, co mogę zrobić to polecić Wam tę książkę.

Mam nadzieję, że zainteresowała Was ta alternatywna historia. Jeśli tak to możecie zakupić ją 


Zachęcam do zajrzenia na tę stronę, ponieważ znajdziecie tam nie tylko historię Mulan, ale i innych bohaterów Disneya ;-).

Za możliwość nowego poznania tej bohaterki dziękuję Wydawnictwu HaperKids Polska



-

Moje zdjęcie
Skarby na półkach
Kobieta, Żona, Matka. Piszę o tym co myślę, i robię. Najczęściej czytam książki i staram się aby moje dzieci wiedziały, ze są ciekawsze rzeczy niż siedzenie przed ekranem. Kontakt: skarbynapolkach@gmail.com kontakt@skarbynapolkach.pl